Blondynka obudzila sie w samym srodku nocy przez obrzydliwy koszmar. Jej serce bilo niczym dzwon a cale cialo az dygotalo.Kropelki potu splwaly po idealnie uwidatnionych obojczykach i kosciach policzkowych. Przetarla wierzchem dloni czolo i westchnela gleboko. 'To sie robi juz nudne.'. Co nocy przezywala to samo, ten sam sen.
Ciemna sala.Czerwone zaslony w oknach, ciemne dywany, wrecz smolisto ciemne sciany. W powietrzu unoszaca sie won starosci, pustki i...Smierci. Na srodku pomieszczenia miescil sie bialy fotel, w stylu baroku, z drewnianymi ramiennikami zakonczonymi w dosc orginalny sposob: glowy lwow trzymajace w zebach prawdziwe strzykawki. Nieskazitelna biel tkaniny byla pochlapana czerwienia krwi. Swierzej. Na przeciwko znajdowal sie stary telewizor odtwarzajacy ta sama tasme, jakby mial zadanie chipnotyzowac. Dziewczyna szla do przodu, jej nogi tak jakby nie nalezaly do jej mozgu. Robily dokladnie to co chcialy, tak jakby ktos inny nimi sterowal. Moze na zewnatrz wydawala sie spokojna i pewna w srodku wrecz wrzeszczala i wyrywala sie do ucieczki. Usiadla zakladajac noge na noge i dlonie opierajac na glowach lwow. Muzyczka wydobywajaca sie z drugiej czesci pomieszczenia byla frustrujaca. Dyn,dyn dyn, dyyn,dyyyn,dyyyyn,DYN! Na ekranie ukazane bylo kazde morderstwo Lea. Kazda chwila wzieta z jej zycia w momencie kiedy odbierala komus mozliwosc do istnienia. W tamtym momencie wladza nad jej cialem powracala lecz bylo za pozno. Film ja wciagnal do tego stopnia iz nie poczula jak jej rece zostaly przywiazane przez ciernie do krzesla tak samo jak jej nogi. Jej glowa chodzila na wszystkie strony patrzac przerazenie. Szarpala rekoma co bolala ja niemilosiernie. Odebralo jej glos. W momencie kiedy chciala krzyknac, otworzyla buzie i nic. Z calych sil chciala wydobyc z siebie jakis dzwiek jednak bez zadnego rezultatu. Nie mogla nic zrobic. Zostala uwieziona, opetana, zamknieta. W tamtym momencie igly wbijaly sie w jej nadgarstki a z ust wytryskala krew. Jej cialo rozdzieralo sie na wszystkie czesci a ostatnia osoba ktora widziala przed soba byl...
W tym momencie sie budzila i nie mogla za Chiny przypomniec sobie kogo widziala. Cala reszte pamietala doskonale i potrafila ja odtworzyc za kazdym razem idealnie tak samo ale nigdy nie pamietala koncowki. 'Cholera jasna!!'. Uderzyla rekoma w posciel warczac z frustracji. W jednym momencie zeskoczyla z lozka zostajac w samych obcislych czarnych spodenkach i tego samego koloru podkoszulce. Wlaczajac swiatlo odsunela wszystkie wieszaki. 'Kto chcial bym cie znalazla?'. Lea zawsze wierzyla w to iz nasz los jest juz napisany a my jestesmy tylko pionkami odgrywajacymi swoje role. Ktos sie nami bawi, gra, patrzac jak cierpimy, placzemy, cieszymy sie. Nic nie ma swojego wyboru. Wszysto jest kierowane.
Tony zszedl na dol po dlugiej i wyczerpujacej nocy poszukiwan danych o niejakiej Lea Gonzales. Przyznaje, sprawialo mu to cholerna przyjemnosc i nie przeszkadzilo w pracy. Traktowal to jako istne hobby. Jego ojciec nie mogl w tym momencie mu niczego zabronic. Zabawa rozpoczela sie na zasadach mlodego. Taki uklad.
-Dzien doberek.-z ogromnym usmiechem na ustach wszedl do kuchni drapiac sie po karku.
-Dzien dobry.- rodzicielka najwyrazniej nie podzielala jego wspanialego humoru.
-Cos sie stalo?-zapytal niepewnie siadajac przy wysepce i oparl ciezar ciala na przedniej czesci.
-Nie udawaj glupiego, Anhtony.-wzdrygnal sie na swoje pelne imie. Uzywala go tylko wtedy kiedy byla juz naprawde wkurwiona.-Jestes naprawde taki nie powazny?!-odwrocila sie w jego strone rzucajac scierke w powietrze.- Narazasz sie na smierc!! Ta dziewczyna jest zla i ani ty ani twoj ojciec nie mozecie jej pomoc!
-Co ty mozesz o tym wiedziec,co?! Nigdy nie bylas na jej miejscu.
-A ty byles?-zmierzyla syna jakby w tym momencie nim nie byl. Martwila sie o niego, chciala go chronic.
-Nie znasz mnie.-warknal po chwili wychodzac z kuchni. Zostawil tak zdezorientowana matke ktora teraz miala metlik w glowie. Co mogl miec na mysli ten sfiksowany dzieciak? Moze naogladal sie filmow? Moze za duzo internetu? Machnela reka jakby to byla klotnia o brudne pranie. Mimo wszystko w podswiadomosci wiedziala ze cos jest nie tak. Szkoda tylko iz nie spodziewala sie tegiego bagna.
Bawila sie bronia ktora znalazla w sejfie siedzac przed lozkiem. Jak dawno nie miala tego typu zabawki w dloniach. Westchnela usmiechajac sie lekko i wymierzyla przed siebie. Niesforny kosmyk jej dlugiej grzywki spadl na oczy jednak ona go w ogole nie poprawila. Chciala w tym momencie isc do pani doktorek i wyjebac jedna kulke w jej twarz. Prosto miedzy oczy. Podnoszac sie zgrabnie z podlogi podeszla cichutko do drzwi. Co noc czatowal przy nich jakis straznik jednak dzis mial byc wyjatek. Jakas szycha zwolala wszystkich na zebranie dlatego pacjentom podano do jedzenia proszkow nasennych. Oh, co za zalosny czyn, nie przewidzieli iz Lea rzadko co je. Wszystko przewaznie wyzuca za okno kiedy nikt nie patrzy. Psy, te ktore biegaja po posiadlosci, maja z tego przyjemnosc. Odkluczajac drzwi wsuwka do wlosow usmiechnela sie pod nosem. 'Slabe zabezpieczenia, przyznaje, slabiusienkie'. Wysmiewala sie w glowie z glupoty i naiwnosci personelu. Jak mozna byc tak lekkomyslnym?! Robiac pierwszy krok rozejrzala sie ostroznie po calym, dluuuugim, bialym korytarzu. Pustko. Wziela gleboki oddech i przyklejona do sciany sunela w ciemniejsza strone. Nie byla przerazona. Przeciez nic jej nie zrobia nawet jakby ja zlapali. Otworzyla pierwsze lepsze drzwi znajdujac sie juz na parterze kiedy zastala puste pomieszczenie. Wywrocila oczami zamykajac drzwi i odwracajac sie gwaltownie kiedy czyjes palce styknely sie z jej ramieniem. Wycelowala spluwe prosto w jego serce, by od razu zabic. Oczy ktore napotkala na przeciw wydawaly sie jednak tak beztrosko bezpiecznie ze az na chwile chciala opuscic dlonie.
-Czesc.-usmiechnal sie do niej chlopak o zlotych wlosach. Zmierzyla go nieufnym wzrokiem. Od razu przypomniala jej sie sytuacja jak poznala Jace'a, tam wtedy na polanie. Tez byli twarza w twarz a ona celowala pistoletem.-Jestes dosc zagubiona...-stwierdzil zamyslony nie robiac zadnego ruchu dla bezpieczenstwa. -Czego tu szukasz?- zapytal usmiechajac sie lekko i wskazujac drzwi za plecami Lea. Jednak ta ani drgnela, nawet nie mrugnela. Bez przerwy celowala pistolet w jego serce a oczy szukaly jakiejs checi skrzywdzenia jej w tych przeciwnika. 'Nic...'. Jedyne co krylo sie w glebokosci oczu chlopaka to czysta zabawa, tesknota i pozytywnosc. Nie slyszac odpowiedzi wzruszyl po prostu ramionami.- Mowisz?- zapytal zartem jednak Gonzales przytaknela glowa. - Mozesz opuscic bron? Nikt nigdy jeszcze nie chcial mnie zabic.- zmarszczyl brwi przelykajac sline i wkladajac dlonie do kieszeni. Zmierzyla go podejrzliwie robiac krok do tylu. -No prosze cie...-wywrocil oczami.-Nie chce cie skrzywdzic.-spojrzal w jej oczy a jedyne co w nich mogla dojrzec to czysta szczerosc, nic wiecej. Opuscila nie pewnie i powoli swoja bron jednak zostala w bezpiecznej,obronnej pozycji.- Od razu lepiej.-usmiechnal sie szeroko lekko bujajac sie na pietach.- Chcesz zobaczyc czesc w ktorej ja niby mieszkam?- zapytal ochoczo skinajac glowa w strone korytarza. Lea odpowiedziala tylko skinieciem glowy i czekala az on pierwszy ruszy. Nie byla bardzo ufna i wolala trzymac sie na dystans. Blondas kiedy zauwazyl ze jego nowa znajoma sie nie rusza zrobil to pierwszy ,i co chwila kontrolujac czy idzie za nim, szedl do przodu. Nie szla.- Co?- zatrzymal sie na chwile a potem wrocil na swoje poprzednie miejsce. Dziewczyna popatrzyla na niego smutno obejmujac szczelnie swoje rece i zakrywajac twarz dlugimi wlosami.- Nie jestem od nich.-pokrecil glowa. Spokojnie i opanowanie. Podniosla na niego niepewne spojrzenie.- Moge to udowodnic.-dodal pewnie prostujac sie lekko. Wyciagnal w jej strone dlon, zbyt szybko poniewaz Lea odskoczyla do tylu.- Ej, nie boj sie.-poslal jej troskliwy usmiech. Zatrzymal dlon w bezpiecznej odleglosci rozkladajac ja na normalnej wysokosci. Gonzales od razu zrozumiala o co mu chodzilo i zrobilo jej sie lepiej gdy pozwolil jej zdecydowac. Wysunela jedna reke nie pewnie i naprawde wolno, wciaz nie sposzczajac z niego oczu. Dotknela czubkiem palca srodka jego dloni a na ich rekach od razu pokazaly sie identyczne znaki jak wtedy w parku z Jace'm. Odsunela sie jak oparzona znow chowajac sie za swoja bariera.- Mozesz mi zaufac.-zmarszczyl brwi.-Chodz ze mna.-usmiechnal sie. Przez te pare minut zauwazyla ze ten chlopak jest naprawde mega pozytywnie nastawiony do wszystkiego. Albo takiego udaje. Znow ruszył w strone swojego pokoju i tym razem kiedy sie odwracal widzal jak Gonzales, wciaz nie ufnie za nim kroczy, oczywiscie zachowujac przesadnie bezpieczna odleglosc.
-Tak w ogole skad masz bron?- wskazal na zabawke w reku Gonzales ktora siedziala wygodnie na jego lozku rozgladajac sie po pomieszczeniu. Blondyn zdazyl juz opowiedziec jak tutaj trafil przez swoja ex i dlaczego ma takie nastawienie jednak Lea go w ogole nie sluchala, po prostu nie byla tym zaintersowana poniewaz w jej glowie formowala sie juz jakas idea na plan ucieczki. Gdy uslyszala jego pytanie automatycznie spojrzala na niego marszczac brwi. Po chwili jednak poslala mu bezczelne spojrzenie tak jakby chciala powiedziec zeby nie interesowal sie nie swoimi sprawami. -Sorry.-wzruszyl ramionami wyciagajac z szafy pokaznych rozmiarow metalowe podelko. Sejf. Oczy dziewczyny od razu zrobily sie jak gwiazdki. Przysunela sie blizej kiedy nowy kolega postawil tajemniczy przedmiot na lozku. Podniosla na niego przelotnie spojrzenie usmiechajac sie lobuzersko i bez problemow wyjmujac wsuwkę, otworzyla sejf.- What the..-przeczesal wlosy do tylu ktore i tak wrocily do poprzedniego ulozenia.-A mowili ze bez klucza sie nie otworzy.-wywrocil oczami robiac zabawna mine. Dziewczyna mimowolnie zachichotala zakrywajac delikatnie ramieniem swoj usmiech.-Heeeeej, nie chowaj sie. Slicznie sie usmiechasz.-wyciagnal dlonie przed siebie jakby ona byla pedzacym autem a on chcialby ja zatrzymac.Spowarzniala od razu krecac przeczaco glowa.-Oh...Tak w ogole to pamietasz moje imie?-zapytal by zmienic na chwile temat. Ta spojrzala na niego unoszac jedna brew.-Maxxie.-pokiwal glowa a ta wywrocila oczami,przytaknela kilka razy wracajac do przenosnego sejfu.-Maxxie, tak na przyszlosc.-szepnal jakby do siebie odwracajac sie i rozgladajac po swoich rzeczach. Gdy otworzyla pudelko az dech w piersiach jej zaparlo. W idealnie ulozonym porzadku lezaly Barretta 21 S-1 ,M9 i znany kazdemu COLT 1911. Gwizd wydobyl sie z jej ust a rece lekko sie zatrzesly.
-Woooow...-szepnela zachrypnietym glosem co zwrocilo uwage chlopaka. Byl zaskoczony ze sie odezwala i kiedy sie odwrocil by ja ujrzec momentalnie spowaznial zamykajac wieko tuz przed jej palcami zmierzajacymi by dotknac cudenka.
-Nie e e...-pokrecil glowa wciaz trzymajac dlon na zamknietym pudelku.-Nie znam cie, nie chcesz nic mowic wiec skad moge wiedziec ze moge ci ufac?-podniosl brwi lekko zirytowany jej zachowanie.Poderwala gwaltownie mruzac oczy. Stanela z nim twarza w twarz fukajac pod nosem. Robiac zniensmaczona mine zmierzyla go pewnie od stup do glowy i odwrocila sie napieci uderzajac wlosami jego twarz. Wychodzac z pokoju uniosla do gory dlon pokazujac mu po prostu srodkowy palec. Pozostal na swoim miejscu, nie mial zamiaru jej gonic. Czul ze jeszcze sie spotkaja.
'Co on sobie do cholery myslal?! Przeciez nie bede mu sie zwierzac! Co za tupet. Idiota. Zjeb. Bezmozg. Ugh.' Lezala na lozku patrzac w sufit kiedy do jej pokoju doszedl dzwiek pukania szpilek. 'Zaczyna sie.'. Wywrocila oczami w ogole nie przejmujac sie tym ze jest w bokserce i koronkowych bokserkach. Bawila sie pileczka podzucajac ja do gory.
-Ubieraj sie, policja chce z toba gadac.-warknela pani doktor zatrzaskujac za soba drzwi. 'Co za chamstwo.'. Lea warknela naciagajac na tylek szerokie podarte jeansy. Ostatnio w ogole nie przywiazywala wagi do tego jak wyglada. Szczerze? Stracila jakiekolwiek nadzieje ze Justin ja jeszcze znajdzie. Jej zdaniem juz o niej zapomnial. 'Moze mu bylo na reke ze zniknelam'. Westchnela smutno przeczesujac dlonia proste wlosy. Usiadla na krzesle przed zielonym stolikiem i rozlozyla wygodnie nogi. Spojrzala z pod rzes na tego samego policjanta. Chodzil w kolko czekajac az ochrona i sfiksowana wlascicielka osrodka wyjda. Gdy jednak tego nie zrobili spojrzal na nich unoszac brwi.
-Mogliby panstwo oposcic pomieszczenie? Jest mozliwosc ze dziewczyna nie bedzie czula sie wolna w waszym towarzystwie.
-Ale ona nie mowi!.-wyrzucila dlon obuzona doktor.
-To nie szkodzi. Poradzimy sobie.-poslal jej sztuczny usmiech. Wsciekla wyszla energicznie z pomieszczenia patrzac znaczaco na Lea. 'To mi sie dostanie.'. Ochroniaz opuscil pomieszczenie chwile po niej. Gdy drzwi zostaly zamkniete komendant oparl sie na rekach o blat.- Sluchaj. Wyciagne cie stad ale bedziesz musiala uciec. Moj syn ci w tym pomoze. Nie mozesz jednak oposcic kraju. Inne miesto. Pomoge ci, jasne?-uniosl pytajaco brwi zachowujac powazna mine. Ta patrzyla na niego zszokowana.- Musisz tylko powiedziec czy tego chcesz?-przelknela sline kiwajac glowa.- Jeny co oni ci zrobili...-pokrecil glowa lekko zrezygnowany.Przez chwile sie nie odzywal. Chyba analizowal jak ma przekazac plan dziewczynie. Sadzil ze jest zblakana czy jej myslenie jest zaburzone. Mylil sie, mimo ze ona nie byla normalna.- Za kilka dni przyjde tutaj z moim synem.-pokiwala glowa po tym jak przeniosla wzrok z swoich splecionych palcow na jego twarz.-Nie bedziesz miala problemu go poznac poniewaz na szyi ma wytatuowany napis ''Fastest''.- od razu zmarszczyla brwi.- Chcial sie do was dostac.-wzruszyl smutno ramionami.- Nie jestem chyba jednak uprawniony do opowiadania tej historii. Tony powinien sam ci ja przekazac.-westchnela zrezygnowana. ''Nie bede meczyc sie o zaufanie jakiegos mlodego dupka. Niech mnie wyciagna i na tym chuj.''.- W czasie gdy ja bede rozmawial z pania doktor on pomoze ci sie wydostac, ok?-kolejny raz skinela glowa.-To chyba na tyle.-usmiechnal sie prostujac.-Nie pytaj czemu to robie. Dowiesz sie w swoim czasie.-spojrzal z tajemnica biorac do reki swoja czapke.-Do zobaczenia.-kierowal sie w strone drzwi kiedy Lea otworzyla usta. Mimo wszystko, mimo wielkich staran, zwykle ''dziekuje'' nie potrafilo wydostac z jej ust. Komendant wychodzac spojrzal ostatni raz na zgarbione cialo dziewczyny formujac usta w niby usmiech. Niedlugo prawda miala wyjsc na jaw... Niedlugo?
-Justin, ogarnij sie wreszcie stary.-warknal do Bieber'a sfrustrowany Jace.-Co ty wyprawiasz ostatnio, co?
-Nic.-wzruszyl ramionami bawiac sie nowym sztyletem ktory dostal od Caleb'a. Tak, Justin jest w The Fastest od dluzszego czasu co go bardzo zmienilo. Wciaz jest tym zabawnym gluptasem ale nie okazuje tego. Ustanowil sobie cel i chce go dotrzymac, szkoda tylko iz nie wie jakie ryzyko podjal.
-Jasne...-prychnal blondyn.- Co to jest, co?- wskazal na jego cialo pokryte tatuazami.-Jasetes inny, pomysl o Lea. Jak ona sie poczuje gdy wroci.
-A jak nie wroci?! A co jesli ulozyla sobie zycie?!-warknal podnoszac glos.
-Nie pierdol glupot, idioto.-odwrocil wzrok w strone okna.-Jesli tylko ja znajdziemy..
-Co jest malo mozliwe...
-Albo jesli jakos uda sie jej z tamtad wyjsc to bede mial ta nitke zeby znow czytac jej mysli.-szepnal nie pewnie. Odkryl to kiedy Lea podrozowala. Za kazdym razem czul jej obecnosc jednak cos blokowalo do konca jej mysli. Mogl tylko wyczytac wszystko to przed ''porwaniem''. Nic nie mowl o tym Justin'owi poniewaz ten byl albo zajety szukaniem w terenie swojej ukochanej albo pracowal z chlopakami odnosnie czarnych interesow.
-Co ty do mnie pieprzysz?!-zerwal sie z fotela podchodzac do niego.
-To co slyszysz.-usmiechnal sie lekko. Ucieszyla go ta mysl bo po dlugim czasie poszukiwan wreszcie mogli sie trzymac jakiegos sladu. Zalezy wszystko od tego czy znajada ja pierwsi, czy Lea wyjdzie... Czy umrze.
Toby szedl korytarzem w przebraniu policjanta razem ze swoim ojcem. Usmiech chcial sie wkrasc na jego usta za kazdym razem kiedy uswiadamial sobie ze jego ''idealny'' ojciec lamie prawo ktorego powinien bronic. W polowie korytarza stala pani w rozowym kurwistym fartuszku i okularach na nosie. '' Dmuchana lalka...''. Wywrocil w myslach oczy wypuszczajac nosem wszystko powietrze z pluc.
-Dzien dobry. Milo pania znow widziec.-jego ojciec podal kobiecie dlon na przywitanie.-To moj wspolnik, oficer Stewens.-wymyslil na poczekaniu patrzac na syna.
-Milo mi.
-Mnie rowniez.-kobieta poslala mu zalotny usmieszek a ten jedyne co to pozostal niewzruszony.Brzydzila go ale przeciez nie mogl tego pokazac.- Moi podopieczni juz czekaja w sali.-usmiechnela sie kierujac swoje cialo wzdloz dalszej czesci pomieszczenia.
-Przepraszam?- Toby usmiechajac sie zniewalajaco spojrzal na kobiete. Widac bylo iz odebralo jej mowe.
-T..Tak?-odwrocila sie nie przerywajac marszu.
-Moglbym zobaczyc okolice budynku?-wskazal na drzwi wyjscia.
-Alez oczywiscie, chce pan zebym poszla z panem?-zaproponowala automatycznie sie zatrzymujac.
-Nie,dziekuje. Poradze sobie.-odwrocil sie i szybkim krokiem wyszedl z budynku. Z tego co pamietal jego ojciec mowil by wejsc przez dach poniewaz pokoj dziewczyny jest jako jeden z niewielu na samej gorze. ''Na cos oplacil sie parkour. ''. Bez problemu znalazl sie w wymierzonym miejscu i tak jak wczesniej obserwowal przez kamery okno na dachu bylo otwarte.'' Idioci...'.Zasmial sie wskakujac do srodka. Zmierzajac korytarzem uwaznie rozgladal sie czy czasem ktos na niego nie wpadnie. Jego podswiadomosc i tak byla przkonana ze wszyscy sa na zebraniu. Wszyscy oprocz Lea... Ta miala byc teraz w laboratorium po podaniu jakiegos mocnego srodku. Siegnal klemke kiedy jego ramiona zostaly mocno zlapane. Od razu zesztywnial a jego napastnik niespodziewanie pchnal go na przeciwna sciane tak ze to teraz jakies cialo zaslanialo drzwi.
-Nie dotkniesz jej...-warknal tajemniczy gosc.
-Maxxie?-oczy lezacego Simons'a sie rozszerzyly do granic mozliwosci.
-Tony?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jedyne co moge wam powiedziec to: WIELKIE CHOLERNE PRZEPRASZAM ;c
Nie chcialam... Jednak nie moglam wczesniej dodac :c
KOCHAM WAS <3
Ps. Zblizamy sie do punktu kulminacyjnego opowiadania i konca...
Forever Yours
-Patrys
Bad girl... Seemingly normal boy... Co ich połączy?? To będzie miłość? Czy raczej nienawiść? Ona zmieni sie i zostawi swoje dotychczasowe życie aby móc się z nim widywać? Czy go do siebie zrazi?
wtorek, 3 czerwca 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
#57
Wrocila do tego samego miejsca co na poczatku, ten sam pokoj, ten sam budynek, to samo miasto. Jednak nic sie nie zmienilo.Siedziala tak z nogami oplecionymi przez ramiona szlochajac cichutko. Bezsilnosc dawala o sobie znaki a to ja dobijalo.Stala sie krucha, taka...Taka niewinna. Kolejne dni a moze nawet tychodnie mijaly jednak ona stracila juz rachube. Gdzie do cholery jest Justin?! Ten ktory ja niby tak bardzo kocha...Gdzie jest Jace ktory obiecywal ze zostanie?! A Caleb? The Fastest? Czy to mozliwe ze nikt jej nie chcial. To mozliwe ze byla taka suka odtracajaca wszystkich iz nie ma przy niej nikogo? Zostala sama. Czula sie samotna, oszukana i opuszczona.
-Czemu placzesz skarbie?-ten ton, ten fartuszek...Obrzydzalo ja to wszystko. Jak zwykle nie odpowiedziala, nie miala takiego zamiaru. -Dlugo bedziesz tak milczec, mala dziwko?- jaka zmiana. Frustracja dosiegnela juz pania doktor i nie wytrzymala. Gonzales otarla lzy stajac przed nia pewnie. Spojrzala w jej oczy mrozac je lekko i zasmiala sie gorzko. -Nie badz siebie taka pewna. To ja tu zadze.-syknela na co Lea zachichotala pod nosem. Po chwili poczula jak jej policzek piecze a glowa przekrecila sie na jedna strone. 'Nie zrobila tego...Nie zrobila.'. Spojrzala oszolomiona i z furia w oczy jej ''opikunki''.-Co? Zaskoczona?-prychnela odwracajac sie do drzwi.- Twoje pieklo zacznie sie wlasnie teraz.-dodala zlowrogo trzaskajac za soba. 'Pozaluje tego...'. Na ustach dziewczyny wymalowal sie chytry usmiech.'Pokonam ja jej wlasna bronia.'. Przypomniala sobie jak Jace opowiadal jej kiedys film w ktorym rowniz wystepowala kobieta przetrzymujaca grupke nastolatkow do badan odnosnie narkotykow. Co prawda inny typ dzialan jednak sytuacja podobna. Zatarla rece przeczesujac wlosy do tylu. 'Trzeba zaczac trenowac'. Wzruszyla ramionami podchodzac do ogromnych rozmiarow garderoby. Przeciagajac wieszaki zauwazyla cos dziwnego na scianie tak jakby malych rozmiarow szafke. Sejf? Nie, to wygladalo inaczej. Tak jakby poprzedni wlasciciel pokoju rowniez gromadzil sposoby na ucieczke. Lea rozsunela calowiecie wieszaki i stanela przed zakryta wneka. Hmmm co tam moze byc? Podeszla blizej kiedy uslyszala otwieranie drzwi. Nie przestraszyla sie, jedyne co wiedziala to ze musi zachowac nowe odkrycie dla siebie. Nie moze nikomu ufac. Na pewno nie w tym miejscu. Jak gdyby nigdy nic wybrala odpowiedni struj do treningu i wrocila do pokoju.
-Masz 5 minut i musimy isc spotkac sie z policja.-powiedzial Patrick siadajac na wygodnym fotelu. Spojrzala na niego z nutka pogardy jednak i ciekawoscia.-Musisz byc grzeczna i udawac ze po prostu jestes tutaj na starzu. Jakby co studiujesz botanike.- warknal niemilo. Blondynka wywrocila tylko oczami wchodzac do lazienki i zostawiajac ciuchy na dlugim blacie przy zlewie. Spojrzala w lustro i wziela gleboki wdech.' Dasz rade.'. Usmiechnela sie lobuzersko jednak nie przewidziala tego co moze sie stac pozniej.
-Znalezliscie ja?- zasmial sie brat dziewczyny rzucajac sie na lozko Bieber'a w domu The Fastest. Caleb odnosil sie ostatnio z lekka kpina w oboec dowjki chlopakow. Po prostu dla niego bylo obojetne czy jego siostra jest cala czy nie. Zaskakujace, a jednak. Moze tak na prawde za nia tesknil ale nie chcial tego pokazac? Moze faktycznie go to nie obchodzilo? Co kierowalo chlopakiem?
-Wypierdalaj.-syknal Jace nie podnoszac oczu z nad laptopa.
-Bo co mi kuzwa zrobisz,tleniony blondasku?
-Pierwsze jestem jak twoja siostra a drogie....-spojrzal na niego.-To naturalny kolor.
-Bla bla bla...
-Co ci jest stary?-Biebs wyszedl wlasnie z lazienki w samych opuszczonych spodniach pokazujacych jego czerwone boskerki, wycierajac wlosy.
-Nic.-warknal zly. Nie pozwalal sobie na rozmowe o jakich kolwiek uczuciach czy myslach odnosnie blondynki. Chcial zapomniec.
-Skoro tak mowisz.-JB wzroszyl ramionami zucajac przedmiot na podloge do lazienki i po chwili usiadl obok jego przyjaciela zaabsorbowanego komputerem. Justin wraz z Jace'm dyskutowali zawziecie o jakis kodach kiedy Caleb bawil sie swoimi dlonmi.
-Hmm.... -nucil pod nosem spogladajac po pokoju. Zdjecia Lea i Justin'a byly na kazdej pulce i kilka powieszonych na scianach. Bolalo to Gonzales'a. Ten jej szczesliwy usmiech bedac w objeciach swojej milosci... Fakt ze jego siostra znalazla kogos kto ja pokochal niezwazajac na to co robila i jaka byla wkurzal chlopaka. On stracil ja przez Justina. Tak to sobie tlumaczyl.
-Mow.-warknal blondyn.-Albo wypieprzaj.
-Daruj sobie ten ton.
-Co ci jest? Ostatnio traktujesz nas jak wrogow.-dodal patrzac na bruneta niezrozumiale.
-Mam dosc tego gdy widze ja taka szczesliwa z nim!-krzyknal wyrzucajac dlon w strone Biebsa. Ktory w tamtym momencie oniemial.
-N...Nie cieszysz sie z jej szczescia?- Jus byl lekko zaskoczony. Nie! Lekko to naprawde zle slowo, on byl strasznie zszokowany.
-Ciesze ale to boli. Widziec ze jej usmiech nie powoduje ja tylko ktos inny, ze moja mala, drobna siostrzyczka nie wtula sie we mnie kiedy ma koszmary tylko w kogos innego...A do tego, ona kogos znalazla bedac w tym samym bagnie co ja, mnie nikt przez to gowno nie chce.
-Jests tutaj od?-zapytal wysoki mezczyzna w mundurze policjanta.
-3 tygodnie.-odpowiedziala za dziewczyne swirnieta pani doktor.Lea nie chciala nadal wydusic z siebie ani slowa co zucalo na sprawe cien podejrzen.
-Dziewczyna moze odpowiedziec sama.
-Oh nie...-pokrecila glowa kobieta o wkurzajacym glosie.-Niestety stracila glos.
-Slucham?-policjant zmarszczyl brwi.-Mielismy w aktach ze wszyscy pani podopieczni sa zdrowi.-spojrzal na nia podejrzliwie.
-Ona stracila glos tydzien temu a ja nie zdazylam tego zglosci.-zlapala sie za czolo.-Wie pan...Mamy tyle pracy.
-Jak ona ma na imie?-zapisal cos w swoim notesiku.
-Maria Santors.
-Jasne, sprawdzimy to.-pokiwal glowa.-Przykro mi z powodu glosu.-poslal blondyneczce smutne spojrzenie. Ta zasmiala sie pod nosem kiwajac glowa, zacisnela usta w linijke by czasami nic nie powiedziec. Policjant wyszedl z pomieszczenia mowiac na odchodne jedynie ze sprawdzi jeszcze laboratorium i pare innych pomieszczen. Lea podniosla sie i poszla do siebie z mysla by wreszcie pocwiczyc. Jednak w glowie dziewczyny powstala iskierka nadziei. Moze cos zmienic, wreszcie. Podrpetala do pokoju uwazajac na to by nikt jej nie zauwazyl. Wslizgnela sie, umyslnie, do jednego z laboratoriow to ktore odwiedzic mial policjant. Nie byla pewna tego co robi, w kazdej chwili mozna bylo ja nakryc. A bylo to jej obojetne. 'Gorzej byc nie moze, nie?'. Usmiechnela sie pod nosem siadajac wygodnie w skorzanym fotelu, polozyla nogi na debowym biurku i wziela pierwsze lepsze papiery. Hmmm, to co tam znalazla delikatnie ja zaskoczylo. To byly papiery jej przyjaciela. 'Jace Wayland'. Bez jakiegokolwiek zastanowienia sie otworzyla teczke i zaczela przegladac krwae zdjecia chlopaka gdy jeszcze byl mlodszy. To bylo straszne co ta kobieta z nim robila. 'Dlatego ma tyle blizn...'. Pomyslala ogladajac fotografie przedstawiajaca chlopaka w samych jeansach i z klatka pocharatana przez sztylet. Niektore rany byly pokryte krwia a inne niebieska substancja. Na twarzy blondyna byl bol, cierpienie i grymaz ale takze chec zemsty. 'Czemu mi tego nie robi?'...
-Co ty tu robisz?- policjant nie spodziewal sie dziewczyny w tym pomieszczeniu. Siedziala w tej samej pozycji pilujac swoje paznokcie. Mezczyzna wszedl do srodka ogladajac sie za siebie i zamknal drzwi. Cos mu nie gralo w tej calej sytuacji. Ta dziewczyna byla kims innym niz przedstawiala ja kobieta. Oparl sie na rekach o biurko patrzac w jej twarz. Skads ja kojarzyl jednak nie mial pojecia skad. Faktycznie, Lea zmianila w ostatnim czasie kolor swoich wlosow, nie byly juz przepieknie blad tylko kruczoczarne, wrecz przerazajace. A jej oczy nie mialy tego blekitnego koloru lecz szare soczewki kompletnie zmienialy jej twarz.
-Czekam na pana.-usmiechnela sie zlosliwie.
-Mowisz.-stwierdzil zdezorientowany podnoszac sie do pozycji stojacej.
-Owszem mowie.-skinela glowa opuszczajac nogi i opierajac lokcie o kant blatu. -I mam pare ciekawych rzeczy do opowiedzenia.-opuscila lekko twarz by nadac jej spojrzeniu bardziej zlowieszczego wyrazu. Faktycznie byla przerzajaca. Jej suche kosci policzkowe idealnie uwydatnione plus patykowate palce polozone na placie wygladaly jak u szkieleta. Ona cala wygladala jak szkielet.
-Slucham.
-Po pierwsze jestem Lea Gonzales.-usmiechenela sie dumnie. Zdjela jedna soczewke kontaktowa pozwalajac ukazac jej prawdziwy kolor. Wysunela wsowke do wlosow pozwalajac jednemu blad kosmykowi opasc na jej ramie.
-Ta Lea Gonzales?-zapytal co bylo bardziej stwierdzeniem.
-We wlasnej osobe.-uniosla rece do gory.
Mezczyzna w mundurze wychodzac z budynku zalozyl czapke na glowe i wyciagnal kluczyki do policyjnego wozu.Usmiechnal sie pod nosem kiedy wyjezdzal z posesji i jeszcze raz spojrzal w wstecznym lusterku na bialy, pokaznych rozmiarow budynek. Cos w jego glowie kazalo mu tam wrocic jednak po rozmowe z Gonzales wiedzial ze teraz musi zrobic tylko jedno.
-Simons do gabinetu komentanta.-powiedzial od razu na wejsciu jakis mlody sekretarz.
-Jasne.-pokiwal ochoczo glowa kierujac sie w strone pomieszczenia. -Chcial pan ze mna rozmawiac.-zajrzal do srodka kiedy uslyszal pozwolenie na wejscie.
-Ah, tak. I jak bylo? Znalazles cos podejrzanego?- komendant Monter zdjal swoje okulary odkladajac je na ich miejsce w pokrowcu.
-Jesli chodzi o sprawe tej pokreconej doktorki to nie.-pokrecil glowa marszczac brwi i poprawil sie w fotelu.-Jednak odkrylem cos bardzo ciekawego.-usmiechnal sie, dumnie wypinajac piers.
-Wiec?
-Znalazlem Lea Gonzales.-usmiechnal sie lekko glupokowato. Sledztwo odnosnie tej dziewczyny twalo juz od kilku dobrych lat. Na poczatku nie bylo to nic powaznego, zwykle podejrzenia. Jednak z czasem zaczelo sie dziac wiecej. Niespodziewane zabojstwa, rynek prochow i broni a we wszystkim byly wzmianki o The Fastest. Policja doskonale zdawala sobie sprawe ze ten gang jest niebezpieczny jednak za kazdym razem udawalo im sie wymigac.
-Nie powinienes mieszac sie w nie twoje sprawy. To nie twoje sledztwo-przelozony Simons'a byl oschly i w najmniejszym procencie nie wierzyl w slowa swojego pracownika.-Na pewno jakies dzieciaki cie wkrecaja.
-Nie, nie. To byla ona.-podekscytowany swoim odkryciem opowiedzial cala historyjke ktora w ogole nie zmienila toku myslenia Monter'a.'Pieprzony skurwiel'. Pomyslal Simons wychodzac z niczym z gabinetu.
Tony Simons
Lat: 20
Studia: Ukonczone przedwczesnie- New York University
Ojciec: Marcus Simons- policjant
Matka: Tamara Simons- detektyw
Rodzenstwo: Isabella Simons- studentka Akademii Sztuk Pieknych w Wenecji
Hobby: Testowanie gier komputerowych, baseballe i motory.
Najlpesi przyjaciele: Clarie Marton, Sid Cots i Maxxie Nopers (zaginiony).
Chlopak lezal w swoim pokoju jak zwykle bawiac sie kolejna nowa gierka.W glowie wposminal klotnie z ojcem o kolejna glupote. 'Codzien to samo'. Nic nowego ze mezczyzna wyzywa sie na synu za problemy w pracy. CHlopak sie do tego przyzywczail.
-Tony!-uslyszal glos swojej mamy z dolu wiec od razu zatrzymal obecne zajecie i siegajac w biegu po bluze zalozyl ja na siebie.
-Tak?-usmiechnal sie do kobiety tym swoim slynnym sposobem dzieki ktoremu wyrywal kazda laske w klubie.
-Bedziesz musial pomoc swojemu ojcu.-powiedziala powaznie opierajac sie o duzy stol w jadalni. Automatycznie jego szczesliwy wyraz twarzy znikl.
-Zartujesz sobie ze mnie?-uniosl brwi krzyzujac rece na klacie.-Przeciez nie mam zamiaru dolaczac do policyjnych spraw.-zasmial sie pod nosem. Tamara doskonale wiedziala ze jej synek nie nalezy do tych grzecznych jednak razem z mezem woleli myslec ze tak jest.
-Tym razem chodzi o cos innego.-powiedziala smutno. Kobieta zdecydowanie wolala zycie w spokoju, legalnie bez przekretow. Bardzo nie podobal jej sie pomysl meza.
-Slucham, w takim razie.-oparl sie o lodowke, z tym razem, lobuzerskim usmieszkiem.
-Twoj ojciec chce...-zatrzymala sie czujac duza dlon na swoim ramieniu.
-Ja to wytlumacze.-powiedzial Marcus usmiechajac sie smutno do zony. Ta pokiwala tylko glowa i pocierajac remie syna odeszla w strone swojego gabinetu. -Potrzebuje cie to uwolnienia jednej dziewczyny.
-To bedzie niebezpieczne?
-Raczej tak, zwazajac na to ze policja jej szuka a ona jest przetrzymywana przez kobiete ktora robi na niej eksperymenty.
-Co jej robi?-20'latek zmarszczyl brwi a jego oczy powiekszyly sie lekko.
-Chodzi o Lea Gonzales,synu.-usiadl przy stole skinajac na chlopaka by uczynil to samo.
-O TA Lea Gonzales?
-Dokladnie.-pokwila glowa.
-Zapowiada sie niezla zabawa.-zasmial sie chytrze pocierajac rece.
Dziewczyna zalowala iz powiedziala o sobie temu facetowi. Po jej glowie chodzily dziwne niepewnosci. 'A co jesli on mnie wyda?'. Mimo ze wydawal sie godzien jej zaufania to ona sie po prostu czula niepewnie. Nie bala sie, co to to nie! Jednak fakt iz wygadala sie o sobie policjantowi troche ja sfrustrowalo. 'Czy naprawde jestem az tak zdesperowana by mowic o tym kim jestem psom?!'. Chyba tak... To przykre widziec tak silna osobke w takiej sytuacji. Mimo ze Gonzales jest prawidziwa suka to serce sie kraje widzac ja skulona na lozku i trzesaca sie cala.
Justin nie chcial jej oposcic, jego mysli krazyly tylko w okol swojej ukochanej. Wkuriwal go fakt ze nie moze dac jej najmniejszego znaku. Ze nie zapomnial, ze kocha. Nic. Byl bezradny. Odkryli razem z Jace'm dzialalnosc pani ''dokrot'' u ktorej kiedys musil zyc blondyn jednak nie mogli znalezc zadnej wsmianki o Lea. Mimo wszystko byli pewni ze to ona ja ma. Bieber z dnia na dzien wariowal, nie tracil nadziei ale nie mogl juz wytrzymac bez ukochanej.
Wayland tez odchodzil od zmyslow jednak nie poddawal sie. Musial dopiac swego.
Caleb wyjechal gdzies, nie widomo gdzie. Nie chcial sie w to mieszac.
Co dla Justin'a i Jace'a bylo szczytem chujostwa. No bo przeciez jak on mogl zostawic swoja siostre?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam. Brak weny, problemy zdrowotne, masa nauki i... No i kurde juz jest tak cieplo a ja mieszkam nad morzem i to naprawde uzaleznia. Naprawde was przepraszam.
Nie wiem kiedy bedzie kolejny bo teraz bede miala urodziny, wiec impreza. Pozniej przyezdza moja ciocia do Wloch i chcialam jej pokazac Rzym itd wiec naprawde nie bede miala czasu pisac. Mimo to postaram sie cos dodac <3
Kocham was!! <3
-Patrys
-Czemu placzesz skarbie?-ten ton, ten fartuszek...Obrzydzalo ja to wszystko. Jak zwykle nie odpowiedziala, nie miala takiego zamiaru. -Dlugo bedziesz tak milczec, mala dziwko?- jaka zmiana. Frustracja dosiegnela juz pania doktor i nie wytrzymala. Gonzales otarla lzy stajac przed nia pewnie. Spojrzala w jej oczy mrozac je lekko i zasmiala sie gorzko. -Nie badz siebie taka pewna. To ja tu zadze.-syknela na co Lea zachichotala pod nosem. Po chwili poczula jak jej policzek piecze a glowa przekrecila sie na jedna strone. 'Nie zrobila tego...Nie zrobila.'. Spojrzala oszolomiona i z furia w oczy jej ''opikunki''.-Co? Zaskoczona?-prychnela odwracajac sie do drzwi.- Twoje pieklo zacznie sie wlasnie teraz.-dodala zlowrogo trzaskajac za soba. 'Pozaluje tego...'. Na ustach dziewczyny wymalowal sie chytry usmiech.'Pokonam ja jej wlasna bronia.'. Przypomniala sobie jak Jace opowiadal jej kiedys film w ktorym rowniz wystepowala kobieta przetrzymujaca grupke nastolatkow do badan odnosnie narkotykow. Co prawda inny typ dzialan jednak sytuacja podobna. Zatarla rece przeczesujac wlosy do tylu. 'Trzeba zaczac trenowac'. Wzruszyla ramionami podchodzac do ogromnych rozmiarow garderoby. Przeciagajac wieszaki zauwazyla cos dziwnego na scianie tak jakby malych rozmiarow szafke. Sejf? Nie, to wygladalo inaczej. Tak jakby poprzedni wlasciciel pokoju rowniez gromadzil sposoby na ucieczke. Lea rozsunela calowiecie wieszaki i stanela przed zakryta wneka. Hmmm co tam moze byc? Podeszla blizej kiedy uslyszala otwieranie drzwi. Nie przestraszyla sie, jedyne co wiedziala to ze musi zachowac nowe odkrycie dla siebie. Nie moze nikomu ufac. Na pewno nie w tym miejscu. Jak gdyby nigdy nic wybrala odpowiedni struj do treningu i wrocila do pokoju.
-Masz 5 minut i musimy isc spotkac sie z policja.-powiedzial Patrick siadajac na wygodnym fotelu. Spojrzala na niego z nutka pogardy jednak i ciekawoscia.-Musisz byc grzeczna i udawac ze po prostu jestes tutaj na starzu. Jakby co studiujesz botanike.- warknal niemilo. Blondynka wywrocila tylko oczami wchodzac do lazienki i zostawiajac ciuchy na dlugim blacie przy zlewie. Spojrzala w lustro i wziela gleboki wdech.' Dasz rade.'. Usmiechnela sie lobuzersko jednak nie przewidziala tego co moze sie stac pozniej.
-Znalezliscie ja?- zasmial sie brat dziewczyny rzucajac sie na lozko Bieber'a w domu The Fastest. Caleb odnosil sie ostatnio z lekka kpina w oboec dowjki chlopakow. Po prostu dla niego bylo obojetne czy jego siostra jest cala czy nie. Zaskakujace, a jednak. Moze tak na prawde za nia tesknil ale nie chcial tego pokazac? Moze faktycznie go to nie obchodzilo? Co kierowalo chlopakiem?
-Wypierdalaj.-syknal Jace nie podnoszac oczu z nad laptopa.
-Bo co mi kuzwa zrobisz,tleniony blondasku?
-Pierwsze jestem jak twoja siostra a drogie....-spojrzal na niego.-To naturalny kolor.
-Bla bla bla...
-Co ci jest stary?-Biebs wyszedl wlasnie z lazienki w samych opuszczonych spodniach pokazujacych jego czerwone boskerki, wycierajac wlosy.
-Nic.-warknal zly. Nie pozwalal sobie na rozmowe o jakich kolwiek uczuciach czy myslach odnosnie blondynki. Chcial zapomniec.
-Skoro tak mowisz.-JB wzroszyl ramionami zucajac przedmiot na podloge do lazienki i po chwili usiadl obok jego przyjaciela zaabsorbowanego komputerem. Justin wraz z Jace'm dyskutowali zawziecie o jakis kodach kiedy Caleb bawil sie swoimi dlonmi.
-Hmm.... -nucil pod nosem spogladajac po pokoju. Zdjecia Lea i Justin'a byly na kazdej pulce i kilka powieszonych na scianach. Bolalo to Gonzales'a. Ten jej szczesliwy usmiech bedac w objeciach swojej milosci... Fakt ze jego siostra znalazla kogos kto ja pokochal niezwazajac na to co robila i jaka byla wkurzal chlopaka. On stracil ja przez Justina. Tak to sobie tlumaczyl.
-Mow.-warknal blondyn.-Albo wypieprzaj.
-Daruj sobie ten ton.
-Co ci jest? Ostatnio traktujesz nas jak wrogow.-dodal patrzac na bruneta niezrozumiale.
-Mam dosc tego gdy widze ja taka szczesliwa z nim!-krzyknal wyrzucajac dlon w strone Biebsa. Ktory w tamtym momencie oniemial.
-N...Nie cieszysz sie z jej szczescia?- Jus byl lekko zaskoczony. Nie! Lekko to naprawde zle slowo, on byl strasznie zszokowany.
-Ciesze ale to boli. Widziec ze jej usmiech nie powoduje ja tylko ktos inny, ze moja mala, drobna siostrzyczka nie wtula sie we mnie kiedy ma koszmary tylko w kogos innego...A do tego, ona kogos znalazla bedac w tym samym bagnie co ja, mnie nikt przez to gowno nie chce.
-Jests tutaj od?-zapytal wysoki mezczyzna w mundurze policjanta.
-3 tygodnie.-odpowiedziala za dziewczyne swirnieta pani doktor.Lea nie chciala nadal wydusic z siebie ani slowa co zucalo na sprawe cien podejrzen.
-Dziewczyna moze odpowiedziec sama.
-Oh nie...-pokrecila glowa kobieta o wkurzajacym glosie.-Niestety stracila glos.
-Slucham?-policjant zmarszczyl brwi.-Mielismy w aktach ze wszyscy pani podopieczni sa zdrowi.-spojrzal na nia podejrzliwie.
-Ona stracila glos tydzien temu a ja nie zdazylam tego zglosci.-zlapala sie za czolo.-Wie pan...Mamy tyle pracy.
-Jak ona ma na imie?-zapisal cos w swoim notesiku.
-Maria Santors.
-Jasne, sprawdzimy to.-pokiwal glowa.-Przykro mi z powodu glosu.-poslal blondyneczce smutne spojrzenie. Ta zasmiala sie pod nosem kiwajac glowa, zacisnela usta w linijke by czasami nic nie powiedziec. Policjant wyszedl z pomieszczenia mowiac na odchodne jedynie ze sprawdzi jeszcze laboratorium i pare innych pomieszczen. Lea podniosla sie i poszla do siebie z mysla by wreszcie pocwiczyc. Jednak w glowie dziewczyny powstala iskierka nadziei. Moze cos zmienic, wreszcie. Podrpetala do pokoju uwazajac na to by nikt jej nie zauwazyl. Wslizgnela sie, umyslnie, do jednego z laboratoriow to ktore odwiedzic mial policjant. Nie byla pewna tego co robi, w kazdej chwili mozna bylo ja nakryc. A bylo to jej obojetne. 'Gorzej byc nie moze, nie?'. Usmiechnela sie pod nosem siadajac wygodnie w skorzanym fotelu, polozyla nogi na debowym biurku i wziela pierwsze lepsze papiery. Hmmm, to co tam znalazla delikatnie ja zaskoczylo. To byly papiery jej przyjaciela. 'Jace Wayland'. Bez jakiegokolwiek zastanowienia sie otworzyla teczke i zaczela przegladac krwae zdjecia chlopaka gdy jeszcze byl mlodszy. To bylo straszne co ta kobieta z nim robila. 'Dlatego ma tyle blizn...'. Pomyslala ogladajac fotografie przedstawiajaca chlopaka w samych jeansach i z klatka pocharatana przez sztylet. Niektore rany byly pokryte krwia a inne niebieska substancja. Na twarzy blondyna byl bol, cierpienie i grymaz ale takze chec zemsty. 'Czemu mi tego nie robi?'...
-Co ty tu robisz?- policjant nie spodziewal sie dziewczyny w tym pomieszczeniu. Siedziala w tej samej pozycji pilujac swoje paznokcie. Mezczyzna wszedl do srodka ogladajac sie za siebie i zamknal drzwi. Cos mu nie gralo w tej calej sytuacji. Ta dziewczyna byla kims innym niz przedstawiala ja kobieta. Oparl sie na rekach o biurko patrzac w jej twarz. Skads ja kojarzyl jednak nie mial pojecia skad. Faktycznie, Lea zmianila w ostatnim czasie kolor swoich wlosow, nie byly juz przepieknie blad tylko kruczoczarne, wrecz przerazajace. A jej oczy nie mialy tego blekitnego koloru lecz szare soczewki kompletnie zmienialy jej twarz.
-Czekam na pana.-usmiechnela sie zlosliwie.
-Mowisz.-stwierdzil zdezorientowany podnoszac sie do pozycji stojacej.
-Owszem mowie.-skinela glowa opuszczajac nogi i opierajac lokcie o kant blatu. -I mam pare ciekawych rzeczy do opowiedzenia.-opuscila lekko twarz by nadac jej spojrzeniu bardziej zlowieszczego wyrazu. Faktycznie byla przerzajaca. Jej suche kosci policzkowe idealnie uwydatnione plus patykowate palce polozone na placie wygladaly jak u szkieleta. Ona cala wygladala jak szkielet.
-Slucham.
-Po pierwsze jestem Lea Gonzales.-usmiechenela sie dumnie. Zdjela jedna soczewke kontaktowa pozwalajac ukazac jej prawdziwy kolor. Wysunela wsowke do wlosow pozwalajac jednemu blad kosmykowi opasc na jej ramie.
-Ta Lea Gonzales?-zapytal co bylo bardziej stwierdzeniem.
-We wlasnej osobe.-uniosla rece do gory.
Mezczyzna w mundurze wychodzac z budynku zalozyl czapke na glowe i wyciagnal kluczyki do policyjnego wozu.Usmiechnal sie pod nosem kiedy wyjezdzal z posesji i jeszcze raz spojrzal w wstecznym lusterku na bialy, pokaznych rozmiarow budynek. Cos w jego glowie kazalo mu tam wrocic jednak po rozmowe z Gonzales wiedzial ze teraz musi zrobic tylko jedno.
-Simons do gabinetu komentanta.-powiedzial od razu na wejsciu jakis mlody sekretarz.
-Jasne.-pokiwal ochoczo glowa kierujac sie w strone pomieszczenia. -Chcial pan ze mna rozmawiac.-zajrzal do srodka kiedy uslyszal pozwolenie na wejscie.
-Ah, tak. I jak bylo? Znalazles cos podejrzanego?- komendant Monter zdjal swoje okulary odkladajac je na ich miejsce w pokrowcu.
-Jesli chodzi o sprawe tej pokreconej doktorki to nie.-pokrecil glowa marszczac brwi i poprawil sie w fotelu.-Jednak odkrylem cos bardzo ciekawego.-usmiechnal sie, dumnie wypinajac piers.
-Wiec?
-Znalazlem Lea Gonzales.-usmiechnal sie lekko glupokowato. Sledztwo odnosnie tej dziewczyny twalo juz od kilku dobrych lat. Na poczatku nie bylo to nic powaznego, zwykle podejrzenia. Jednak z czasem zaczelo sie dziac wiecej. Niespodziewane zabojstwa, rynek prochow i broni a we wszystkim byly wzmianki o The Fastest. Policja doskonale zdawala sobie sprawe ze ten gang jest niebezpieczny jednak za kazdym razem udawalo im sie wymigac.
-Nie powinienes mieszac sie w nie twoje sprawy. To nie twoje sledztwo-przelozony Simons'a byl oschly i w najmniejszym procencie nie wierzyl w slowa swojego pracownika.-Na pewno jakies dzieciaki cie wkrecaja.
-Nie, nie. To byla ona.-podekscytowany swoim odkryciem opowiedzial cala historyjke ktora w ogole nie zmienila toku myslenia Monter'a.'Pieprzony skurwiel'. Pomyslal Simons wychodzac z niczym z gabinetu.
Tony Simons
Lat: 20
Studia: Ukonczone przedwczesnie- New York University
Ojciec: Marcus Simons- policjant
Matka: Tamara Simons- detektyw
Rodzenstwo: Isabella Simons- studentka Akademii Sztuk Pieknych w Wenecji
Hobby: Testowanie gier komputerowych, baseballe i motory.
Najlpesi przyjaciele: Clarie Marton, Sid Cots i Maxxie Nopers (zaginiony).
Chlopak lezal w swoim pokoju jak zwykle bawiac sie kolejna nowa gierka.W glowie wposminal klotnie z ojcem o kolejna glupote. 'Codzien to samo'. Nic nowego ze mezczyzna wyzywa sie na synu za problemy w pracy. CHlopak sie do tego przyzywczail.
-Tony!-uslyszal glos swojej mamy z dolu wiec od razu zatrzymal obecne zajecie i siegajac w biegu po bluze zalozyl ja na siebie.
-Tak?-usmiechnal sie do kobiety tym swoim slynnym sposobem dzieki ktoremu wyrywal kazda laske w klubie.
-Bedziesz musial pomoc swojemu ojcu.-powiedziala powaznie opierajac sie o duzy stol w jadalni. Automatycznie jego szczesliwy wyraz twarzy znikl.
-Zartujesz sobie ze mnie?-uniosl brwi krzyzujac rece na klacie.-Przeciez nie mam zamiaru dolaczac do policyjnych spraw.-zasmial sie pod nosem. Tamara doskonale wiedziala ze jej synek nie nalezy do tych grzecznych jednak razem z mezem woleli myslec ze tak jest.
-Tym razem chodzi o cos innego.-powiedziala smutno. Kobieta zdecydowanie wolala zycie w spokoju, legalnie bez przekretow. Bardzo nie podobal jej sie pomysl meza.
-Slucham, w takim razie.-oparl sie o lodowke, z tym razem, lobuzerskim usmieszkiem.
-Twoj ojciec chce...-zatrzymala sie czujac duza dlon na swoim ramieniu.
-Ja to wytlumacze.-powiedzial Marcus usmiechajac sie smutno do zony. Ta pokiwala tylko glowa i pocierajac remie syna odeszla w strone swojego gabinetu. -Potrzebuje cie to uwolnienia jednej dziewczyny.
-To bedzie niebezpieczne?
-Raczej tak, zwazajac na to ze policja jej szuka a ona jest przetrzymywana przez kobiete ktora robi na niej eksperymenty.
-Co jej robi?-20'latek zmarszczyl brwi a jego oczy powiekszyly sie lekko.
-Chodzi o Lea Gonzales,synu.-usiadl przy stole skinajac na chlopaka by uczynil to samo.
-O TA Lea Gonzales?
-Dokladnie.-pokwila glowa.
-Zapowiada sie niezla zabawa.-zasmial sie chytrze pocierajac rece.
Dziewczyna zalowala iz powiedziala o sobie temu facetowi. Po jej glowie chodzily dziwne niepewnosci. 'A co jesli on mnie wyda?'. Mimo ze wydawal sie godzien jej zaufania to ona sie po prostu czula niepewnie. Nie bala sie, co to to nie! Jednak fakt iz wygadala sie o sobie policjantowi troche ja sfrustrowalo. 'Czy naprawde jestem az tak zdesperowana by mowic o tym kim jestem psom?!'. Chyba tak... To przykre widziec tak silna osobke w takiej sytuacji. Mimo ze Gonzales jest prawidziwa suka to serce sie kraje widzac ja skulona na lozku i trzesaca sie cala.
Justin nie chcial jej oposcic, jego mysli krazyly tylko w okol swojej ukochanej. Wkuriwal go fakt ze nie moze dac jej najmniejszego znaku. Ze nie zapomnial, ze kocha. Nic. Byl bezradny. Odkryli razem z Jace'm dzialalnosc pani ''dokrot'' u ktorej kiedys musil zyc blondyn jednak nie mogli znalezc zadnej wsmianki o Lea. Mimo wszystko byli pewni ze to ona ja ma. Bieber z dnia na dzien wariowal, nie tracil nadziei ale nie mogl juz wytrzymac bez ukochanej.
Wayland tez odchodzil od zmyslow jednak nie poddawal sie. Musial dopiac swego.
Caleb wyjechal gdzies, nie widomo gdzie. Nie chcial sie w to mieszac.
Co dla Justin'a i Jace'a bylo szczytem chujostwa. No bo przeciez jak on mogl zostawic swoja siostre?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam. Brak weny, problemy zdrowotne, masa nauki i... No i kurde juz jest tak cieplo a ja mieszkam nad morzem i to naprawde uzaleznia. Naprawde was przepraszam.
Nie wiem kiedy bedzie kolejny bo teraz bede miala urodziny, wiec impreza. Pozniej przyezdza moja ciocia do Wloch i chcialam jej pokazac Rzym itd wiec naprawde nie bede miala czasu pisac. Mimo to postaram sie cos dodac <3
Kocham was!! <3
-Patrys
wtorek, 8 kwietnia 2014
#56
Zabrali ja brutalnie wyciagajac jej cialo na zewnatrz.Justin nawet nie zdazyl zareagowac a jego ukochanej juz nie bylo w zasiegu wzroku.Siedziala zamknieta w duzym, opancerzonym samochodzie policyjnym. Czula sie jak jakas osoba chora psychicznie. Brakowalo tylko bialego kaftana ochronnego. Wywrocila oczami starajac sie wysilic umysl by sprawic bol kierowcy,jednak nie podzialalo.
-Co do cholery?!
-Przykro nam...-zasmial sie jeden z mezczyzn siedzacy po drogiej stronie auta.-Nie dzialasz.
-Slucham?-warknela zfrustrowana.
-Wszystko ci wytlumaczy doktor West w laboratorum.-wytlumaczyl kierowca.
-Jakim kurwa prawem zabieracie mnie do jakiegos laboratorium?!-chciala wstac gwaltownie ale lancuchy przy jej dloniach unimozliwily jaki kolwiek ruch.-Jaja se robicie?-nie odpowiedzieli,po prostu ja zignorowali. Blondynka porbowala wkrasc sie do jego mysli ale tak jakby napotkala mur.
-Nawet nie probuj.-zamsial sie czarny.-Nic z tego.
-Chuje...-syknela majac ochote cos rozwalic. Jak tylko sie wydostanie wyrzadzi pielko. ''Zobaczymy kto sie bedzie smial ostatni.''.
Justin zdazyl opowiedziec calej grupie The Fastest plus Jace'owi co sie stalo. Chlopacy w ogole sie tym nie przejeli, z wyjatkiem Toby'iego ktory mimo wszystko martwil sie o przyjaciolke, oraz jej ''brata od mocy'' ktory zdawal sobie sprawe po co ja zabrano. Nie odezwal sie jednak ani slowem, musial dzialac sam...No, ewentualnie z Bieber'em.
-Mozemy pogadac?-zapukal do pokoju ex pilkarza.
-Mhm...-chlopak byl rozkojarzony, zawziecie szukal czegos w intenrecie siedzac na podlodze przed lozkiem. -Widziales jak oni to olali?-warknal po chwili ciszy kiedy Jace siedzial obok niego.-Ja nie wierze ze Lea ma takich skurwieli za przyjacieli.-potarl dlonmi swoja twarz zeby sie leciutko wyciszyc, nic to nie dalo.
-W tej chwili to ty sie uspokoj, stary. Musisz mnie posluchac.-blonyn przelknal sline drapiac sie po karku. Justin uniosl znaczaco brwi zachecajac go do kontynuowania.- Po tym jak wujek Lea wstrzyknal nam to cos...-zmarszczyl brwi.- Przyjechala do niego jakas kobieta, robila nam badania, testy i zadawala mase roznych pytan. Twoja dziewczyne zostawila na koniec. Patrzyla na nia z takim zainteresowaniem ze az to bylo dziwne. Lea od zawsze byla dosc zamknieta w sobie jesli chodzi o innych. W ogole z nikim nie rozmawiala oprocz Caleb'a. Pani doktor nic od niej nie wyciagnela a kiedy chciala jej cos wstrzyknac Lea po prostu uciekla. To bylo zabawne. Mala dziewczynka przechytrzajaca doswiadczona pania doktor.- pokrecil glowa.- Po tym jak porozdzielano nas... W rozne czesci swiata, ja trafilem do tej chorej kobiety razem z dziewczyna o imieniu Shara.- usmiechnal sie na wspomnienie kolezanki.- Jesli te badania mozna nazwac tortura to chyba to za malo.- wzdrygnal sie a oczy Justin'a powiekszyly sie kilkakrotnie.- Rozcinali nam rozne czesci ciala.-odslonil brzuch i plecy oraz przedramienia.-Pobierali kilkaset razy krew, wstrzykiwali jakies plyny, usypiali, wybudzali, kazali uzywac mocy dla testow...Wielkie bagno...Shara byla zbyt slaba, nie przezyla.-w jego oczach widniala pustka, dawno pogodzil sie z utrata bliskiej mu osoby dlatego nigdy nie pokazywal jakis uczyc.- Mi udalo sie przezyc tylko dlatego iz dostalem taka sama dawke jak Lea, duzo potezniejsza od innych, zdolalem uciec. Wiem ze Lea nie jest jak Shara jednak musimy ja znalezc.-spojrzal wreszcie w oczy kolegi.-I to jak najszybiciej.
-Kurwa...-chlopak przeczesal swoje wlosy placami.-Powiedzmy Caleb'owi, on ma detektwyow.
-Tsaaa...I narazmy Lea na zemste.-pokrecil glowa.-Nie za madrze.
-Sami?
-Jedyne wyjscie.
Doktor West siedziala w swoim, pokaznych rozmiarow, gabinecie nad jakimis fiolkami z kolorowymi plynami. Nucila pod nosem jakas nudna melodyjke usmiechajac sie jak wariatka. Pomieszczenie bylo biale, niczym jakis zaklad dla chorych. Na swoj sposob podobalo sie kobiecie, coz...Dziwaczka. W pokojach obok znajdowaly sie pomieszczenia dla jej 'pacjentow', jesli tak ich mozna bylo nazwac.
-Tak slucham?-odebrala swoj dzwoniacy telefon z przesadnym usmiechem.-Alez oczywiscie ze nam sie udalo. Wlasnie moi chlopcy wiaza ja tutaj. Jesli chcesz mozesz ja zobaczyc.-zachichotala.-Wspaniale, to do zobaczenia...Kiedys.-rozlaczyla rozmowe wzycajac telefon do kieszeni jej kurewsko rozowego fartuszka. W pomieszczeniu rozleglo sie pukanie wiec od razu podniosla
-Macie ja?-zapytala od razu widzac ciemnego faceta.
-Zgodnie z twoja prosba.-wszedl do srodka, sam.
-Wiec gdzie ona jest?-zapytala zdezorientowana.-Chce sobaczyc moj skarb.
-Bedzie zadawala pytania.
-Albo w ogole sie nie odezwie.-zamisla sie kobieta zakladajac rece na piersiach i opierajac pupe o jeden z dlugich blatow.
-Ona juz nie jest ta sama mala dziewczynka co kiedys, Lora.-mezczyzna spojrzal na nia powaznie.
-Wiem, Patirck, dam sobie z nia rade.-zachichotala podekscytowana.
-Jak sobie chcesz...Ale nie mow ze nie ostrzegalem.-wzruszyl ramionami wychodzac za nia na korytarz.-W tamta strone.-skinal na prawo.
-Przydzieliliscie jej pokoj Shara'y?-zasmiala sie z niedowierzaniem.-Swietnie, Jace'a tez chce miec u siebie.
-Z nim bedzi trudniej...Nie wiemy gdzie jest.-westchnal inny mezczyzna dolaczajac do nich w pewnym momencie.
-Po to kurwa macie tyle sprzetu zeby go znalezc!-warknela ciagle tym 'przeslodkim' glosikiem. Policjanci wzdrygneli sie spogladajac po sobie. Lora otworzyla drzwi bez zadnego pytania i w bialym pokoju zobaczyla,ubrana na czarno, postac odwrocona do niej plecami. Blondynka stala patrzac w okno ktore przedstawialo po prostu ciemny las, z przejasnieniami jeziora.
-Witam Lea w moim laboratorium.- kobieta rozlozyla rece jendak jej gosc nawet sie nie odworcil. W glowie Gonzales ciagle miala Justin'a.Swojego ukochanego ktory nawet nie wie co sie dzieje. Po jej policzku splynela jedna, jedyna, laza ktorej nie miala zamiaru ocierac.-Nie przywitasz sie ze mna?-nic, stala tam jak posag. -Moze masz na cos ochote?-nadal nic.-Lea?-bez reakcji.-Dooobrze...To my jak na razie cie zostawimy. Masz tu wszystko czego potrzebujesz. Jutro do rana przyjde do ciebie.-usmiechnela sie patrzac w jej blad wlosy. Gonzales najchetniej pokazalaby jej fuck'a ale cos jej nie pozwalao sie nawet ruszych. Jedyne czego teraz chciala to byc przy swoim chlopaku. Potrzebowala jego blizkosci, uczuc, ciepla... Pragnela go miec przy sobie. Jedyna rzecz ktora ja pocieszala to fakt ze Jace jest teraz z nim i w razie czego bedzie mogl go chronic. Bynajmniej miala taka nadzieje.
Pare tygodni ciaglego siedzenia przed latopem w poszukiwaniu jakiej kolwiek bazy doktor West poszlo na marne kiedy Jace dowiedzial sie iz Lea jest na drogim koncu swiata. W Europie.
-Ze co kurwa?!-Justin nie mogl w to uwierzyc. Byl przemeczony tym wszystkim jednak nie tracil nadziei na znalezienie swojej ksiezniczki.
-Wywiozla ja do Europy.-sapnal blondyn.-Pierdolona suka...Zabije ja jak tylko ja dorwe.-znow skupil sie na laptopie i swoim telefonie w ktorym mial wszystki kody. Bieber podszedl do okna opierajac sie na rekach o parapet.
-Myslisz ze roba jej to samo co robili tobie i Shara'rze?
-Tak...Podejrzewam ze tak. West zna sposob jak uniemozliwic nam uzywanie mocy. Nie wiem jak to robi ale kiedys gdy wkradlem sie do jej gabientu widzailem mase fiolek o roznych kolorach. Byly to odlamki jakis skal, plyny z roznych jeziorek...Wygladalo to co najmniej dziwnie.-nie odrywal wzroku od motnitora wpisujac jakas kombinacje cyfr i liter.-Cholera!-wrzasnal zrzucajac sperzet z kolan. Juz kolejny w przeciagu ostatnich dni ktory poszedl na smieci. Justin nie byl zaskoczony reakcja, teraz juz, przyjaciela. Widzial jego zawziecie i zdeterminowanie i fakt ze nie potrafil w ogole przegrywac.-Moze masz ochote na wycieczke po Europie?-zadrwil podkopujac zepsute urzadzenie pod lozko.
-Nie dzieki, nie mamy pewnosci ze ona tam jest.-szepnal trzymajac sie za kark. Patrzyl w dlon na ktorej mial naszyjnik ktory dostal od swojej milosci.
-W sumie racja.
-Jestes pewny ze nie mozemy prosic kogos o pomoc, bro?- odwrocil sie w plecami do okna.
-Tak, jestem pewny. West ma duzy zasob policjantow ktorzy od razu zorientuja sie ze ktos cos weszy. W dwojke jestesmy bezpieczniejsi.
-Ty sie na tym znasz...-wzruszyl ramionami.- Chcesz cos do picia?
-Koniak.
-Az tak chcesz na chwile zapomniec?-Justin pokrecil glowa wyjmujac z barku szklanke i butelke drogiego alkoholu. Podal je siedzacemu chlopakowi wyciagajac z drogiej szafki czysta wodke.
-A ty to moze nie lepszy?-zasmial sie Jace.
Dni lecialy a ona stacila rachube. Nie odezwala sie ani slowem od kiedy jest tutaj gdzie jest. Czyli sama nie wiedziala gdzie. Kilka razy musiala leciec gdzies samolotem jednak nie znala zadnych informacji odnosnie tych przemieszczen. Wiedzial tylko ze nie wrocila do swojego miasta. Poznala innych ludzi przetrzymywanych przez zeswirowana pania doktor ktorej tak bardzo nienzwidzila. Lea czula jakby stracila jakiekolwiek uczucia. Jedyne co sie dla niej liczylo to wrocic do Justina i uciec z nim w jakies spokojne miejsce, sami. Zaczac od nowa, jesli to w ogole mozliwe.
-Witaj Lea. Jak sie dzisiaj masz?-West jak zwykle zaczynala kazdego poranka tak samo mimo iz dziewczyna nigdy jej nie odpowiadala. Co ranka wstrzykiwala jej jakas substancje i sprawdzala jakie to ma odniesienie na jej zachowaniu. Tak jak na innych mialo rozne dzialania, Lea nic nie ruszalo. Zawsze pozostawala taka sama. Obojetna.-Powiesz mi dzis cos?-spojrzala na nia niby zatrosnkana. Blondynka dalej siedziala po turecku na podlodze na srodku pokoju z zamknietymi oczami i dlonmi wyprostowanymi na kolanach.Nawet nie drgnela. Zywila do kobiety taka nienawic ze rownie dobrze moglaby sie teraz na nia zucic.-Nic? Naprawde?- usiadla na krzesle przed nia.- Nie chcesz wiedziec dlaczego tu jestes? Skad wiem ze masz taki dar? Jak cie znalzam? Czemu nie pozwalam ci wyjsc?- blondynka w myslach odpowiadala na kazde pytanie 'tak, chce wiedziec'. Ale jej usta sie nie otwieraly. Nie chciala ich otworzyc. Nie chciala dac satysfakcji kobiecie iz ma pragnienie, ciekawosc. Starala sie zachowywac obojetnie, by utrudnic jej prace. Mimo iz nie wiedziala czy to ma jakies skutki.-Nie, to nie.- zasmiala sie pogodnie.-Milego dnia,kochanie.-W zylach blondynki zawrzala zlosc a jej oczy staly sie czarne. Czyzby znow moce wrocily? Nie...Nie mogla nic zrobic przez ten caly czas. Dawano jej wolnosc tylko w zamknietym pokoju kiedy miala zrobic proby do testu jednak wtedy Lea w ogole nie uzywala swojego ''daru''. Nie chciala w zaden sposob wspolpracowac.
-A co myslisz o tym bys sie tam wslizngal?-zapytal Bieber.
-Co masz na mysli?- najwidoczniej ten pomysl bradzo przypadl do gustu blondynowi.
-Masz moce, ta suka na pewno chcialaby cie miec u siebie. Dlatego moze jakbys po prostu podal sie jej na tacy? Jakbys pozwolil jej zabrac sie do laboratorium?
-Nie, nie ma mowy. Ty nawet nie wiesz jak to jest strzezone.-wargnal wracajac do szukania czegos w necie.-Nie mam zamiaru skazywac sie na smierc.Jesli bedzie miala mnie i Lea zacznie prowadzic wieksze eksperymenty mogac nas wzajemnie zabic. Nie jestem juz tak silny jak wczesniej i nie dam rady postawic sie West. Po za tym domyslam sie iz jej metody zrobily sie bardziej...Hm... Wyostrzone.-mowil skupiony caly czas na swoim zajeciu. JB lezal na lozku probujac wymyslic jakis sposob. Cos co moglboy pozwolic im przejac przewage nad sytuacja.
-Ej a ty nie mozesz polaczyc sie jakos telepatycznie z Lea?-zapytal podnoszac sie na lokciach.
-Hm... Czemu by nie sprobowac.- zmarszczyl brwi odkladajac laptopa na stolik i usiadl wygodniej na sofie.
°Lea...°
Wolal jej imie majac ciagle zamkniete oczy. Staral sie wyszukac gdzies obecnosci mysli przyjaciolki jednak jedyne na co sie natknal to pustka. Calkowita nicosc.
°Lea? Jestes tu?°
Czul sie dosc dziwnie czekajac tak na niewidomo co, mowiac w swoich myslach.
°Lea!°
Jednak wszystkie starania na marne. Cos co zdolal odnalezc to cieniutka nitka mysli Gonzales okryta wielkim metalowym murem.
-Przykro mi...-wzruszyl ramionami.- Nie slysze jej. Ale jest cos co mnie blokuje czyli West opracowala sposob by jej eksperymentom nikt nie zaszkodzil.
-Znajdziemy ja...
-Na pewno.-dokonczyl z przekonaniem. Jace nie byl z tych ktorzy szybko sie poddawali. Postanowil ze nie spocznie do poki jej nie odnajda. Fakt ze nie potrafil przegrywac byl prawda. Tylko dlatego iz on nigdy nie przegrywal.
-Teraz moze troche zabolec.-powiedziala spokojnie Lora wkowajac dosc gruba igle w reke Lea. Ta jadnek ani drgnela. Jej wzrok byl pusty i obcy a ruchy powolne i przewidywalne. Niczym nie zaskakiwala, stala sie taka...Nijaka. Sprawiala problemy swoja obojetnoscia pani doktor poniewaz miala wrazenie iz jej dawki sa za male. Mylila sie jednak. Od srodka rozrywalo Lea na strzepy. Miala ochote krzyczec, uciekach, wrzeszczec, zabijac.
-Doktor West?- do pomieszczenia wszedl ten sam ciemny mezczyzna co zawsze towarzyszyl Lea.-Jest tutaj komendant Waler.
-Za chwileczke do niego przyjde.-usmiechnela sie wracajac do podawania dawki swojej pacjentce. Ta kobieta przypominala mala dziewczynke ktora bawila sie swoimi lalkami Berbie w lekarza. To przerazajace. Gonzales miala ochote zapytac kto to jest Waler jednak odpuscila sobie jakakolwiek chec otworzenia ust. Nawet zapomniala jak brzmi jej glos. To byl juz dlugi czas jak tu siedziala i stracila jakakolwiek nadzieje iz ktos z jej bliskich ja odnajdzie.Stracila juz nadzieje ze Justin za nia teskni. 'Ulozyl sobie zycie i o mnie zapomnial...Jest teraz szczesliwy z kims innym...Moze wrocil do pilki...Moze sie wyprowadzil...Moze sie zmienil...A moze mnie tak naprawde nigdy nie kochal i czekal tylko zeby mnie przeleciec?'' Jej mysli sprawialy ze jeszcze bardziej miala ochote zostac tu gdzie byla. ''Przynajmniej jestem komus potrzebna''. Westchnela smutno zwracajac uwage pani doktor.- Cos nie tak?-zapytala wyciagajac igle. Gonzales odwrocila glowe tak by na nia nie patrzac. West znala juz ruchy blondynki i gdy tak robila znaczylo to ze wszystko jest ok.-To swietnie. Zobaczymy sie pozniej, skarbie.-obrzydliwa kurwa...Blondynka nic z tego nie rozumiala. Po co ona tak sie troszczyla i stawiala ta cala szopke skoro potrzebowala jej tylko do jednego?
-Czesc Lea.-Patrick otworzyl drzwi do pokoju dziewczyny przepuszczajac ja w drzwiach. -Jak sie czujesz?- zapytal siadajac na fotelu kiedy ona rzucila sie na lozko.- Wiesz ze mam corke w twoim wieku?- zainteresowalo ja to lekko i siadajac wygodniej spojrzala na niego niepewnie.-Naprawde. Nie wiem co bym zrobil gdybym ja teraz stracil. -pokrecil glowa.- A ty nie masz nikogo? Wiem ze ciezko jest namierzyc West jednak na pewno kogos masz kto sie o ciebie martwi.-usmiechnal sie pocieszajaco.- Wiem kim jestes. Wychowywal cie twoj brat Caleb, nie? Musialo ci byc trudno. Plus masz chlopaka ex pilkarza Barcelony.-skinal glowa.-Gratuluje.-w jej oczach pojawily sie lzy na wspomnienie jej ukochanego.-Masz kontakt z jakas osoba taka jak ty?-zapytal szybko. 'Zalosne...Mysli ze jak mnie zagada opowiadajac o swojej corce i tych wszystkich gownach to dowie sie o Jace? Idiota jak wszyscy.'. Spojrzala na niego wrogo mrozac oczy. Przeniosla potem wzrok na drzwi dajac do zrozumienia ze ma wyjsc. Jak najszybciej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No jest... Przepraszam. <3
Mam nadzieje ze sie podoba. To znaczy jest troche dziwny... Jakis taki xD Nwm... Mi sie jednak nawet podoba. A wam? Co sadzicie? Jak myslicie ile zajmie im odnalezienie Lea?
Komentujcie prosze was <3 <3
-Patrys
-Co do cholery?!
-Przykro nam...-zasmial sie jeden z mezczyzn siedzacy po drogiej stronie auta.-Nie dzialasz.
-Slucham?-warknela zfrustrowana.
-Wszystko ci wytlumaczy doktor West w laboratorum.-wytlumaczyl kierowca.
-Jakim kurwa prawem zabieracie mnie do jakiegos laboratorium?!-chciala wstac gwaltownie ale lancuchy przy jej dloniach unimozliwily jaki kolwiek ruch.-Jaja se robicie?-nie odpowiedzieli,po prostu ja zignorowali. Blondynka porbowala wkrasc sie do jego mysli ale tak jakby napotkala mur.
-Nawet nie probuj.-zamsial sie czarny.-Nic z tego.
-Chuje...-syknela majac ochote cos rozwalic. Jak tylko sie wydostanie wyrzadzi pielko. ''Zobaczymy kto sie bedzie smial ostatni.''.
Justin zdazyl opowiedziec calej grupie The Fastest plus Jace'owi co sie stalo. Chlopacy w ogole sie tym nie przejeli, z wyjatkiem Toby'iego ktory mimo wszystko martwil sie o przyjaciolke, oraz jej ''brata od mocy'' ktory zdawal sobie sprawe po co ja zabrano. Nie odezwal sie jednak ani slowem, musial dzialac sam...No, ewentualnie z Bieber'em.
-Mozemy pogadac?-zapukal do pokoju ex pilkarza.
-Mhm...-chlopak byl rozkojarzony, zawziecie szukal czegos w intenrecie siedzac na podlodze przed lozkiem. -Widziales jak oni to olali?-warknal po chwili ciszy kiedy Jace siedzial obok niego.-Ja nie wierze ze Lea ma takich skurwieli za przyjacieli.-potarl dlonmi swoja twarz zeby sie leciutko wyciszyc, nic to nie dalo.
-W tej chwili to ty sie uspokoj, stary. Musisz mnie posluchac.-blonyn przelknal sline drapiac sie po karku. Justin uniosl znaczaco brwi zachecajac go do kontynuowania.- Po tym jak wujek Lea wstrzyknal nam to cos...-zmarszczyl brwi.- Przyjechala do niego jakas kobieta, robila nam badania, testy i zadawala mase roznych pytan. Twoja dziewczyne zostawila na koniec. Patrzyla na nia z takim zainteresowaniem ze az to bylo dziwne. Lea od zawsze byla dosc zamknieta w sobie jesli chodzi o innych. W ogole z nikim nie rozmawiala oprocz Caleb'a. Pani doktor nic od niej nie wyciagnela a kiedy chciala jej cos wstrzyknac Lea po prostu uciekla. To bylo zabawne. Mala dziewczynka przechytrzajaca doswiadczona pania doktor.- pokrecil glowa.- Po tym jak porozdzielano nas... W rozne czesci swiata, ja trafilem do tej chorej kobiety razem z dziewczyna o imieniu Shara.- usmiechnal sie na wspomnienie kolezanki.- Jesli te badania mozna nazwac tortura to chyba to za malo.- wzdrygnal sie a oczy Justin'a powiekszyly sie kilkakrotnie.- Rozcinali nam rozne czesci ciala.-odslonil brzuch i plecy oraz przedramienia.-Pobierali kilkaset razy krew, wstrzykiwali jakies plyny, usypiali, wybudzali, kazali uzywac mocy dla testow...Wielkie bagno...Shara byla zbyt slaba, nie przezyla.-w jego oczach widniala pustka, dawno pogodzil sie z utrata bliskiej mu osoby dlatego nigdy nie pokazywal jakis uczyc.- Mi udalo sie przezyc tylko dlatego iz dostalem taka sama dawke jak Lea, duzo potezniejsza od innych, zdolalem uciec. Wiem ze Lea nie jest jak Shara jednak musimy ja znalezc.-spojrzal wreszcie w oczy kolegi.-I to jak najszybiciej.
-Kurwa...-chlopak przeczesal swoje wlosy placami.-Powiedzmy Caleb'owi, on ma detektwyow.
-Tsaaa...I narazmy Lea na zemste.-pokrecil glowa.-Nie za madrze.
-Sami?
-Jedyne wyjscie.
Doktor West siedziala w swoim, pokaznych rozmiarow, gabinecie nad jakimis fiolkami z kolorowymi plynami. Nucila pod nosem jakas nudna melodyjke usmiechajac sie jak wariatka. Pomieszczenie bylo biale, niczym jakis zaklad dla chorych. Na swoj sposob podobalo sie kobiecie, coz...Dziwaczka. W pokojach obok znajdowaly sie pomieszczenia dla jej 'pacjentow', jesli tak ich mozna bylo nazwac.
-Tak slucham?-odebrala swoj dzwoniacy telefon z przesadnym usmiechem.-Alez oczywiscie ze nam sie udalo. Wlasnie moi chlopcy wiaza ja tutaj. Jesli chcesz mozesz ja zobaczyc.-zachichotala.-Wspaniale, to do zobaczenia...Kiedys.-rozlaczyla rozmowe wzycajac telefon do kieszeni jej kurewsko rozowego fartuszka. W pomieszczeniu rozleglo sie pukanie wiec od razu podniosla
-Macie ja?-zapytala od razu widzac ciemnego faceta.
-Zgodnie z twoja prosba.-wszedl do srodka, sam.
-Wiec gdzie ona jest?-zapytala zdezorientowana.-Chce sobaczyc moj skarb.
-Bedzie zadawala pytania.
-Albo w ogole sie nie odezwie.-zamisla sie kobieta zakladajac rece na piersiach i opierajac pupe o jeden z dlugich blatow.
-Ona juz nie jest ta sama mala dziewczynka co kiedys, Lora.-mezczyzna spojrzal na nia powaznie.
-Wiem, Patirck, dam sobie z nia rade.-zachichotala podekscytowana.
-Jak sobie chcesz...Ale nie mow ze nie ostrzegalem.-wzruszyl ramionami wychodzac za nia na korytarz.-W tamta strone.-skinal na prawo.
-Przydzieliliscie jej pokoj Shara'y?-zasmiala sie z niedowierzaniem.-Swietnie, Jace'a tez chce miec u siebie.
-Z nim bedzi trudniej...Nie wiemy gdzie jest.-westchnal inny mezczyzna dolaczajac do nich w pewnym momencie.
-Po to kurwa macie tyle sprzetu zeby go znalezc!-warknela ciagle tym 'przeslodkim' glosikiem. Policjanci wzdrygneli sie spogladajac po sobie. Lora otworzyla drzwi bez zadnego pytania i w bialym pokoju zobaczyla,ubrana na czarno, postac odwrocona do niej plecami. Blondynka stala patrzac w okno ktore przedstawialo po prostu ciemny las, z przejasnieniami jeziora.
-Witam Lea w moim laboratorium.- kobieta rozlozyla rece jendak jej gosc nawet sie nie odworcil. W glowie Gonzales ciagle miala Justin'a.Swojego ukochanego ktory nawet nie wie co sie dzieje. Po jej policzku splynela jedna, jedyna, laza ktorej nie miala zamiaru ocierac.-Nie przywitasz sie ze mna?-nic, stala tam jak posag. -Moze masz na cos ochote?-nadal nic.-Lea?-bez reakcji.-Dooobrze...To my jak na razie cie zostawimy. Masz tu wszystko czego potrzebujesz. Jutro do rana przyjde do ciebie.-usmiechnela sie patrzac w jej blad wlosy. Gonzales najchetniej pokazalaby jej fuck'a ale cos jej nie pozwalao sie nawet ruszych. Jedyne czego teraz chciala to byc przy swoim chlopaku. Potrzebowala jego blizkosci, uczuc, ciepla... Pragnela go miec przy sobie. Jedyna rzecz ktora ja pocieszala to fakt ze Jace jest teraz z nim i w razie czego bedzie mogl go chronic. Bynajmniej miala taka nadzieje.
Pare tygodni ciaglego siedzenia przed latopem w poszukiwaniu jakiej kolwiek bazy doktor West poszlo na marne kiedy Jace dowiedzial sie iz Lea jest na drogim koncu swiata. W Europie.
-Ze co kurwa?!-Justin nie mogl w to uwierzyc. Byl przemeczony tym wszystkim jednak nie tracil nadziei na znalezienie swojej ksiezniczki.
-Wywiozla ja do Europy.-sapnal blondyn.-Pierdolona suka...Zabije ja jak tylko ja dorwe.-znow skupil sie na laptopie i swoim telefonie w ktorym mial wszystki kody. Bieber podszedl do okna opierajac sie na rekach o parapet.
-Myslisz ze roba jej to samo co robili tobie i Shara'rze?
-Tak...Podejrzewam ze tak. West zna sposob jak uniemozliwic nam uzywanie mocy. Nie wiem jak to robi ale kiedys gdy wkradlem sie do jej gabientu widzailem mase fiolek o roznych kolorach. Byly to odlamki jakis skal, plyny z roznych jeziorek...Wygladalo to co najmniej dziwnie.-nie odrywal wzroku od motnitora wpisujac jakas kombinacje cyfr i liter.-Cholera!-wrzasnal zrzucajac sperzet z kolan. Juz kolejny w przeciagu ostatnich dni ktory poszedl na smieci. Justin nie byl zaskoczony reakcja, teraz juz, przyjaciela. Widzial jego zawziecie i zdeterminowanie i fakt ze nie potrafil w ogole przegrywac.-Moze masz ochote na wycieczke po Europie?-zadrwil podkopujac zepsute urzadzenie pod lozko.
-Nie dzieki, nie mamy pewnosci ze ona tam jest.-szepnal trzymajac sie za kark. Patrzyl w dlon na ktorej mial naszyjnik ktory dostal od swojej milosci.
-W sumie racja.
-Jestes pewny ze nie mozemy prosic kogos o pomoc, bro?- odwrocil sie w plecami do okna.
-Tak, jestem pewny. West ma duzy zasob policjantow ktorzy od razu zorientuja sie ze ktos cos weszy. W dwojke jestesmy bezpieczniejsi.
-Ty sie na tym znasz...-wzruszyl ramionami.- Chcesz cos do picia?
-Koniak.
-Az tak chcesz na chwile zapomniec?-Justin pokrecil glowa wyjmujac z barku szklanke i butelke drogiego alkoholu. Podal je siedzacemu chlopakowi wyciagajac z drogiej szafki czysta wodke.
-A ty to moze nie lepszy?-zasmial sie Jace.
Dni lecialy a ona stacila rachube. Nie odezwala sie ani slowem od kiedy jest tutaj gdzie jest. Czyli sama nie wiedziala gdzie. Kilka razy musiala leciec gdzies samolotem jednak nie znala zadnych informacji odnosnie tych przemieszczen. Wiedzial tylko ze nie wrocila do swojego miasta. Poznala innych ludzi przetrzymywanych przez zeswirowana pania doktor ktorej tak bardzo nienzwidzila. Lea czula jakby stracila jakiekolwiek uczucia. Jedyne co sie dla niej liczylo to wrocic do Justina i uciec z nim w jakies spokojne miejsce, sami. Zaczac od nowa, jesli to w ogole mozliwe.
-Witaj Lea. Jak sie dzisiaj masz?-West jak zwykle zaczynala kazdego poranka tak samo mimo iz dziewczyna nigdy jej nie odpowiadala. Co ranka wstrzykiwala jej jakas substancje i sprawdzala jakie to ma odniesienie na jej zachowaniu. Tak jak na innych mialo rozne dzialania, Lea nic nie ruszalo. Zawsze pozostawala taka sama. Obojetna.-Powiesz mi dzis cos?-spojrzala na nia niby zatrosnkana. Blondynka dalej siedziala po turecku na podlodze na srodku pokoju z zamknietymi oczami i dlonmi wyprostowanymi na kolanach.Nawet nie drgnela. Zywila do kobiety taka nienawic ze rownie dobrze moglaby sie teraz na nia zucic.-Nic? Naprawde?- usiadla na krzesle przed nia.- Nie chcesz wiedziec dlaczego tu jestes? Skad wiem ze masz taki dar? Jak cie znalzam? Czemu nie pozwalam ci wyjsc?- blondynka w myslach odpowiadala na kazde pytanie 'tak, chce wiedziec'. Ale jej usta sie nie otwieraly. Nie chciala ich otworzyc. Nie chciala dac satysfakcji kobiecie iz ma pragnienie, ciekawosc. Starala sie zachowywac obojetnie, by utrudnic jej prace. Mimo iz nie wiedziala czy to ma jakies skutki.-Nie, to nie.- zasmiala sie pogodnie.-Milego dnia,kochanie.-W zylach blondynki zawrzala zlosc a jej oczy staly sie czarne. Czyzby znow moce wrocily? Nie...Nie mogla nic zrobic przez ten caly czas. Dawano jej wolnosc tylko w zamknietym pokoju kiedy miala zrobic proby do testu jednak wtedy Lea w ogole nie uzywala swojego ''daru''. Nie chciala w zaden sposob wspolpracowac.
-A co myslisz o tym bys sie tam wslizngal?-zapytal Bieber.
-Co masz na mysli?- najwidoczniej ten pomysl bradzo przypadl do gustu blondynowi.
-Masz moce, ta suka na pewno chcialaby cie miec u siebie. Dlatego moze jakbys po prostu podal sie jej na tacy? Jakbys pozwolil jej zabrac sie do laboratorium?
-Nie, nie ma mowy. Ty nawet nie wiesz jak to jest strzezone.-wargnal wracajac do szukania czegos w necie.-Nie mam zamiaru skazywac sie na smierc.Jesli bedzie miala mnie i Lea zacznie prowadzic wieksze eksperymenty mogac nas wzajemnie zabic. Nie jestem juz tak silny jak wczesniej i nie dam rady postawic sie West. Po za tym domyslam sie iz jej metody zrobily sie bardziej...Hm... Wyostrzone.-mowil skupiony caly czas na swoim zajeciu. JB lezal na lozku probujac wymyslic jakis sposob. Cos co moglboy pozwolic im przejac przewage nad sytuacja.
-Ej a ty nie mozesz polaczyc sie jakos telepatycznie z Lea?-zapytal podnoszac sie na lokciach.
-Hm... Czemu by nie sprobowac.- zmarszczyl brwi odkladajac laptopa na stolik i usiadl wygodniej na sofie.
°Lea...°
Wolal jej imie majac ciagle zamkniete oczy. Staral sie wyszukac gdzies obecnosci mysli przyjaciolki jednak jedyne na co sie natknal to pustka. Calkowita nicosc.
°Lea? Jestes tu?°
Czul sie dosc dziwnie czekajac tak na niewidomo co, mowiac w swoich myslach.
°Lea!°
Jednak wszystkie starania na marne. Cos co zdolal odnalezc to cieniutka nitka mysli Gonzales okryta wielkim metalowym murem.
-Przykro mi...-wzruszyl ramionami.- Nie slysze jej. Ale jest cos co mnie blokuje czyli West opracowala sposob by jej eksperymentom nikt nie zaszkodzil.
-Znajdziemy ja...
-Na pewno.-dokonczyl z przekonaniem. Jace nie byl z tych ktorzy szybko sie poddawali. Postanowil ze nie spocznie do poki jej nie odnajda. Fakt ze nie potrafil przegrywac byl prawda. Tylko dlatego iz on nigdy nie przegrywal.
-Teraz moze troche zabolec.-powiedziala spokojnie Lora wkowajac dosc gruba igle w reke Lea. Ta jadnek ani drgnela. Jej wzrok byl pusty i obcy a ruchy powolne i przewidywalne. Niczym nie zaskakiwala, stala sie taka...Nijaka. Sprawiala problemy swoja obojetnoscia pani doktor poniewaz miala wrazenie iz jej dawki sa za male. Mylila sie jednak. Od srodka rozrywalo Lea na strzepy. Miala ochote krzyczec, uciekach, wrzeszczec, zabijac.
-Doktor West?- do pomieszczenia wszedl ten sam ciemny mezczyzna co zawsze towarzyszyl Lea.-Jest tutaj komendant Waler.
-Za chwileczke do niego przyjde.-usmiechnela sie wracajac do podawania dawki swojej pacjentce. Ta kobieta przypominala mala dziewczynke ktora bawila sie swoimi lalkami Berbie w lekarza. To przerazajace. Gonzales miala ochote zapytac kto to jest Waler jednak odpuscila sobie jakakolwiek chec otworzenia ust. Nawet zapomniala jak brzmi jej glos. To byl juz dlugi czas jak tu siedziala i stracila jakakolwiek nadzieje iz ktos z jej bliskich ja odnajdzie.Stracila juz nadzieje ze Justin za nia teskni. 'Ulozyl sobie zycie i o mnie zapomnial...Jest teraz szczesliwy z kims innym...Moze wrocil do pilki...Moze sie wyprowadzil...Moze sie zmienil...A moze mnie tak naprawde nigdy nie kochal i czekal tylko zeby mnie przeleciec?'' Jej mysli sprawialy ze jeszcze bardziej miala ochote zostac tu gdzie byla. ''Przynajmniej jestem komus potrzebna''. Westchnela smutno zwracajac uwage pani doktor.- Cos nie tak?-zapytala wyciagajac igle. Gonzales odwrocila glowe tak by na nia nie patrzac. West znala juz ruchy blondynki i gdy tak robila znaczylo to ze wszystko jest ok.-To swietnie. Zobaczymy sie pozniej, skarbie.-obrzydliwa kurwa...Blondynka nic z tego nie rozumiala. Po co ona tak sie troszczyla i stawiala ta cala szopke skoro potrzebowala jej tylko do jednego?
-Czesc Lea.-Patrick otworzyl drzwi do pokoju dziewczyny przepuszczajac ja w drzwiach. -Jak sie czujesz?- zapytal siadajac na fotelu kiedy ona rzucila sie na lozko.- Wiesz ze mam corke w twoim wieku?- zainteresowalo ja to lekko i siadajac wygodniej spojrzala na niego niepewnie.-Naprawde. Nie wiem co bym zrobil gdybym ja teraz stracil. -pokrecil glowa.- A ty nie masz nikogo? Wiem ze ciezko jest namierzyc West jednak na pewno kogos masz kto sie o ciebie martwi.-usmiechnal sie pocieszajaco.- Wiem kim jestes. Wychowywal cie twoj brat Caleb, nie? Musialo ci byc trudno. Plus masz chlopaka ex pilkarza Barcelony.-skinal glowa.-Gratuluje.-w jej oczach pojawily sie lzy na wspomnienie jej ukochanego.-Masz kontakt z jakas osoba taka jak ty?-zapytal szybko. 'Zalosne...Mysli ze jak mnie zagada opowiadajac o swojej corce i tych wszystkich gownach to dowie sie o Jace? Idiota jak wszyscy.'. Spojrzala na niego wrogo mrozac oczy. Przeniosla potem wzrok na drzwi dajac do zrozumienia ze ma wyjsc. Jak najszybciej.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No jest... Przepraszam. <3
Mam nadzieje ze sie podoba. To znaczy jest troche dziwny... Jakis taki xD Nwm... Mi sie jednak nawet podoba. A wam? Co sadzicie? Jak myslicie ile zajmie im odnalezienie Lea?
Komentujcie prosze was <3 <3
-Patrys
czwartek, 27 marca 2014
#55
Trzy miesiace pozniej...
Jace spotkal swoja byla narzeczona...Chociaz spotkal to za duzo powiedziane. Po prostu pojechal do miasta by ja zobaczyc. W pierwszym momencie wkurzyl sie niemilosiernie na Lea ze wpieprzyla sie w jego sprawy prywatne ale pozniej zrozumial ze chciala dla niego dobrze i podziekowal jej z lekkim usmiechem. Obserwowal ukochana w parku, gdy biegala z swoim psem. Nie widzial czy jest szczesliwa i w tamtej chwili zapragnal obecnosci swojej blad ''siostry'' by mogla wyczytac z jej mysli co czuje.Nie odwazyl sie przywitac, nie wiedzial co powiedziec. Kobieta jego zycia mieszka w Waszyngtonie a on w Straftord.
Justin odeszedl z klubu po tym jak trener nie dopuscil go do najwazniejszego meczu ktory molgby zadecydowac o calej karierze pilkarza, wyraz zemsty. Mlody sportowiec wsciekl sie rowniez gdy doszly do niego sluchy, ze jako jedyny zostal oszukany w sprawie wynagrodzenia. Po dwoch tygodniach dlugich procesow w sadzie, wygral. Dostal odszkodowanie i wynagrodzenie ktore mu sie nalezalo. Nie zalowal odejscia, wrecz przeciwne mimo ze pilka to jego milosc nie mial zmiaru dalej tam grac, tak samo jak nie mial zakonczyc football'u.
Caleb wypuscil Kasire po tygodniu meczarni. Kobieta grozila mu ze sie zemsci a on z chora ochota nie mogl sie doczekac. Taaak...Przekonal sie ze jej slowa byly prawdziwe gdy podczas jednej z nocy do jego domu wpadlo 8 mezczyzn wraz z lowelasem czerwono wlosej. Nie byl na to przygotowany. Wogole sie tego nie spodziewal mimo ze reszta The Fastest go ostrzegala. Mial wyjebane, jak to on. Jednak z niego szczesciarz... Lea tego wieczoru postanowila zostac z Justin'em na noc u brata dlatego gdy tylko doszlo do napadu pomogla bratu bez chwili namyslu.
Lea...Z jednej strony byla mega szczesliwa. Nie wrocila do mieszkania z swoim chlopakiem, zostala u Jace'a, jednak codziennie spedzala dluuuugie godziny z bylym pilkarzem Barcelony. Wspierala go podczas procwsow, w kazdej chwili przy nim byla. Opracowala rowniez z swoim ''bratem od darow'' pewna teorie polegajaca na tym iz nie moze miedzy nia a nim dojsc do stykniecia sie skory. Znaki ktore pojawialy sie na ich dloniach mogly spowodowac smierc. Oczywiscie ona chciala podjac sie ryzyku tak samo jak blondyn jednak Bieber stanowczo wybil jej ten pomysl z glowy. W tym calym szczasciu bala sie jednak...Powdujac smierc osmiorga mezczyzn bala sie konsekwencji. Nie chciala ich zabic,jak na tamta chiwle, po prostu od kiedy pracowala nad tym z Jace'em jej moce staly sie o wiele silniejsze i ciezko je bylo opanowac. Wpadala w chore momenty checi zabijania.Oczywiscie cale The Fastest zapewnialo ja ze jak zwykle uda im sie ominac psy.
-Lea?-Justin zajrzal do pokoju ktory nalezal do niej w domu Gonzales. Usmiechnal sie widzac ja stojaca przed lustrem w obcislej koszulce i stringach.Podszedl od tylu obejmujac jej brzuch.-Jestes piekna,skarbie.-szepnal czule slowka do jej ucha jakby to byl sekret. Jedna reke polozyla na jego dloniach a droga poglaskala jego policzek. Odwazyla sie tylko na pokazanie swoich nog w bliznach. Brzuch widziala tylko ona. -Kocham cie...Chce zebys byla bezpieczna, czula sie kochana, spokojna...-patrzyl w jej oczy, w odbiciu lustra.
-Jestes dla mnie za dobry.-oposcila swoje rece odwracajac sie w jego objeciach. Zarzucila swoje dlonie na jego kark bawiac sie krotkimi wloskami. Dalo sie poznac ze byl ostatnio u fryzjera. -A ja jestem za duza egoistka zeby cie komus oddac.-wpila sie na chwile w jego usta. W tym pocalunku bylo wszystko! Milosc, pasja, pozadanie, cierpienie, rozpacz, bol, obawa... Oderwala sie od niego.- Chce ci cos pokazac...-zrobila trzy kroki do tylu tak ze jego rece nie mogly dosiegnac jej ciala. Spojrzal na nia zdezorientowany na co ta poslala mu niesmialy usmiech. Siegnela za konce swojej koszulki podciagajac ja lekko do gory. Zrobil krok do przdu zatrzymujac jej dlonie.
-Nie musisz..Wiem jakie to dla ciebie trudne.-przelknal glosno sline.
-Ale chce. Ufam ci.-pokiwala glowa rzucajac przy tym jego rece. Westchnal gleboko. Powoli, jakby w obawie ze sie odwroci, testowala jego wytrzymalosc. Sciagnela wreszcie czarna bokserke rzucajac ja na podloge.- Wiec tak wygladam... Nie jestem taka piekna jak przed chwila mowiles.- spojrzala na niego smutno. Jej oczy leciutko sie zaszklily jednak nie mrugnela zeby je usunac. Chlopak stal przed nia calkowicie zaszokowany.
°Nie myslalem ze az tak...°
-A jednak.-pociagnela nosem schylajac sie po bluzke. Zatrzymal ja w jednym momencie lapiac jej biodra. Stanela zawstydzona spogladajac w jego oczy. Zlapala jego ramiona patrzac niepewnie.
-Jestes idealna.-wzial ja na race kladac na lozku.- Kocham cie, taka jaka jestes.- zaczal calowac kazda jej, smutna i bolaca, blizne. Wsunela swoje dlonie w jego wlosy rozkoszujac sie ta chwila.- Perfekcyjna...-calowal dalej.- Jedyna...-podniosl sie spogladajac na jej twarz.
-Chce sie z toba kochac.-wsparla sie na lokciach. Na jego ustach uformowal sie lobuzerski usmieszek i zucil sie na nia lekko wpijajac sie w jej usta.
Po dosc dlugiej i rozkosznej grze wstepnej Lea czula ze juz nie wytrzyma.Ich jeki oraz westchnienia wypelnialy caly pokoj. Wila sie pod nim jak waz. Lezala naga przed swoim chlopakiem ktory calowal jej szyje wciaz bedac w bokserkach. Byl to ich czas. Nalezal tylko do nich i nikt im nie mogl teraz tego zabrac. Mieli siebie, to bylo najwazniejsze.
-Chce ciebie...-szepnela muskajac palcami jego barki i kark.-Teraz.-odepchnela go przewracajac ich pozycje tak zeby teraz to ona gorowala. Zlapal mocno za jej biodra przesowajac blizej jego przyjaciela.
-Nie chce cie skrzywidzc.
-Prosze cie...Nie psuj tego.-pocalowala jego usta zjezdzajac na szczeke, szyje a potem klate. Miala cholerna ochote uprawiac z nim sex. Czula sie bezpiecznie. Chlopak przekrecil delikatnie swoja ukochana na plecy zawisajac nad nia z blogim usmiechem. Szybko sciagnal bokserki i siegnal po prezerwatywe. Blondynka byla naprawde podekscytowana calym wydarzeniem mimo ze to nie byl jej pierwszy raz. Jednak to pierwszy raz gdy bedzie miala sex z osoba ktora kocha.
-Wiesz ze cie kocham?-spojrzal w jej oczy proszac o pozwolenie.
-Tak, ja ciebie tez.-zachichotala czujac pocalunki w okolicach pepka. To zabawne ze w takim momencie chcialo jej sie smiac. Napiecie roslo kiedy Justin otarl sie swoim przyrodzeniem o jej miejsce intymne. Jeknela wplatajac dlonie w jego wlosy i pociagnela go do gory by zlaczyc ich usta. Polozyl sie po miedzy jej nogami nakierowujac swojego czlonka prosto w nia. Jej jedna noge zlapal tak by objela go w pasie.Ich pocalunek byl coraz to bedziej namietny, pozadanie wzielo gore. Wszedl w nia delikatnie jednak stanowczo. Oderwala swoje usta od jego by jeknac z rozkoszy. Swoimi ustami zjechal na jej szyje przygryzajac ja lekko i skladajac mokre pocalunki. Jego ruchy byly mocne i wrecz agrsywne, nie miala z tym problemu. Odwrucila ich tak by teraz to ona na nim siedziala. Nie wyszedl z niej. Krecila swoimi biodrami podskakujac lekko a on zlapal w dlonie jej piersi. Jeknela gdy czula ze jest juz blisko. Rekoma glaskala jego klate, odrzucila glowe do tylu jeczac coraz glosniej. Justin rowniez to czul. Wychodzil na przeciw jej biodra kiedy byla na gorze. Nie mogl tego jednak tak skonczyc. Znow nad nia gorowal. Zwolnil, chcial sie podroczyc. Wyszedl z niej na co ta spojrzala obuzona.
-Spokojnie skarbie.-wpil sie w jej spuchniete od pocalunkow usta. Zlapal jej biodra w dlonie i naprowadzil na swojego gotowego przyjaciela. Odsunal sie od niej wchodzac tym razem mocno i bezczelnie. Krzyknela.- Tak, krzycz moje imie. Pokaz jak ci dobrze.-przygryzl warge czujac jak sam rowniez nie daje juz rady. Drapala swoimi paznokciami po jego plecach co dawalo tylko wiekszej satysfakcji.
-Mo...Mocniej.-warknela sexownie.
-Co tylko sobie zyczysz..-wyszeptal do jej ucha czujac ze nie moze podniesc glosu. Ruszal sie w niej z zdwojona szybkoscia jeczac jej pare niegrzecznych tekstow do ucha.
-Justin!-pisnela w momencie blogosci. Chlopak ostatnim mocnym ruchem doszedl opadajac lekko na jej cialo. Przytulila go od razu obejmujac mocniej swoje nogi w okol jego pasa.-Oh...-jeknela jeszcze raz gdy z niej wychodzil. Nie zmienil pozycji. Wciaz przytulal sie do nagiego ciala swojej ukochanej. Ich oddechy wciaz nie byly rowne ale nie obchodzilo ich to...Mieli ochote na wiecej.
-O kurwa...-jeknal przyciagajac cialo blondynki do siebie.-To bylo...
-Nieopisane...-zachichotala ukladajac glowe na jego piersi.
-Coz, skarbie... Jestesmy zajebisci.
-I nieopisani...Jak i nie wyzyci...-zachichotala szczesliwie.
-Tak, to tez.-zlapal w swoje palce jej podbrodek calujac ja w usta. Bylo do slodkie i delikatne musniecie po tym co wyprawialo sie w tym lozku... Gdyby ktos myslal ze po jednym sie skonczylo to byl w bledzie! Justin z szelmowskim usmiechem wsunal jedna reke pod swoj kark a droga rysowal jakies wzorki na biodrze dziewczyny. Bylo im tak ze soba dobrze, czuli sie wspaniale. Nie mowiac tylko o sexie,po prostu w swoim towrzystwie byli spokojni. Czuli sie tak blogo.
-Aha... Jace idzie.-zasmiala sie wywracajacz oczami. Wtulila sie bardziej w swojego chlopaka naciagajac cienka koldre na jej odkryta piers.
-Ugh... Trzeba koniecznie opracowac jakas blokade.Jak ja cierpie czytajac twoje mysli.-jeknal blondyn bez pukania wchodzac do pokoju.
-Stul pysk.-syknela rozbawiona. Nie za bardzo podobalo sie to Bieber'owi. Nikomu chyba nie podoba sie fakt iz przyjaciel jego dziewczyny zna cala ich lozkowa hisotrie.
-Nie martwcie sie, zachowam to dla siebie.
-Oczywiscie ze to zrobisz...Urwalabym ci jaja jakby tak nie bylo.-przymknela spokojnie oczy czujac sennosc naplywajaca do jej ciala.
-Tak w ogole to co cie tu sprowadza?-zapytal ciekawie Justin patrzac na kolege. Chlopacy dobrze sie dogadywali. Jace razem z Lea starali sie zachowywac normalnie. Tak jakby nie czytali w myslach, rzadko sie poslugiwali tymi zdolnosciami w rozmowach ze soba.-Nie ze cie wyganiamy ale jednak...-wzruszyl delikatnie ramionami czujac spokojny oddech blondynki. Zasnela.
-Potrzebuje pogadac z toba. Na serio.-spojrzal na niego powaznie.
-Ze pna?-bylo to zaskoczeniem dla chlopaka.
-Tak z toba.-warknal rozbawiony.-Za 15 minut widze cie na dole. Chyba ze jestes jak baba i potrzebujesz wiecej czasu.-zamknal za soba drzwi z lekkim chichotem pod nosem. JB wywrocil oczami rowniez podsmiewujac sie z zartu chlopaka. Spojrzal na spokojny wyraz twarzy ukochanej i pocalowal ja w czolo. Wysunal sie delikatnie z pod jej ciala, kiedy poczul reke na ramieniu.
-Nie odchodz...-szepnela smutno.
-Zaraz wroce kochanie.-musnal jej nos zakladajac szybko bokserki i biorac do reki dresy. Pokiwala zaspana glowa i przytulila sie do jego poduszki. W biegu naciagnal spodnie i zszedl na dol.-Co jest kurwa tak wazne ze wywrywasz mnie z lozka po tak dobrym sexie?-zasmial sie wchodzac do salonu jednak kiedy zobaczyl powazne twarze wszystkich z The Fastest, on rowniez spowaznial.-Co tu sie dzieje?
-Chodzi o to ze musisz wybrac...-odezwal sie po chwili ciszy, spokojnym glosem, Caleb.- Albo Lea i my albo twoje zycie i normalnosc.- Justin nie wiedzial co powiedziec. Doskonale zdawal sobie sprawe ze kiedys nadejdzie ten moment ale nie sadzil ze to bedzie dzis. Jego humor automatycznie sie popsul... Co on ma zrobic? Wybrac milosc i niebezpieczenstwo? Czy spokoj i rodzine? Przeciez on nie potrafil.
-Dajcie mi dwa tygodnie.
-Masz 9 dni...-warknal Toby. Nie podobal mu sie fakt iz jego przyjaciolka jest szczesliwa z Biebs'em. Nie ze byl zazdrosny... A moze?
-Nie.-pokrecila glowa smutno patrzac w rece. Po obudzeniu sie rankiem nastepnego dnia doskonale wiedziala co jest grane. Przeciez przed nia nic sie nie ukryje.- Nie!-spojrzala na Justin'a siedzace w fotelu na przeciwko. Wciaz miala na sobie tylko kolderke a on byl juz ubrany.- Nie mozesz!-w jej oczach zebraly sie lzy.-Slyszysz?! Nie powole ci zostac!!-wrzasnela zrezygnowana. Chlopak jeszcze nie podjal decyzji jednak kazda jego mysl byla wychwycona przez umysl dziewczyny. Jak na razie byl to chaos. Nic nie trzymalo sie jednosci. Siedzial tak jak posag z kamienna twarza.-Nie wybierzesz mnie... Nie zostawisz rodziny! Wrocisz tam, bedziesz szczeliwy. Beze mnie.
-I jak ty to sobie,kurwa wyobrazasz, co?-nie poruszyl sie.-Jak ja mam cie zostawic?!- podniosl sie gwaltownie. Mimo ze znala jego mysli nie moge spodziewac sie ruchow, szczegolnie w nerwach.-Myslisz ze tak po prostu zpomne? Odejde? -usiadl obok niej.- Przeciez ja cie kurwa kocham!-pociagnal za koncowki wlosow.Objela go w pasie wspowajac sie pod jego ramie.-Kocham...
-Nie podejmuj jeszcze decyzji.-pokrecila glowa.-Masz pare dni. Zastanow sie dobrze.
-Czy ty wlasnie pozwalasz mi jednak wybierac?-usmiechnal sie smutno patrzac na nia z ukosa. Wzroszyla ramionami.
-To powinna byc twoja decyzja. Znasz reguly, jestes swiadomy wszystkiego, wiec to ty wybierasz.-szepnela.-Jestem z byt wielka, egoistyczna, suka zeby wywalic cie z mojego zycia.-po jej policzku poleciala lza ktora on stral pocalunkiem.
-Kocham cie nawet jako ta wielka egoistyczna suke.-zasmial sie kiedy oberwal od niej w ramie.
-Dzieki.-pokrecila glowa.
-Zajeliscie sie cialami?-zapytal Caleb swoich chlopakow siedzac za pokaznym biurkiem.
-Juz dawno,stary.-zasmial sie Luke. Wspomnial wlasnie gdy wszystkie 8 cial zostalo zmasakrowane na jednym z obskurnych, strasznych wysypisk smieci.
-To dobrze...Nie chce zeby cos wyszlo.-warknal przegladajac jakies papiery.Zasmial sie pod nosem wspominajac scene morderstwa.
Lea zbiegla pewnie z bronia w dloniach. Czula sie wspaniale znow mogac bawic sie tego typu zabawkami. Mimo iz to nie byl jej ulubiony pistolet to i tak miala ogromna satysfakcje. Gdy znalazla sie w korytarzu przezyla szok. Caleb kleczacy na kolanach przed tym chujem z burdelu ktorego tak na prawde nazwiska nie trzeba pamietac. Toby z reszta lezeli na ziemi cali we krwi jeczac z bolu a pistolety przyjacieli skurwiela byly wycelowane w ich klatki piersiowe.Prosto w serca. Zasmiala sie gorzko okrecajac pistolet na palcu. Oczy czarne, a miesnie nog i rak ''gosci'' zaczely niemilosiernie bolec. Od razu padli na podloge. Chlopcy podczolgali sie w bardziej bezpieczne miejsce kiedy sexowna blondyneczka pierdzielila swoja przemowe. Jak zawsze dramatycznie. Calej siodemce pomocnikow rozwalila lby strzelajac z bliska w skronie. Natomiast ich szefa zostawila na koniec najbardziej torturujac cale jego cialo. Podeszla do niego, lezacego i konajacego, usiadla na przeciw jego glowy po turecku i zasmiala sie niczym mala dziewczynka. Miala wielka satysfakcje bawiac sie ludzkim zyciem. Chora przyjemnosc, tak na pewno. Kopnieciem nogi wywrocila jego cialo na plecy. Wyjela z szafki przy drzwiach sztylet rozrywajac bluzke cierpiacego.
-Mala nie musisz sie tak spieszyc.-co za tupet! Nawet w momentach smierci on ma czelnosc pierdolic glodne kawalki o sexie.
-Za wysokie progi na twoje nogi.-stanela sexownie specjalnie go kuszac. Nachylila sie przyciskajac ostrze do jego klatki piersiowej. Powoli i coraz glebiej wbijajac je w cialo zrobila ciecie az do pepka.-Ups.-zachichotala podkskujac radosnie. Ta dziewczyna miala na prawde nie po kolei w glowie. Na koniec tortury powstal piekny inicjal ''TFL'' na jego klacie. Nie byl to zwykly inicjal. Byla to pieknie zlozona spojnosc trzech literek. The Fastest Lea. Taki zwyczaj.-Papa.-wycelowala bron w jego piers pipijajac przy okazji wino z budelki stojajacej na stole.-Mh, dobre. Wrecz idealne na ta okazje.-stwierdzila naciaskajac spost. W jego ciele byly trzy dziury. W jednej oraz drogiej skroni i sercu. Kolejny zwyczaj mlodej kobietki.
-Stary ona jest naprawde psychiczna.-zasmial sie Sam.
-Oooooh jest. Dlatego jest moja wspaniala siostra.-zamsial sie Gonzales. -Gdzie jest bron ktora uzyla?-zapytal powaznie kojarzac wszystkie fakty.
-Nie wiem.-Luke wzruszyl ramionami.-Chlopacy z Young Fastest zabrali ja na wysypisko kiedy wywalali ciala.
Miala na sobie szare, dresowe spodnie i wielka koszulke swojego ukochanego. Siedziala wtulona w jego bok a ten obejmowal jej cialo szczelnym usciskiem. Skakal po kanalach szukajac czegos ciekawszego. Blondynce bylo wszystko jedno, ciagle skupiala sie na myslach Justin'a. Chciala wiedziec pierwsza co zdecyduje. Wroci? Zostanie? Chciala wiedziec co o tym mysli i czego sie boi. Przytulila go bardziej slyszac wzmianke o opuszczeniu swojej ukochanej mamy i rodzenstwa. W jednym momencie rozleglo sie glosne pukanie do drzwi.
-Ja otworze.-dziewczyna zamisla sie pogodnie, myslac iz to Ryan ktory niedawno opuscil dom.'' Pewnie czegos zapomnial''. Westchnelae w myslach. Jednak jej usmiech zbledl automatycznie gdy w drzwiach zobaczyla 4 policjantow uzbrojonych po uszy celujacych w jej cialo.
-Lea?-Justin zmarszczyl brwi wchodzac do korytarza.-O kurwa...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wierze ze to napisalam. xD No to jest scena sexu... Ehm nie jestem za dobra jesli chodzi o pisanie na ten temat w opowiadaniu xD
Przepraszam ze tak dlugo... Troche musialam sie wysilic by napisac ten rozdzial xD HAhahahahaha poczatek coz troche goracy a koncowka dziwna... Jak myslicie cos sie stanie? A moze to kolejne bezsensowne przesluchanie Gonzales? Hm...
Ja naprawde zastanawiam sie czy komentowanie moich postow jest takie trudne? Prosze was... Postawcie chodziaz ta pieprzona kropke! Co wam szkodzi?!
-Patrys.
-Lea?-Justin zajrzal do pokoju ktory nalezal do niej w domu Gonzales. Usmiechnal sie widzac ja stojaca przed lustrem w obcislej koszulce i stringach.Podszedl od tylu obejmujac jej brzuch.-Jestes piekna,skarbie.-szepnal czule slowka do jej ucha jakby to byl sekret. Jedna reke polozyla na jego dloniach a droga poglaskala jego policzek. Odwazyla sie tylko na pokazanie swoich nog w bliznach. Brzuch widziala tylko ona. -Kocham cie...Chce zebys byla bezpieczna, czula sie kochana, spokojna...-patrzyl w jej oczy, w odbiciu lustra.
-Jestes dla mnie za dobry.-oposcila swoje rece odwracajac sie w jego objeciach. Zarzucila swoje dlonie na jego kark bawiac sie krotkimi wloskami. Dalo sie poznac ze byl ostatnio u fryzjera. -A ja jestem za duza egoistka zeby cie komus oddac.-wpila sie na chwile w jego usta. W tym pocalunku bylo wszystko! Milosc, pasja, pozadanie, cierpienie, rozpacz, bol, obawa... Oderwala sie od niego.- Chce ci cos pokazac...-zrobila trzy kroki do tylu tak ze jego rece nie mogly dosiegnac jej ciala. Spojrzal na nia zdezorientowany na co ta poslala mu niesmialy usmiech. Siegnela za konce swojej koszulki podciagajac ja lekko do gory. Zrobil krok do przdu zatrzymujac jej dlonie.
-Nie musisz..Wiem jakie to dla ciebie trudne.-przelknal glosno sline.
-Ale chce. Ufam ci.-pokiwala glowa rzucajac przy tym jego rece. Westchnal gleboko. Powoli, jakby w obawie ze sie odwroci, testowala jego wytrzymalosc. Sciagnela wreszcie czarna bokserke rzucajac ja na podloge.- Wiec tak wygladam... Nie jestem taka piekna jak przed chwila mowiles.- spojrzala na niego smutno. Jej oczy leciutko sie zaszklily jednak nie mrugnela zeby je usunac. Chlopak stal przed nia calkowicie zaszokowany.
°Nie myslalem ze az tak...°
-A jednak.-pociagnela nosem schylajac sie po bluzke. Zatrzymal ja w jednym momencie lapiac jej biodra. Stanela zawstydzona spogladajac w jego oczy. Zlapala jego ramiona patrzac niepewnie.
-Jestes idealna.-wzial ja na race kladac na lozku.- Kocham cie, taka jaka jestes.- zaczal calowac kazda jej, smutna i bolaca, blizne. Wsunela swoje dlonie w jego wlosy rozkoszujac sie ta chwila.- Perfekcyjna...-calowal dalej.- Jedyna...-podniosl sie spogladajac na jej twarz.
-Chce sie z toba kochac.-wsparla sie na lokciach. Na jego ustach uformowal sie lobuzerski usmieszek i zucil sie na nia lekko wpijajac sie w jej usta.
Po dosc dlugiej i rozkosznej grze wstepnej Lea czula ze juz nie wytrzyma.Ich jeki oraz westchnienia wypelnialy caly pokoj. Wila sie pod nim jak waz. Lezala naga przed swoim chlopakiem ktory calowal jej szyje wciaz bedac w bokserkach. Byl to ich czas. Nalezal tylko do nich i nikt im nie mogl teraz tego zabrac. Mieli siebie, to bylo najwazniejsze.
-Chce ciebie...-szepnela muskajac palcami jego barki i kark.-Teraz.-odepchnela go przewracajac ich pozycje tak zeby teraz to ona gorowala. Zlapal mocno za jej biodra przesowajac blizej jego przyjaciela.
-Nie chce cie skrzywidzc.
-Prosze cie...Nie psuj tego.-pocalowala jego usta zjezdzajac na szczeke, szyje a potem klate. Miala cholerna ochote uprawiac z nim sex. Czula sie bezpiecznie. Chlopak przekrecil delikatnie swoja ukochana na plecy zawisajac nad nia z blogim usmiechem. Szybko sciagnal bokserki i siegnal po prezerwatywe. Blondynka byla naprawde podekscytowana calym wydarzeniem mimo ze to nie byl jej pierwszy raz. Jednak to pierwszy raz gdy bedzie miala sex z osoba ktora kocha.
-Wiesz ze cie kocham?-spojrzal w jej oczy proszac o pozwolenie.
-Tak, ja ciebie tez.-zachichotala czujac pocalunki w okolicach pepka. To zabawne ze w takim momencie chcialo jej sie smiac. Napiecie roslo kiedy Justin otarl sie swoim przyrodzeniem o jej miejsce intymne. Jeknela wplatajac dlonie w jego wlosy i pociagnela go do gory by zlaczyc ich usta. Polozyl sie po miedzy jej nogami nakierowujac swojego czlonka prosto w nia. Jej jedna noge zlapal tak by objela go w pasie.Ich pocalunek byl coraz to bedziej namietny, pozadanie wzielo gore. Wszedl w nia delikatnie jednak stanowczo. Oderwala swoje usta od jego by jeknac z rozkoszy. Swoimi ustami zjechal na jej szyje przygryzajac ja lekko i skladajac mokre pocalunki. Jego ruchy byly mocne i wrecz agrsywne, nie miala z tym problemu. Odwrucila ich tak by teraz to ona na nim siedziala. Nie wyszedl z niej. Krecila swoimi biodrami podskakujac lekko a on zlapal w dlonie jej piersi. Jeknela gdy czula ze jest juz blisko. Rekoma glaskala jego klate, odrzucila glowe do tylu jeczac coraz glosniej. Justin rowniez to czul. Wychodzil na przeciw jej biodra kiedy byla na gorze. Nie mogl tego jednak tak skonczyc. Znow nad nia gorowal. Zwolnil, chcial sie podroczyc. Wyszedl z niej na co ta spojrzala obuzona.
-Spokojnie skarbie.-wpil sie w jej spuchniete od pocalunkow usta. Zlapal jej biodra w dlonie i naprowadzil na swojego gotowego przyjaciela. Odsunal sie od niej wchodzac tym razem mocno i bezczelnie. Krzyknela.- Tak, krzycz moje imie. Pokaz jak ci dobrze.-przygryzl warge czujac jak sam rowniez nie daje juz rady. Drapala swoimi paznokciami po jego plecach co dawalo tylko wiekszej satysfakcji.
-Mo...Mocniej.-warknela sexownie.
-Co tylko sobie zyczysz..-wyszeptal do jej ucha czujac ze nie moze podniesc glosu. Ruszal sie w niej z zdwojona szybkoscia jeczac jej pare niegrzecznych tekstow do ucha.
-Justin!-pisnela w momencie blogosci. Chlopak ostatnim mocnym ruchem doszedl opadajac lekko na jej cialo. Przytulila go od razu obejmujac mocniej swoje nogi w okol jego pasa.-Oh...-jeknela jeszcze raz gdy z niej wychodzil. Nie zmienil pozycji. Wciaz przytulal sie do nagiego ciala swojej ukochanej. Ich oddechy wciaz nie byly rowne ale nie obchodzilo ich to...Mieli ochote na wiecej.
-O kurwa...-jeknal przyciagajac cialo blondynki do siebie.-To bylo...
-Nieopisane...-zachichotala ukladajac glowe na jego piersi.
-Coz, skarbie... Jestesmy zajebisci.
-I nieopisani...Jak i nie wyzyci...-zachichotala szczesliwie.
-Tak, to tez.-zlapal w swoje palce jej podbrodek calujac ja w usta. Bylo do slodkie i delikatne musniecie po tym co wyprawialo sie w tym lozku... Gdyby ktos myslal ze po jednym sie skonczylo to byl w bledzie! Justin z szelmowskim usmiechem wsunal jedna reke pod swoj kark a droga rysowal jakies wzorki na biodrze dziewczyny. Bylo im tak ze soba dobrze, czuli sie wspaniale. Nie mowiac tylko o sexie,po prostu w swoim towrzystwie byli spokojni. Czuli sie tak blogo.
-Aha... Jace idzie.-zasmiala sie wywracajacz oczami. Wtulila sie bardziej w swojego chlopaka naciagajac cienka koldre na jej odkryta piers.
-Ugh... Trzeba koniecznie opracowac jakas blokade.Jak ja cierpie czytajac twoje mysli.-jeknal blondyn bez pukania wchodzac do pokoju.
-Stul pysk.-syknela rozbawiona. Nie za bardzo podobalo sie to Bieber'owi. Nikomu chyba nie podoba sie fakt iz przyjaciel jego dziewczyny zna cala ich lozkowa hisotrie.
-Nie martwcie sie, zachowam to dla siebie.
-Oczywiscie ze to zrobisz...Urwalabym ci jaja jakby tak nie bylo.-przymknela spokojnie oczy czujac sennosc naplywajaca do jej ciala.
-Tak w ogole to co cie tu sprowadza?-zapytal ciekawie Justin patrzac na kolege. Chlopacy dobrze sie dogadywali. Jace razem z Lea starali sie zachowywac normalnie. Tak jakby nie czytali w myslach, rzadko sie poslugiwali tymi zdolnosciami w rozmowach ze soba.-Nie ze cie wyganiamy ale jednak...-wzruszyl delikatnie ramionami czujac spokojny oddech blondynki. Zasnela.
-Potrzebuje pogadac z toba. Na serio.-spojrzal na niego powaznie.
-Ze pna?-bylo to zaskoczeniem dla chlopaka.
-Tak z toba.-warknal rozbawiony.-Za 15 minut widze cie na dole. Chyba ze jestes jak baba i potrzebujesz wiecej czasu.-zamknal za soba drzwi z lekkim chichotem pod nosem. JB wywrocil oczami rowniez podsmiewujac sie z zartu chlopaka. Spojrzal na spokojny wyraz twarzy ukochanej i pocalowal ja w czolo. Wysunal sie delikatnie z pod jej ciala, kiedy poczul reke na ramieniu.
-Nie odchodz...-szepnela smutno.
-Zaraz wroce kochanie.-musnal jej nos zakladajac szybko bokserki i biorac do reki dresy. Pokiwala zaspana glowa i przytulila sie do jego poduszki. W biegu naciagnal spodnie i zszedl na dol.-Co jest kurwa tak wazne ze wywrywasz mnie z lozka po tak dobrym sexie?-zasmial sie wchodzac do salonu jednak kiedy zobaczyl powazne twarze wszystkich z The Fastest, on rowniez spowaznial.-Co tu sie dzieje?
-Chodzi o to ze musisz wybrac...-odezwal sie po chwili ciszy, spokojnym glosem, Caleb.- Albo Lea i my albo twoje zycie i normalnosc.- Justin nie wiedzial co powiedziec. Doskonale zdawal sobie sprawe ze kiedys nadejdzie ten moment ale nie sadzil ze to bedzie dzis. Jego humor automatycznie sie popsul... Co on ma zrobic? Wybrac milosc i niebezpieczenstwo? Czy spokoj i rodzine? Przeciez on nie potrafil.
-Dajcie mi dwa tygodnie.
-Masz 9 dni...-warknal Toby. Nie podobal mu sie fakt iz jego przyjaciolka jest szczesliwa z Biebs'em. Nie ze byl zazdrosny... A moze?
-Nie.-pokrecila glowa smutno patrzac w rece. Po obudzeniu sie rankiem nastepnego dnia doskonale wiedziala co jest grane. Przeciez przed nia nic sie nie ukryje.- Nie!-spojrzala na Justin'a siedzace w fotelu na przeciwko. Wciaz miala na sobie tylko kolderke a on byl juz ubrany.- Nie mozesz!-w jej oczach zebraly sie lzy.-Slyszysz?! Nie powole ci zostac!!-wrzasnela zrezygnowana. Chlopak jeszcze nie podjal decyzji jednak kazda jego mysl byla wychwycona przez umysl dziewczyny. Jak na razie byl to chaos. Nic nie trzymalo sie jednosci. Siedzial tak jak posag z kamienna twarza.-Nie wybierzesz mnie... Nie zostawisz rodziny! Wrocisz tam, bedziesz szczeliwy. Beze mnie.
-I jak ty to sobie,kurwa wyobrazasz, co?-nie poruszyl sie.-Jak ja mam cie zostawic?!- podniosl sie gwaltownie. Mimo ze znala jego mysli nie moge spodziewac sie ruchow, szczegolnie w nerwach.-Myslisz ze tak po prostu zpomne? Odejde? -usiadl obok niej.- Przeciez ja cie kurwa kocham!-pociagnal za koncowki wlosow.Objela go w pasie wspowajac sie pod jego ramie.-Kocham...
-Nie podejmuj jeszcze decyzji.-pokrecila glowa.-Masz pare dni. Zastanow sie dobrze.
-Czy ty wlasnie pozwalasz mi jednak wybierac?-usmiechnal sie smutno patrzac na nia z ukosa. Wzroszyla ramionami.
-To powinna byc twoja decyzja. Znasz reguly, jestes swiadomy wszystkiego, wiec to ty wybierasz.-szepnela.-Jestem z byt wielka, egoistyczna, suka zeby wywalic cie z mojego zycia.-po jej policzku poleciala lza ktora on stral pocalunkiem.
-Kocham cie nawet jako ta wielka egoistyczna suke.-zasmial sie kiedy oberwal od niej w ramie.
-Dzieki.-pokrecila glowa.
-Zajeliscie sie cialami?-zapytal Caleb swoich chlopakow siedzac za pokaznym biurkiem.
-Juz dawno,stary.-zasmial sie Luke. Wspomnial wlasnie gdy wszystkie 8 cial zostalo zmasakrowane na jednym z obskurnych, strasznych wysypisk smieci.
-To dobrze...Nie chce zeby cos wyszlo.-warknal przegladajac jakies papiery.Zasmial sie pod nosem wspominajac scene morderstwa.
Lea zbiegla pewnie z bronia w dloniach. Czula sie wspaniale znow mogac bawic sie tego typu zabawkami. Mimo iz to nie byl jej ulubiony pistolet to i tak miala ogromna satysfakcje. Gdy znalazla sie w korytarzu przezyla szok. Caleb kleczacy na kolanach przed tym chujem z burdelu ktorego tak na prawde nazwiska nie trzeba pamietac. Toby z reszta lezeli na ziemi cali we krwi jeczac z bolu a pistolety przyjacieli skurwiela byly wycelowane w ich klatki piersiowe.Prosto w serca. Zasmiala sie gorzko okrecajac pistolet na palcu. Oczy czarne, a miesnie nog i rak ''gosci'' zaczely niemilosiernie bolec. Od razu padli na podloge. Chlopcy podczolgali sie w bardziej bezpieczne miejsce kiedy sexowna blondyneczka pierdzielila swoja przemowe. Jak zawsze dramatycznie. Calej siodemce pomocnikow rozwalila lby strzelajac z bliska w skronie. Natomiast ich szefa zostawila na koniec najbardziej torturujac cale jego cialo. Podeszla do niego, lezacego i konajacego, usiadla na przeciw jego glowy po turecku i zasmiala sie niczym mala dziewczynka. Miala wielka satysfakcje bawiac sie ludzkim zyciem. Chora przyjemnosc, tak na pewno. Kopnieciem nogi wywrocila jego cialo na plecy. Wyjela z szafki przy drzwiach sztylet rozrywajac bluzke cierpiacego.
-Mala nie musisz sie tak spieszyc.-co za tupet! Nawet w momentach smierci on ma czelnosc pierdolic glodne kawalki o sexie.
-Za wysokie progi na twoje nogi.-stanela sexownie specjalnie go kuszac. Nachylila sie przyciskajac ostrze do jego klatki piersiowej. Powoli i coraz glebiej wbijajac je w cialo zrobila ciecie az do pepka.-Ups.-zachichotala podkskujac radosnie. Ta dziewczyna miala na prawde nie po kolei w glowie. Na koniec tortury powstal piekny inicjal ''TFL'' na jego klacie. Nie byl to zwykly inicjal. Byla to pieknie zlozona spojnosc trzech literek. The Fastest Lea. Taki zwyczaj.-Papa.-wycelowala bron w jego piers pipijajac przy okazji wino z budelki stojajacej na stole.-Mh, dobre. Wrecz idealne na ta okazje.-stwierdzila naciaskajac spost. W jego ciele byly trzy dziury. W jednej oraz drogiej skroni i sercu. Kolejny zwyczaj mlodej kobietki.
-Stary ona jest naprawde psychiczna.-zasmial sie Sam.
-Oooooh jest. Dlatego jest moja wspaniala siostra.-zamsial sie Gonzales. -Gdzie jest bron ktora uzyla?-zapytal powaznie kojarzac wszystkie fakty.
-Nie wiem.-Luke wzruszyl ramionami.-Chlopacy z Young Fastest zabrali ja na wysypisko kiedy wywalali ciala.
Miala na sobie szare, dresowe spodnie i wielka koszulke swojego ukochanego. Siedziala wtulona w jego bok a ten obejmowal jej cialo szczelnym usciskiem. Skakal po kanalach szukajac czegos ciekawszego. Blondynce bylo wszystko jedno, ciagle skupiala sie na myslach Justin'a. Chciala wiedziec pierwsza co zdecyduje. Wroci? Zostanie? Chciala wiedziec co o tym mysli i czego sie boi. Przytulila go bardziej slyszac wzmianke o opuszczeniu swojej ukochanej mamy i rodzenstwa. W jednym momencie rozleglo sie glosne pukanie do drzwi.
-Ja otworze.-dziewczyna zamisla sie pogodnie, myslac iz to Ryan ktory niedawno opuscil dom.'' Pewnie czegos zapomnial''. Westchnelae w myslach. Jednak jej usmiech zbledl automatycznie gdy w drzwiach zobaczyla 4 policjantow uzbrojonych po uszy celujacych w jej cialo.
-Lea?-Justin zmarszczyl brwi wchodzac do korytarza.-O kurwa...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wierze ze to napisalam. xD No to jest scena sexu... Ehm nie jestem za dobra jesli chodzi o pisanie na ten temat w opowiadaniu xD
Przepraszam ze tak dlugo... Troche musialam sie wysilic by napisac ten rozdzial xD HAhahahahaha poczatek coz troche goracy a koncowka dziwna... Jak myslicie cos sie stanie? A moze to kolejne bezsensowne przesluchanie Gonzales? Hm...
Ja naprawde zastanawiam sie czy komentowanie moich postow jest takie trudne? Prosze was... Postawcie chodziaz ta pieprzona kropke! Co wam szkodzi?!
-Patrys.
poniedziałek, 10 marca 2014
#54
-Chodz tu do mnie. -pociagnal za jej zgiete lokcie zamykajac drobne cialo w swoich ramionach.Nawet go nie obiela, dalej zakrywala twarz swoimi dlonmi kiedy on delikatnie glaskal jej plecy.-Kocham cie.-wzial jej dlonie calujac wszystkie knykcie.-To powinno wszystko ci wyjasnic.-usmiechanl sie delikatnie i pocieszajaco kiedy spojrzala w jego oczy.-Kocham cie jak wariat,Lea. Do cholery skradlas mi serce!-wyrzucil rece w powietrze co ja lekko rozbawilo.Chlopak niespodziewanie wpil sie w jej usta niepozostawiajac nawet momentu na wziecie oddechu. Pocalunek byl wszystkim. Miloscia, tesknota, bolem, zalem, radoscia, wspomnieniami, nostaligia, pozadaniem...Po prostu wszystko. Jace wstal usmiechajac sie pod nosem i pobiegl na gore do swojego pokoju. Wolal zostawic zakochanych golabkow dla siebie.Z jednej strony dlatego iz bolal go ten widok a z drogiej bo po prostu chcial dac im ta chwile prywatnosci.''Moze Lea ma racje? Moze powinienem jej poszukac.''.Pomyslal siedzac na swoim wygodnym lozku.Wpatrywal sie w swoje dlonie a na jego usta wkradl sie usmieszek.
-Jasne ze mam racje!-krzyknela z dolu.Pokrecil glowa rozbawiony jej zachowaniem i spojrzal w strone drzwi.Wstal energicznie i znow zbiegl na dol.
-Masz moze ochote na maly meczyk?-skinal glowa na konsole.
-Zawsze.-zasmial sie Bieber.Gonzales wywrocila oczami schodzac z kolan swojego chlopaka i siegnela do szafy po trzy wielke poduchy wypelnione tymi kuleczkami steropianowymi.Ulozyla je przed telewizorem, w normalnej odleglosci, i sama sie rzucila na jedna.Justin przesunal swoje siedzenia za blondynke i siadajac na nim przyciagnal cialo dziewczyny do swojego torsu, kladac joystick na jej brzuchu.To bylo zabawne popoludnie, pelne smiechu i zabawy.Mimo to mysli Lea wciaz krazyly w okol nazeczonej Jace'a.
°Przestan.°
Poslal jej srogie spojrzenie ktore zauwazyl tez Justin.Nawet jesli ten drogi nie czytal w myslach doskonale wiedzial o co im chodzi.
-Daj spokoj skarbie...-szepnal jej do ucha.-Niech sam nad tym pomysli.-pocalowal jej szyje i wrocil do gry.
Kasira wciaz siedziala przwiazana do tego worka treningowego a Caleb przynosil jej tylko wode i cos do jedzenia.To chore,zdawal sobie z tego doskonale sprawe. Ryan chcac wziac swoja rekawice baseballowa natknal sie na dziewczyne.Zasmial sie krecac glowa.
-Czyli moj kolega postanowil zastosowac staromodne metody.-zasmial sie siegajac po kij i pilke.-Szczerze to ci powiem ze myslalem iz strzeli ci kulke i zakopie gdzies w lesie.-pokrecil glowa patrzac z gory na dziewczyne.
-Prosze...Wypusc mnie.-szepnela blagalnie a w jej oczach stanely lzy.
-Zartujesz sobie.-zasmial sie ponownie zakladajac kaptur na glowe.-Ja bym zafundowal ci o wiele wieksze cierpienie.-zlapal w reke jej twarz sciskajac mocniej policzki.Jeknela z bolu.-Sluchaj zastanawia mnie jedno...Po chuja znow poszlas do tego burdelu?-patrzyl na nia wyczekujaco.Ta sposcila wzrok krecac prawie niedostrzegalnie glowa.-Jestes zalosna.Moglas miec wszystko czego bys chciala przy Gonzales'ie.A ty jak ta prawdziwa dziwka wrocilas do tego lowelasa.-westchnal z rozbawieniem.-Doskonale wiem ze od dawna pracujesz dla Monrow.Znam jego i te jego kurwy.-zmusil ja zeby spojrzala w jego oczy.-W tym momencie wystawilas sie na morderstwo w pierwszej linii a ten twoj kutas doskonale o tym wie.-syknal na odchodne odrzucajac jej glowe ktora ciagle trzymal.Po jego wyjsciu dziewczyna wybuchla placzem.Jej szloch byl tak donosny ze slychac go bylo w prawie calym domu. Samantha razem z Alison doskonale wiedzialy co to jednak nie zeszly na dol.Po prostu wolaly sie nie mieszac. Siedzialy w jednym pokoju uczac sie do egzaminu.
-Myslisz ze Lea wroci?-zapytala Sam bawiac sie swoim dlugopisem.
-Wiem ze Max strasznie cierpi...Rozumiem go bo mi tez jej brakuje jednak chyba nigdy nasz kontakt nie bedzie taki jak wczesniej.
-Masz racje...-wstchnela lekko zawiedziona.Miala nadzieje ze Ali pocieszy ja zapewniajac powrot blondynki.
Lea ubrala swoj ciemny zakiet a do reki wziela kluczyki do samochodu.Jace nie bylo w domu poniewaz postanowil przyjac zaproszenie Justina na ogladanie kolejnego treningu Barcelony.Bylo to na reke dziewczynie poniewaz jej przyjaciel nie mogl odczytac jej zamiarow.Byla swiadomo jednak faktu ze gdy wroci on odkryje wszystkie jej plany. Miala dlatego zamiar tej nocy spac w hotelu.
-Lea!-wykrzyknal wysoki mezczyzna z usmiechem na ustach.-Jak dawno cie nie widzialem.-przwyital sie specyficznym usciskiem kiedy dziewczyna podeszla blizej.
-W ogole sie nie zmieniles Marcus.-zasmiala sie klepiac go po ramieniu i bez zadnego skrepowania weszla do biura.
-Ty wrecz przeciwnie.-zmierzyl ja wzrokiem kiedy usiadla na jego wielkim wygodnym fotelu.Marcus Sandiego,prwyatny detektyw,prawnik i czlowiek Young Fastest.Lea miala z nim kontakt najczesciej w Austrii kiedy pracowali razem nas sprawa Monestiego. -Jednak...Olsniewajaca jak zawsze.
-Wydoroslalam.-wzruszyla ramionami.
-A coz spowodowalo ta zmiane?-usiadl wygodnie na sofie stojacej po prawej stronie drzwi.
-Chlopak.-dodala ciagle patrzac wladczym i pewnym siebie wzrokiem. Nie usmiechnela sie na wspomnienie swojego ukochanego mimo ze w jej brzuchu obudzily sie te pieprzone motylki.
-Nasza Lea sie zakochala.-unisol zdziwiony brwi.-Wspolczuje temu biedakowi.-zasmial sie widzac ze wkurzy tym swoja ulubienice.
-Nie przeginaj.-zwrozyla oczy a na jej usta wkradl sie ten lobuzerski usmieszek.-Mniejsza o to...-machnela reka lapiac za zaglowek.-Nie przyszlam tu na pogaduchy.
-Jasne...-westchnal brunet.-Przeciez ty nigdy nie przyjdziesz bezinteresownie.-marknal siadajac przy biurku na krzesle dla goscia.
-Potrzebuje zebys namierzyl niejaka Clary Flay.-oparla lokcie o drewniane biurko.
-Wiecej informacji,prosze.-siegnal po swoj pokaznie gruby notes i otworzyl na czystej stronie.
-Jest to byla nazeczona mojego kolegi...Jace Wayland. Nic za bardzo o niej nie wiem...Kiedys miaszkala w Waszyngtonie.
-Bedzie ciezko.-spojrzal na nia powaznie.
-Proszeeeee cieeeee Marcus.-jeknela niczym mala dziewczynka.-Zrob to dla mnie.-poslala mu slodkie spojrzenie na ktore zawsze wymiekal.
-Zobacze co da sie zrobic.-westchnal.-W zamian za to chce widywac cie czesciej.-pogrozil jej palcem kiedy juz sie zegnali.
-Masz to jak w banku.-podskoczyla podekscytowana calujac go w policzek.-Do zobaczenia jutro!-krzyknela znikajac w korytarzu prowadzacym do windy.
Siedziala na parapecie popijajac, zimna juz ,herbate. Rozmyaslala ze moze popelnila blad wpierdzielajac sie w zycie Jace'a.Z drogiej jednak strony bedzie mial gotowe namiary na swoja ukochana a decyzje podejmie juz sam.Usmiechnela sie pod nosem biorac kolejny wolny lyk.Jej telefon zaczal wibrowac na lozku wiec spojrzala w tamta strone. Nie odebralaby gdyby nie wyswietlilo sie na ekranie zdjecie Justin'a.
-Tak,kochanie?-na jej ustach ciagle wymalowana byla ta satysfakcja.
-Skarbie gdzie jestes?-zapytal zaniepokojny nawet sie nie witajac.-Siedzimy z Jace'm w salonie a ciebie nie ma.
-Powiedz mu ze dzis nie wroce na noc.Jutro moze tez nie...-polozyla sie na plecy owijajac na palec swoje wlosy.
-Nie masz zamiaru znow zniknac,prawda?-zapytal zdenerwowany co lekko rozbawilo Lea.
-Nieee...-pokrecila glowa mimo ze wiedziala iz tego jej rozmowca nie widzi .-Chcesz to zawsze mozesz do mnie zajerzec.-jej usmiech zmienil sie w ten bardziej sexowny ktoremu Justin nie moglby sie oprzec.-Nie mow mu ze wiesz gdzie jestem.Hotel to ten obok starej fabryki czekolady.Masz 15 minut jesli cie tu nie zobacze za ten czas to sie obraze.-zachichotala rozlaczajac rozmowe.Wyrzucila rece nad glowe usmiechajac sie blogo.Doslownie po 10 minutach uslyszla pukanie do drzwi wiec wstala poprawiajac swoja koszulke.Otworzyla drzwi opirajac ponetnie swoje biodro o framuge.
-Przepraszam ale w recepcji czeka na pania niejaki Justin Bieber ktory upiera sie ze pania zna.-mowi lokaj a ja mam ochote wywrocic oczami.
-Nie mogl przyjac od razu z toba?-prychnela popychajac lokaja i zatrzasnela za soba drzwi.Lypnela wrogo na mlodego mezczyzne i powedrowala korytarzem w strone windy.-Co za bezczelnosc!-krzyknela wyrzucajac rece w powietrze.-Witaj kochanie.-wpila sie w usta Justin'a usmiechajac sie pewnie.Wszyscy byli zszokowani jej zachowaniem.-Nie place za to by tak traktowac mojego chlopaka.-prychnela w strone recepcjonistow ktorzy pokiwali energicznie glowa.
-Wiecej sie to nie powtorzy.-powiedzial starszy mezczyzna w bialym garniturze.
-Moja bad girl.-Justin objal ja za biodra prowadzac do windy.
-A co jesli zajrzalybysmy przynajmniej na chwile do Kasiry?-zapytala Ali.Samantha spojrzala na nia niepewnie i z lekkim niedowierzaniem.-No co? To w koncu tez dziewczyna.Na pewno Caleb nie zapewnil jej nawet wody!-wyrzucila rece w powierze.
-Nie krzycz.-Sam przystawila palec do ust blondynki i rozejrzala sie po salonie.-Dobra,pojdziemy do niej ale ani mi sie waz jej uwalniac.-warknela sfrustrowana.Alison jeczala o tej dziwce juz od dobrych dwoch gdzin przez co Samantha nie mogla sie w ogole skupic nawet na najprostrzych rzeczach.
-Aaa!!-pisnela podekscytowana.
-Alison!-Sam wywrocila oczami i zostala pociagnieta w strone drzwi frontowych.Rozgladajac sie na wszystkie strony w ewentualnym upewnieniu sie ze nikt ich nie widzi, zakradly sie do garazu kiedy Kasira najmniej sie tego spodziewala.Spojrzala na nie zszokowana usmiechajac sie nie pewnie.-Nie licz na duzo...-warknela brunetka zakladajac rece na piersach.Spojrzala na prostytutke z wyzszoscia i zniesmaczeniem.
-Jak sie czujesz?-droga z przyjaciolek ukucnela przy Ksirze usmiechajac sie spokojnie.Zignorowala kompletnie dasy kolezanki wywracajac jedynie na nia oczami.
-Fatalnie...Wszystko mnie boli,jestem cala zdretwiala i pic mi sie chce.-sprobowala sie poprawic jednak kajdanki uniemozliwialy jakikolwiek ruch.
-Sam podaj wode...
-Wez spieprzaj...-prychnela odchylajac glowe do tylu.-Wystarczy ze tu przyszlam a reszta sama sie zajmij.-dodala podirytowana.Nie mogla zrozumiec co kierowalo blondynka ze nagle stala sie taka dobroduszna.Dziewczyna kucajaca przed Kasira poslala jej przepraszajace spojrzenie na co ta tylko pokrecila glowa.
-To przeciez nie twoja wina.-szepnela a samotna lza splynela jej po policzku.Ali od razu wstala by podac jej cos do picia.Samantha przygladala sie tej sytuacji z lekkim obrzydzeniem chociaz sama nie wiedziala dlaczego.
-Wiesz co...Lea miala racje.-fuknela zmierzajac do drzwi.-Lepiej zastanow sie po czyjej stronie jestes.-dodala zatrzaskujac za soba drzwi.
-Ciesze sie ze tu jestes...-Gonzales szepnela bawiac sie palcami splecionymi z tymi swojego chlopaka.Lezeli wlasnie na lozku w wynajetym pokoju cieszac sie swoja obecnoscia. Chlopak trzymal jedna reke pod swoim karkiem a na drogiej lezala glowa dziewczyny.
°Tak cholernie za toba tesknilem...°
-Ja za toba tez.-odwrocila sie wygodniej tak ze teraz jej glowa spoczywala na jego ramieniu.
°Powiesz mi czemu nie chcesz nocowac u Jace'a?°
Spojrzal na nia z gory a ta zamknela na chwile oczy, nie mogac zniesc intensywnego spojrzenia swojego ukochanego.Po prostu nie moglaby nic powiedziec.
-Widze ze nie chcesz sie przemeczac otwierajac buzie.-zachichotala.
°Przyznaje ze to strasznie wygodne.°
Wyszczerzyl sie do niej tak mocno ze az jego powieki prawie sie zamknely. Ta tylko wywrocila oczami.
-Sprawiasz ze czuje sie jak kosmitka.
-Przepraszam...-szepnal do jej ucha obejmujac mocno.
-Bylam prosic kolege o przysluge.-wzruszyla ramionami.-Chce pomoc mojemu nowemu przyjacielowi odnlezc swoja nazeczona.-szepnela lekko zawstydzona.
-Nie sadzisz ze to lekkie wpieprzanie sie w jego zycie?-zasugerowal powanznie.Blondynka,ociezale, podniosla sie do pozycji siedzacej.Zgiela jedna noge w kolanie opierajac na niej lokiec i wplotla dlon w swoje dlugie wlosy.
-Ja chce tylko zeby on nie cierpial.-spojrzala smutno w czekoladowe teczowki.-Wiesz jak to boli czuc ta jego tesknote,nostalgie, wrogosc do samego siebie...On o jej odejscie wini siebie a nie mojego zjebanego wujka.-ostatnie zdanie warknela z jadem przypominajac sobie zwariowanego naukowca.
-Trzeba zabrac go na impreze i znalezc jakas inna laske.-stwierdzil entuzjastycznie na co ona prychnela smiechem.
-A ty go w ogole sluchales?-schylila sie nad nim przegarniajac wlosy na jedna strone.-My zakochujemy sie tylko raz.-szepnela wpijajac sie w jego usta.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niedlugo wydazy sie cos co moze zmienic calkowicie cala sytuacje...Mam nadzieje ze sie na mnie nie zezloscicie.
-Patrys
-Jasne ze mam racje!-krzyknela z dolu.Pokrecil glowa rozbawiony jej zachowaniem i spojrzal w strone drzwi.Wstal energicznie i znow zbiegl na dol.
-Masz moze ochote na maly meczyk?-skinal glowa na konsole.
-Zawsze.-zasmial sie Bieber.Gonzales wywrocila oczami schodzac z kolan swojego chlopaka i siegnela do szafy po trzy wielke poduchy wypelnione tymi kuleczkami steropianowymi.Ulozyla je przed telewizorem, w normalnej odleglosci, i sama sie rzucila na jedna.Justin przesunal swoje siedzenia za blondynke i siadajac na nim przyciagnal cialo dziewczyny do swojego torsu, kladac joystick na jej brzuchu.To bylo zabawne popoludnie, pelne smiechu i zabawy.Mimo to mysli Lea wciaz krazyly w okol nazeczonej Jace'a.
°Przestan.°
Poslal jej srogie spojrzenie ktore zauwazyl tez Justin.Nawet jesli ten drogi nie czytal w myslach doskonale wiedzial o co im chodzi.
-Daj spokoj skarbie...-szepnal jej do ucha.-Niech sam nad tym pomysli.-pocalowal jej szyje i wrocil do gry.
Kasira wciaz siedziala przwiazana do tego worka treningowego a Caleb przynosil jej tylko wode i cos do jedzenia.To chore,zdawal sobie z tego doskonale sprawe. Ryan chcac wziac swoja rekawice baseballowa natknal sie na dziewczyne.Zasmial sie krecac glowa.
-Czyli moj kolega postanowil zastosowac staromodne metody.-zasmial sie siegajac po kij i pilke.-Szczerze to ci powiem ze myslalem iz strzeli ci kulke i zakopie gdzies w lesie.-pokrecil glowa patrzac z gory na dziewczyne.
-Prosze...Wypusc mnie.-szepnela blagalnie a w jej oczach stanely lzy.
-Zartujesz sobie.-zasmial sie ponownie zakladajac kaptur na glowe.-Ja bym zafundowal ci o wiele wieksze cierpienie.-zlapal w reke jej twarz sciskajac mocniej policzki.Jeknela z bolu.-Sluchaj zastanawia mnie jedno...Po chuja znow poszlas do tego burdelu?-patrzyl na nia wyczekujaco.Ta sposcila wzrok krecac prawie niedostrzegalnie glowa.-Jestes zalosna.Moglas miec wszystko czego bys chciala przy Gonzales'ie.A ty jak ta prawdziwa dziwka wrocilas do tego lowelasa.-westchnal z rozbawieniem.-Doskonale wiem ze od dawna pracujesz dla Monrow.Znam jego i te jego kurwy.-zmusil ja zeby spojrzala w jego oczy.-W tym momencie wystawilas sie na morderstwo w pierwszej linii a ten twoj kutas doskonale o tym wie.-syknal na odchodne odrzucajac jej glowe ktora ciagle trzymal.Po jego wyjsciu dziewczyna wybuchla placzem.Jej szloch byl tak donosny ze slychac go bylo w prawie calym domu. Samantha razem z Alison doskonale wiedzialy co to jednak nie zeszly na dol.Po prostu wolaly sie nie mieszac. Siedzialy w jednym pokoju uczac sie do egzaminu.
-Myslisz ze Lea wroci?-zapytala Sam bawiac sie swoim dlugopisem.
-Wiem ze Max strasznie cierpi...Rozumiem go bo mi tez jej brakuje jednak chyba nigdy nasz kontakt nie bedzie taki jak wczesniej.
-Masz racje...-wstchnela lekko zawiedziona.Miala nadzieje ze Ali pocieszy ja zapewniajac powrot blondynki.
Lea ubrala swoj ciemny zakiet a do reki wziela kluczyki do samochodu.Jace nie bylo w domu poniewaz postanowil przyjac zaproszenie Justina na ogladanie kolejnego treningu Barcelony.Bylo to na reke dziewczynie poniewaz jej przyjaciel nie mogl odczytac jej zamiarow.Byla swiadomo jednak faktu ze gdy wroci on odkryje wszystkie jej plany. Miala dlatego zamiar tej nocy spac w hotelu.
-Lea!-wykrzyknal wysoki mezczyzna z usmiechem na ustach.-Jak dawno cie nie widzialem.-przwyital sie specyficznym usciskiem kiedy dziewczyna podeszla blizej.
-W ogole sie nie zmieniles Marcus.-zasmiala sie klepiac go po ramieniu i bez zadnego skrepowania weszla do biura.
-Ty wrecz przeciwnie.-zmierzyl ja wzrokiem kiedy usiadla na jego wielkim wygodnym fotelu.Marcus Sandiego,prwyatny detektyw,prawnik i czlowiek Young Fastest.Lea miala z nim kontakt najczesciej w Austrii kiedy pracowali razem nas sprawa Monestiego. -Jednak...Olsniewajaca jak zawsze.
-Wydoroslalam.-wzruszyla ramionami.
-A coz spowodowalo ta zmiane?-usiadl wygodnie na sofie stojacej po prawej stronie drzwi.
-Chlopak.-dodala ciagle patrzac wladczym i pewnym siebie wzrokiem. Nie usmiechnela sie na wspomnienie swojego ukochanego mimo ze w jej brzuchu obudzily sie te pieprzone motylki.
-Nasza Lea sie zakochala.-unisol zdziwiony brwi.-Wspolczuje temu biedakowi.-zasmial sie widzac ze wkurzy tym swoja ulubienice.
-Nie przeginaj.-zwrozyla oczy a na jej usta wkradl sie ten lobuzerski usmieszek.-Mniejsza o to...-machnela reka lapiac za zaglowek.-Nie przyszlam tu na pogaduchy.
-Jasne...-westchnal brunet.-Przeciez ty nigdy nie przyjdziesz bezinteresownie.-marknal siadajac przy biurku na krzesle dla goscia.
-Potrzebuje zebys namierzyl niejaka Clary Flay.-oparla lokcie o drewniane biurko.
-Wiecej informacji,prosze.-siegnal po swoj pokaznie gruby notes i otworzyl na czystej stronie.
-Jest to byla nazeczona mojego kolegi...Jace Wayland. Nic za bardzo o niej nie wiem...Kiedys miaszkala w Waszyngtonie.
-Bedzie ciezko.-spojrzal na nia powaznie.
-Proszeeeee cieeeee Marcus.-jeknela niczym mala dziewczynka.-Zrob to dla mnie.-poslala mu slodkie spojrzenie na ktore zawsze wymiekal.
-Zobacze co da sie zrobic.-westchnal.-W zamian za to chce widywac cie czesciej.-pogrozil jej palcem kiedy juz sie zegnali.
-Masz to jak w banku.-podskoczyla podekscytowana calujac go w policzek.-Do zobaczenia jutro!-krzyknela znikajac w korytarzu prowadzacym do windy.
Siedziala na parapecie popijajac, zimna juz ,herbate. Rozmyaslala ze moze popelnila blad wpierdzielajac sie w zycie Jace'a.Z drogiej jednak strony bedzie mial gotowe namiary na swoja ukochana a decyzje podejmie juz sam.Usmiechnela sie pod nosem biorac kolejny wolny lyk.Jej telefon zaczal wibrowac na lozku wiec spojrzala w tamta strone. Nie odebralaby gdyby nie wyswietlilo sie na ekranie zdjecie Justin'a.
-Tak,kochanie?-na jej ustach ciagle wymalowana byla ta satysfakcja.
-Skarbie gdzie jestes?-zapytal zaniepokojny nawet sie nie witajac.-Siedzimy z Jace'm w salonie a ciebie nie ma.
-Powiedz mu ze dzis nie wroce na noc.Jutro moze tez nie...-polozyla sie na plecy owijajac na palec swoje wlosy.
-Nie masz zamiaru znow zniknac,prawda?-zapytal zdenerwowany co lekko rozbawilo Lea.
-Nieee...-pokrecila glowa mimo ze wiedziala iz tego jej rozmowca nie widzi .-Chcesz to zawsze mozesz do mnie zajerzec.-jej usmiech zmienil sie w ten bardziej sexowny ktoremu Justin nie moglby sie oprzec.-Nie mow mu ze wiesz gdzie jestem.Hotel to ten obok starej fabryki czekolady.Masz 15 minut jesli cie tu nie zobacze za ten czas to sie obraze.-zachichotala rozlaczajac rozmowe.Wyrzucila rece nad glowe usmiechajac sie blogo.Doslownie po 10 minutach uslyszla pukanie do drzwi wiec wstala poprawiajac swoja koszulke.Otworzyla drzwi opirajac ponetnie swoje biodro o framuge.
-Przepraszam ale w recepcji czeka na pania niejaki Justin Bieber ktory upiera sie ze pania zna.-mowi lokaj a ja mam ochote wywrocic oczami.
-Nie mogl przyjac od razu z toba?-prychnela popychajac lokaja i zatrzasnela za soba drzwi.Lypnela wrogo na mlodego mezczyzne i powedrowala korytarzem w strone windy.-Co za bezczelnosc!-krzyknela wyrzucajac rece w powietrze.-Witaj kochanie.-wpila sie w usta Justin'a usmiechajac sie pewnie.Wszyscy byli zszokowani jej zachowaniem.-Nie place za to by tak traktowac mojego chlopaka.-prychnela w strone recepcjonistow ktorzy pokiwali energicznie glowa.
-Wiecej sie to nie powtorzy.-powiedzial starszy mezczyzna w bialym garniturze.
-Moja bad girl.-Justin objal ja za biodra prowadzac do windy.
-A co jesli zajrzalybysmy przynajmniej na chwile do Kasiry?-zapytala Ali.Samantha spojrzala na nia niepewnie i z lekkim niedowierzaniem.-No co? To w koncu tez dziewczyna.Na pewno Caleb nie zapewnil jej nawet wody!-wyrzucila rece w powierze.
-Nie krzycz.-Sam przystawila palec do ust blondynki i rozejrzala sie po salonie.-Dobra,pojdziemy do niej ale ani mi sie waz jej uwalniac.-warknela sfrustrowana.Alison jeczala o tej dziwce juz od dobrych dwoch gdzin przez co Samantha nie mogla sie w ogole skupic nawet na najprostrzych rzeczach.
-Aaa!!-pisnela podekscytowana.
-Alison!-Sam wywrocila oczami i zostala pociagnieta w strone drzwi frontowych.Rozgladajac sie na wszystkie strony w ewentualnym upewnieniu sie ze nikt ich nie widzi, zakradly sie do garazu kiedy Kasira najmniej sie tego spodziewala.Spojrzala na nie zszokowana usmiechajac sie nie pewnie.-Nie licz na duzo...-warknela brunetka zakladajac rece na piersach.Spojrzala na prostytutke z wyzszoscia i zniesmaczeniem.
-Jak sie czujesz?-droga z przyjaciolek ukucnela przy Ksirze usmiechajac sie spokojnie.Zignorowala kompletnie dasy kolezanki wywracajac jedynie na nia oczami.
-Fatalnie...Wszystko mnie boli,jestem cala zdretwiala i pic mi sie chce.-sprobowala sie poprawic jednak kajdanki uniemozliwialy jakikolwiek ruch.
-Sam podaj wode...
-Wez spieprzaj...-prychnela odchylajac glowe do tylu.-Wystarczy ze tu przyszlam a reszta sama sie zajmij.-dodala podirytowana.Nie mogla zrozumiec co kierowalo blondynka ze nagle stala sie taka dobroduszna.Dziewczyna kucajaca przed Kasira poslala jej przepraszajace spojrzenie na co ta tylko pokrecila glowa.
-To przeciez nie twoja wina.-szepnela a samotna lza splynela jej po policzku.Ali od razu wstala by podac jej cos do picia.Samantha przygladala sie tej sytuacji z lekkim obrzydzeniem chociaz sama nie wiedziala dlaczego.
-Wiesz co...Lea miala racje.-fuknela zmierzajac do drzwi.-Lepiej zastanow sie po czyjej stronie jestes.-dodala zatrzaskujac za soba drzwi.
-Ciesze sie ze tu jestes...-Gonzales szepnela bawiac sie palcami splecionymi z tymi swojego chlopaka.Lezeli wlasnie na lozku w wynajetym pokoju cieszac sie swoja obecnoscia. Chlopak trzymal jedna reke pod swoim karkiem a na drogiej lezala glowa dziewczyny.
°Tak cholernie za toba tesknilem...°
-Ja za toba tez.-odwrocila sie wygodniej tak ze teraz jej glowa spoczywala na jego ramieniu.
°Powiesz mi czemu nie chcesz nocowac u Jace'a?°
Spojrzal na nia z gory a ta zamknela na chwile oczy, nie mogac zniesc intensywnego spojrzenia swojego ukochanego.Po prostu nie moglaby nic powiedziec.
-Widze ze nie chcesz sie przemeczac otwierajac buzie.-zachichotala.
°Przyznaje ze to strasznie wygodne.°
Wyszczerzyl sie do niej tak mocno ze az jego powieki prawie sie zamknely. Ta tylko wywrocila oczami.
-Sprawiasz ze czuje sie jak kosmitka.
-Przepraszam...-szepnal do jej ucha obejmujac mocno.
-Bylam prosic kolege o przysluge.-wzruszyla ramionami.-Chce pomoc mojemu nowemu przyjacielowi odnlezc swoja nazeczona.-szepnela lekko zawstydzona.
-Nie sadzisz ze to lekkie wpieprzanie sie w jego zycie?-zasugerowal powanznie.Blondynka,ociezale, podniosla sie do pozycji siedzacej.Zgiela jedna noge w kolanie opierajac na niej lokiec i wplotla dlon w swoje dlugie wlosy.
-Ja chce tylko zeby on nie cierpial.-spojrzala smutno w czekoladowe teczowki.-Wiesz jak to boli czuc ta jego tesknote,nostalgie, wrogosc do samego siebie...On o jej odejscie wini siebie a nie mojego zjebanego wujka.-ostatnie zdanie warknela z jadem przypominajac sobie zwariowanego naukowca.
-Trzeba zabrac go na impreze i znalezc jakas inna laske.-stwierdzil entuzjastycznie na co ona prychnela smiechem.
-A ty go w ogole sluchales?-schylila sie nad nim przegarniajac wlosy na jedna strone.-My zakochujemy sie tylko raz.-szepnela wpijajac sie w jego usta.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niedlugo wydazy sie cos co moze zmienic calkowicie cala sytuacje...Mam nadzieje ze sie na mnie nie zezloscicie.
-Patrys
niedziela, 2 marca 2014
#53
-Gdzie byles?-Caleb zapytal od razu gdy zobaczyl jak Bieber wchodzi do jego domu z lekkim usmiechem na ustach.-Odpowiesz mi gdzie kurwa zniknales?!
-Na...Na spotkaniu.-ten wzruszyl bezradnie ramionami jakby to nie bylo nic waznego.Zdjal swoja kurtke rzucajac ja na szafke i usiadl na sofie w salonie.
-Na spotkaniuuuu,taak?-Gonzales przeciagnal z usmiechem stajac z zalozonymi rekoma nad pilkarzem.-Ciekawe ciekawe...
-Odpierdol sie stary...-Justin zasmial sie wywracajac oczami.
-Wiec co u mojej siostrzyczki?-rzucil sie obok szatyna na wygone siedzenie i oparl nogi o stolik.
-Dobrze...Wydaje sie jednak troche rozdarta.-zmarszczyl brwi pocierajac twarz dlonmi.Domyslil sie ze jego dziewczyna nie chce aby ktokolwiek inny wiedzial o jej problemach.
-Rozumiem ze nie powiesz o co chodzi.
-Ja nie wiem o co chodzi.-spojrzal na niego sceptycznie wstajac z sofy.-Mam ochote na mecz....Moze powinienem wreszcie pojawic sie na treningu.-pobiegl do pokoju ,szybko wyciagnal swoja torbe i wrocil do drzwi wyjsciowych.-Siema!-na jego ustach bez przerwy tkwil ten lobuzerski usmieszek. Mimo iz wiedzial ze trener bedzie w furii ze nie pojawil sie na boisku od dluzszego czasu to mial to gdzies.Parkujac swoja zabawke na wynajetym miejscu zalozyl ciemne okulary i zablokowal kluczykiem drzwi.
-No ja chyba nie wierze!-krzyknal mezczyzna w dresie z gwizdkiem na szyi.-Bieber raczyl sie pojawic!!-udal uklon na co chlopak wywrocil oczami.Rzucil sportowa torbe na lawke i usadl na wolnym miejscu patrzac zawistnie na kazdego z graczy.-Mozna przynajmniej wiedziec dlaczego kurwa nie bylo cie przez prawie miesiac?!-trener stanal na przeciwko niego zakladajac rece na klacie.
-Mialem problemy...-Justin spojrzal w bok pocierajac dlonie.
-Jak kazdy...Jednak zaden z nas nie pierdoli sie jak panienka i nie znika bez powiadomienia.-syknal zly.
-Moge nie grac jak panu cos przeszkadza.-Biebs byl naprawde pewny siebie.Stanal zaciskajac piesci oraz szczeke.
-Za duzo za ciebie dali zebym teraz pozwolil ci odejsc.
Zastanawialo ja jedno...Czemu Justin sie tak zmienil przez ten czas? Przybylo mu tatuazy, zmienil fryzure, przypakowal jeszcze bardziej. Nie zeby wczesniej nie mial miesni...Siedziala tak na sofie niby ogladajac telewizje z Jace'm kiedy jednak jej mysli byly gdzie indziej.Chlopak doskonale wiedzial co chodzi jej po glowie ale mimo to udawal ze wszystko jest normalnie.Tak jak go prosila.
°Ma zamiar jechac na trening...°
Pomyslala patrzac w oczy blondyna.
°To tez jedz...Na pewno bedzie to dla niego dobre w momencie kiedy jego druzyna bedzie wsciekla za jego nieobecnosc.°
°Ktora jest z mojej winy...°
Jeknela zakrywajac twarz dlonmi.Mialam ochote cos rozwalic.Czula jak poziom zlosci wzrastal diametralnie jednak nie otworzyla zaciskajacych sie oczu.
°Heejjj...°
Przytulil ja do siebie opiekunczo glaszczac jej plecy.Czul sie jak jej starszy brat mimo ze znal ja tak krotko.
°Chcesz to pojade z toba.°
Zaproponowal ochoczo.Kochal pilke nozna jednak sam nie mogl grac.
°Jesli bys mogl to dla mnie zrobic.°
Wzruszyla ramionami usmiechajac sie nie pewnie.
°Jasne ze moglbym.°
Oboje pobiegli aby sie przebrac.Po okolo 40 minutach dojechali na miejsce czerwonym Ferrari Jace'a.Bosh! Ile ten chlopak mial samochodow...Blodnynka byla nie pewna co do tego pomyslu.
-Wrocmy do domu...-jeknela lapiac sie przedramienia przyjaciela.-Ja nie dam rady.
-Nie odbirzesz mi przyjamnosci ogladania treningu samej Barcelony.-wyrzucil rece w powietrze patrzac na nia lekko zirytowany. To tak jakby odbierano malemu dziecku smoczek.-Pomysl o nim.Jak sie ucieszy.
-Jasne...-zalozyla jeden kosmyk swoich dlugich wlosow za ucho sposzczajac wzrok na swoje szpilki.
-No a moze nie?-zapytal retorycznie.-Widzialem twoje wspomnienia.-dodal jakby ofensywnie.
-Daruj sobie...-syknela w jego strone mrozac oczy.Poszla przed siebie skrecajac na schody prowadzace do trybun. Usiadla na swoim standardowym miejscu patrzac na grupe rozgrzewajacych sie chlopakow. Justin stal do niej tylem wiec nie mogl jej zauwazyc.Po chwili obok niej usiadl blondyn wyciagajac nogi tak jak ona, na oparciu siedzenia przed soba.
Ogladali caly mecz bez zadnego slowa Jace byl wrecz zachwycony a w glowie Lea byl chaos.
-Przestan myslec bo mnie rozpraszasz.-zasmial sie lekko czego ona nie odwzajemnila.
-Ta...-wywrocila oczami znow powracajac wzrokiem na swojego chlopaka ktory nie byl swiadomy jego obecnosci.Gdy Justin strzelal ostatniego gola przebiegl przez polowe boiska rzucajac sie na kolana.Wygladalo to zabawnie a na ustach jego dziewczyny pojawil sie usmiech.''Jak dziecko...''.Pokrecila rozbawiona glowa wstajac.Zlapala swoje zgiete lokcie i patrzyla jak skacza na siebie z innymi chlopakami z druzyny. W jednym momencie jego wzrok spotkal jej blogie spojrzenie i momentalnie zatrzymal sie w miejscu.
°Kochanie...°
Pomyslal co ona doskonale slyszala.Jednak jego wzrok wyladowal po chwili na siedzacym blondynie obok swojej dziewczyny.Zaniepokoilo go to lekko a ona wywrocila oczami.
-Mezczyzni...
-To nie nasza wina ze gdy sie zakochujemy jestescie dla nas najwazniejsze.-jej przyjaciel powiedzial na polsmiechu, kiedy ona przechodzila miedzy siedzeniami w strone boiska. Czula na sobie intensywne spojrzenie Bieber'a ale i nie tylko.Cala druzyna wlepiala w nia swoje galy.W momencie kiedy miala stawiac juz swoja noge na murawie zostala zlapana nieoczekiwanie w pasie przez duze dlonie Justina.Zachichotala skaczac mu na race w sposob ze jej nogi oplataly jego pas.Wpila sie w jego usta przechylajac glowe w lewo by pozycja byla wygodniejsza. Za plecami pilkarza slychac bilo gwizdy i wycie chlopakow na co usmiechnal sie przez pocalunek.
-Nie moge uwierzyc ze bylas tu przez caly czas a ja jak ten dupek cie nie zauwazylem.-szepnal jej do ucha przygryzajac potem jego platek.
-Tesknilam...-szepnela calujac jego szczeke.
-Bieber! Na boisko! Juz i tak dosc czasu stracilem przez ciebie!-wydarl sie trener podchodzac do niego blizej.Miesnie dziewczyny spiely sie lekko posylajac wkurzone spojrzenie w strone mezczyzny.
-Spokojnie,dam rade.-postawil ja na ziemi calujac ostatni raz ja w czolo.
-Kocham cie.-szepnela gdy juz odchodzil myslac ze tego nie uslyszy.
-Ja ciebie tez, mala.-odwrocil sie z lobuzerskim usmiechem nie przerywajac swojego marszu.Poscil jej oczko a potem pobiegl do chlopakow.
-Justin to Jace, moj przyjaciel. Jace to Justin, moj chlopak.-przedstawila sobie chlopakow kiedy stali juz na parkingu.Bieber obejmowal ramieniem w talii swoja ukochana a na przeciwko stal wysoki blondyn.Uscisneli sobie dlonie patrzac pogodnie.
-Ty musisz byc tym wspanialym ,idealnym ciachem.-zasmial sie patrzac na swoja nowa przyjaciolke ktora poslala mu zszokowane spojrzenie.
°Jak mogles dupku!!°
Wytrzeszczyla na niego oczy a potem przeniosla je na JB ktory patrzyl na nia lobuzersko.Schowala zawstydzona twarz w zaglebieniu jego obojczukow zakrywajac twarz wlosami.Lea sie rumieni?! Czekajcie,czekajcie to trzeba zapisac w kalendarzu.
-Ehm...-Justin zasmial sie razem z Jace'm.-Moze wpadniesz do nas?-zapytal ten drugi.
-Do nas?-miesnie pilkarza spiely sie w jednym momencie.Byl przekonany ze Lea uciekla gdzies SAMA!
-Kochanie ja ci musze wytlumaczyc pare spraw.-czytala jego mysli w kazdej sekundzie.Widziala jego zlosc,zazdorsc i niepewnosc.-Ale w bardziej spokojniejszym miejscu.-rozejrzala sie widzac maaase ludzi.-Jace,jade z Justin'em.-zerknela na chlopaka grzebiacego cos w swoim Iphone.
-Jasne...Jedzcie za mna.-usmiechnal sie nawet nie odrywajac oczu od ekranu.Odwrocil sie napiecie wskakujac do auta.
-Nie zlosc sie.-pocalowala jego szczeke.-Wszystko ci wyjasnie.-usmiechnela sie patrzac na jego twarz.Zerknal na nia i przyjaciagnal lekko do siebie.
-Ja po prostu...
-Zdziwil cie fakt kiedy zobaczyles mnie z chlopakiem ktorego nie znasz...Wiem,wiem.-pociagnela go za dlon w strone jego samochodu.
-Nic was nie laczy prawda?-zatrzymal sie w polowie drogi zatrzymujac rowniez jej cialo.Zechichotala pod nosem odwrcajac sie do niego.
-Zwariowales?-pokrecila glowa.
-Tak.-przysunal sie blizej.-Na twoim punkcie.-zlozyl na jej ustach delikatny i czuly pocalunek.
Po tym jak dwojka przyjaciol wytlumaczyla szatynowi ostatnie zmiany ten z niedowierzaniem siedzial bez ruchu na sofie.Patrzyl na swoja dziewczyne ktora siedziala na stoliku przed nim wpatrujac sie w niego niepewnie.Bala sie jego reakcji.Jednak doskonale czytala jego mysli z czym Justin czul sie lekko skrepowany.
-Kochanie...-przyciagnal ja do siebie sadzajac sobie jej cialo na swoich kolanach.-Musi byc ci ciezko...-wtulil ja w siebie glaszczac po plecach.Takiej reakcji nie przewidzieli.Ani Lea ani Jace.
-Nie jestes zly?-zapytala niesmialo.
-Ja cie kocham mimo wszystko...-szepnal jej do ucha, na co blondyn usmiechnal sie pod nosem.Wspominal chwile z swoja nazeczona kiedy jeszcze byli razem i zdal sobie sprawe ze to byl inny rodzaj zwiazku niz ten Lea i Jusa. Ich byl bardziej brutalny i odwazny.
-Naprawde nie chce czytac twoich przygod lozkowych,Jace.-warknela w strone chlopaka z lekkim rozbawieniem.Ten uniosl lekko rece w gescie obronnym usmiechajac sie slodko.
-To akurat nie moja wina ze czytasz moje mysli.-zasmial sie a ona razem z nim wywracajac przy okazji oczami.
-Czytli tak...Ty.-wskazal na chlopaka.-Czytasz tylko w myslach Lea?-zapytal jednak brzmialo to bardziej jak stwierdzenie.-A ty.-przeniosl wzrok na swoja dziewczyne.-W myslach wszystkich?
-No tak jakby.-patrzyla na wszystko byle nie w oczy szatyna.Bala sie jego spojrzenia, tego ze moze ja osadzac lub tego ze odejdzie przez jej odmiennosc.
°Spokojnie na pewno tego nie zrobi.On cie do cholery kocha!°
Jace probowal ja pocieszyc nie chcac narazac sie Justin'owi.
-Czyli w moich tez czytasz?-pilkarz zapytl szeptem lekko speszony.Skinela kilka razy glowa usmiechajac sie niesmialo.-A skoro ty czytasz w moich a on w twoich to...-nie musial konczyc bo doskonale wiedzieli co mial na mysli.
-Justin prosze cie.-zmarszczyla brwi robiac z ust grymas.-To nic nie zmieni, bedziemy udawac ze niczego nie wiemy.-mowila spanikowana.
-Dlatego zniknelas?-posadzil ja obok siebie wstajac,reka przeczesal wlosy i ciagle chodzil w ta i z powrotem.-Balas sie ze cie zostawie?!-to zabrzmialo jak wyrzut.-Zwadpilas...-spojrzal w jej zalzwaione oczy z niedowierzaniem.Byl pewny ze jest swiadoma jego uczuc.-Naprawde uwazasz ze jestem takim chujem?
-A co mialam pomyslec?!-wyrzucila rece w powietrze stajac przed nim.-Skad mialam wiedziec ze dla ciebie to nie ma znaczenia czym jestem?! Wiesz jak mi bylo ciezko z tym...Z tym cholerstwem juz wczesniej!-po jej policzkach zaczely splywac lzy.-Bylam pewna ze nie chcesz wiecej dziewczyny potwora! Maszyny do zabijania! Justin ty masz przed soba kariere, masz rodzine, mozesz byc szczesliwy!!-czula jak jej emocje siegaja zenitu.Miala ochote znow zamknac sie w sobie.Nie wyobrazala sobie zeby go stracic.Nie mogl jej zostawic.-Mozesz miec kazda! Popatrz na siebie. Idealny mlody pilkarz o sercu jak ze zlota. A ja? Chora psychicznie gangsterka z The Fastest. Myslisz ze moge byc spokojna o swoja przyszlosc?-patrzyla na niego z bolem.
-Zakochujemy sie tylko raz.-wlaczyl sie Jace.-Nie zmieniamy uczuc nawet po smierci danej osoby.W momencie kiedy nasze uczucia znajda wlasciwa osobe nie ma odwrotu.-szepnal smutno jednak na tyle glosno zeby moc go uslyszec.-U nas nie ma zauroczen, jakis dennych historyjek. U nas jest milosc.
-Ja...-Justin patrzyl oszokomiony na cialo blondynki przed soba nie wiedzac co zrobic.Ona poczula kolejna slona porcje lez naplywajaca do jej oczu.Przymknela lekko powieki daja im tym upust.Ta chwila byla jak wiecznosc...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ojejjjjj cieszycie sie ze oni sie pogodzili?? Jednak ta koncowka taka smutna :c
Jak myslicie co powie Justin? Zostawi ja? A moze jednak beda nierozlaczni? A co z Jace'm i jego nazeczona? Co z Kasira?
Mam nadzieje ze rozdzial sie podobal :D
-Patrys
-Na...Na spotkaniu.-ten wzruszyl bezradnie ramionami jakby to nie bylo nic waznego.Zdjal swoja kurtke rzucajac ja na szafke i usiadl na sofie w salonie.
-Na spotkaniuuuu,taak?-Gonzales przeciagnal z usmiechem stajac z zalozonymi rekoma nad pilkarzem.-Ciekawe ciekawe...
-Odpierdol sie stary...-Justin zasmial sie wywracajac oczami.
-Wiec co u mojej siostrzyczki?-rzucil sie obok szatyna na wygone siedzenie i oparl nogi o stolik.
-Dobrze...Wydaje sie jednak troche rozdarta.-zmarszczyl brwi pocierajac twarz dlonmi.Domyslil sie ze jego dziewczyna nie chce aby ktokolwiek inny wiedzial o jej problemach.
-Rozumiem ze nie powiesz o co chodzi.
-Ja nie wiem o co chodzi.-spojrzal na niego sceptycznie wstajac z sofy.-Mam ochote na mecz....Moze powinienem wreszcie pojawic sie na treningu.-pobiegl do pokoju ,szybko wyciagnal swoja torbe i wrocil do drzwi wyjsciowych.-Siema!-na jego ustach bez przerwy tkwil ten lobuzerski usmieszek. Mimo iz wiedzial ze trener bedzie w furii ze nie pojawil sie na boisku od dluzszego czasu to mial to gdzies.Parkujac swoja zabawke na wynajetym miejscu zalozyl ciemne okulary i zablokowal kluczykiem drzwi.
-No ja chyba nie wierze!-krzyknal mezczyzna w dresie z gwizdkiem na szyi.-Bieber raczyl sie pojawic!!-udal uklon na co chlopak wywrocil oczami.Rzucil sportowa torbe na lawke i usadl na wolnym miejscu patrzac zawistnie na kazdego z graczy.-Mozna przynajmniej wiedziec dlaczego kurwa nie bylo cie przez prawie miesiac?!-trener stanal na przeciwko niego zakladajac rece na klacie.
-Mialem problemy...-Justin spojrzal w bok pocierajac dlonie.
-Jak kazdy...Jednak zaden z nas nie pierdoli sie jak panienka i nie znika bez powiadomienia.-syknal zly.
-Moge nie grac jak panu cos przeszkadza.-Biebs byl naprawde pewny siebie.Stanal zaciskajac piesci oraz szczeke.
-Za duzo za ciebie dali zebym teraz pozwolil ci odejsc.
Zastanawialo ja jedno...Czemu Justin sie tak zmienil przez ten czas? Przybylo mu tatuazy, zmienil fryzure, przypakowal jeszcze bardziej. Nie zeby wczesniej nie mial miesni...Siedziala tak na sofie niby ogladajac telewizje z Jace'm kiedy jednak jej mysli byly gdzie indziej.Chlopak doskonale wiedzial co chodzi jej po glowie ale mimo to udawal ze wszystko jest normalnie.Tak jak go prosila.
°Ma zamiar jechac na trening...°
Pomyslala patrzac w oczy blondyna.
°To tez jedz...Na pewno bedzie to dla niego dobre w momencie kiedy jego druzyna bedzie wsciekla za jego nieobecnosc.°
°Ktora jest z mojej winy...°
Jeknela zakrywajac twarz dlonmi.Mialam ochote cos rozwalic.Czula jak poziom zlosci wzrastal diametralnie jednak nie otworzyla zaciskajacych sie oczu.
°Heejjj...°
Przytulil ja do siebie opiekunczo glaszczac jej plecy.Czul sie jak jej starszy brat mimo ze znal ja tak krotko.
°Chcesz to pojade z toba.°
Zaproponowal ochoczo.Kochal pilke nozna jednak sam nie mogl grac.
°Jesli bys mogl to dla mnie zrobic.°
Wzruszyla ramionami usmiechajac sie nie pewnie.
°Jasne ze moglbym.°
Oboje pobiegli aby sie przebrac.Po okolo 40 minutach dojechali na miejsce czerwonym Ferrari Jace'a.Bosh! Ile ten chlopak mial samochodow...Blodnynka byla nie pewna co do tego pomyslu.
-Wrocmy do domu...-jeknela lapiac sie przedramienia przyjaciela.-Ja nie dam rady.
-Nie odbirzesz mi przyjamnosci ogladania treningu samej Barcelony.-wyrzucil rece w powietrze patrzac na nia lekko zirytowany. To tak jakby odbierano malemu dziecku smoczek.-Pomysl o nim.Jak sie ucieszy.
-Jasne...-zalozyla jeden kosmyk swoich dlugich wlosow za ucho sposzczajac wzrok na swoje szpilki.
-No a moze nie?-zapytal retorycznie.-Widzialem twoje wspomnienia.-dodal jakby ofensywnie.
-Daruj sobie...-syknela w jego strone mrozac oczy.Poszla przed siebie skrecajac na schody prowadzace do trybun. Usiadla na swoim standardowym miejscu patrzac na grupe rozgrzewajacych sie chlopakow. Justin stal do niej tylem wiec nie mogl jej zauwazyc.Po chwili obok niej usiadl blondyn wyciagajac nogi tak jak ona, na oparciu siedzenia przed soba.
Ogladali caly mecz bez zadnego slowa Jace byl wrecz zachwycony a w glowie Lea byl chaos.
-Przestan myslec bo mnie rozpraszasz.-zasmial sie lekko czego ona nie odwzajemnila.
-Ta...-wywrocila oczami znow powracajac wzrokiem na swojego chlopaka ktory nie byl swiadomy jego obecnosci.Gdy Justin strzelal ostatniego gola przebiegl przez polowe boiska rzucajac sie na kolana.Wygladalo to zabawnie a na ustach jego dziewczyny pojawil sie usmiech.''Jak dziecko...''.Pokrecila rozbawiona glowa wstajac.Zlapala swoje zgiete lokcie i patrzyla jak skacza na siebie z innymi chlopakami z druzyny. W jednym momencie jego wzrok spotkal jej blogie spojrzenie i momentalnie zatrzymal sie w miejscu.
°Kochanie...°
Pomyslal co ona doskonale slyszala.Jednak jego wzrok wyladowal po chwili na siedzacym blondynie obok swojej dziewczyny.Zaniepokoilo go to lekko a ona wywrocila oczami.
-Mezczyzni...
-To nie nasza wina ze gdy sie zakochujemy jestescie dla nas najwazniejsze.-jej przyjaciel powiedzial na polsmiechu, kiedy ona przechodzila miedzy siedzeniami w strone boiska. Czula na sobie intensywne spojrzenie Bieber'a ale i nie tylko.Cala druzyna wlepiala w nia swoje galy.W momencie kiedy miala stawiac juz swoja noge na murawie zostala zlapana nieoczekiwanie w pasie przez duze dlonie Justina.Zachichotala skaczac mu na race w sposob ze jej nogi oplataly jego pas.Wpila sie w jego usta przechylajac glowe w lewo by pozycja byla wygodniejsza. Za plecami pilkarza slychac bilo gwizdy i wycie chlopakow na co usmiechnal sie przez pocalunek.
-Nie moge uwierzyc ze bylas tu przez caly czas a ja jak ten dupek cie nie zauwazylem.-szepnal jej do ucha przygryzajac potem jego platek.
-Tesknilam...-szepnela calujac jego szczeke.
-Bieber! Na boisko! Juz i tak dosc czasu stracilem przez ciebie!-wydarl sie trener podchodzac do niego blizej.Miesnie dziewczyny spiely sie lekko posylajac wkurzone spojrzenie w strone mezczyzny.
-Spokojnie,dam rade.-postawil ja na ziemi calujac ostatni raz ja w czolo.
-Kocham cie.-szepnela gdy juz odchodzil myslac ze tego nie uslyszy.
-Ja ciebie tez, mala.-odwrocil sie z lobuzerskim usmiechem nie przerywajac swojego marszu.Poscil jej oczko a potem pobiegl do chlopakow.
-Justin to Jace, moj przyjaciel. Jace to Justin, moj chlopak.-przedstawila sobie chlopakow kiedy stali juz na parkingu.Bieber obejmowal ramieniem w talii swoja ukochana a na przeciwko stal wysoki blondyn.Uscisneli sobie dlonie patrzac pogodnie.
-Ty musisz byc tym wspanialym ,idealnym ciachem.-zasmial sie patrzac na swoja nowa przyjaciolke ktora poslala mu zszokowane spojrzenie.
°Jak mogles dupku!!°
Wytrzeszczyla na niego oczy a potem przeniosla je na JB ktory patrzyl na nia lobuzersko.Schowala zawstydzona twarz w zaglebieniu jego obojczukow zakrywajac twarz wlosami.Lea sie rumieni?! Czekajcie,czekajcie to trzeba zapisac w kalendarzu.
-Ehm...-Justin zasmial sie razem z Jace'm.-Moze wpadniesz do nas?-zapytal ten drugi.
-Do nas?-miesnie pilkarza spiely sie w jednym momencie.Byl przekonany ze Lea uciekla gdzies SAMA!
-Kochanie ja ci musze wytlumaczyc pare spraw.-czytala jego mysli w kazdej sekundzie.Widziala jego zlosc,zazdorsc i niepewnosc.-Ale w bardziej spokojniejszym miejscu.-rozejrzala sie widzac maaase ludzi.-Jace,jade z Justin'em.-zerknela na chlopaka grzebiacego cos w swoim Iphone.
-Jasne...Jedzcie za mna.-usmiechnal sie nawet nie odrywajac oczu od ekranu.Odwrocil sie napiecie wskakujac do auta.
-Nie zlosc sie.-pocalowala jego szczeke.-Wszystko ci wyjasnie.-usmiechnela sie patrzac na jego twarz.Zerknal na nia i przyjaciagnal lekko do siebie.
-Ja po prostu...
-Zdziwil cie fakt kiedy zobaczyles mnie z chlopakiem ktorego nie znasz...Wiem,wiem.-pociagnela go za dlon w strone jego samochodu.
-Nic was nie laczy prawda?-zatrzymal sie w polowie drogi zatrzymujac rowniez jej cialo.Zechichotala pod nosem odwrcajac sie do niego.
-Zwariowales?-pokrecila glowa.
-Tak.-przysunal sie blizej.-Na twoim punkcie.-zlozyl na jej ustach delikatny i czuly pocalunek.
Po tym jak dwojka przyjaciol wytlumaczyla szatynowi ostatnie zmiany ten z niedowierzaniem siedzial bez ruchu na sofie.Patrzyl na swoja dziewczyne ktora siedziala na stoliku przed nim wpatrujac sie w niego niepewnie.Bala sie jego reakcji.Jednak doskonale czytala jego mysli z czym Justin czul sie lekko skrepowany.
-Kochanie...-przyciagnal ja do siebie sadzajac sobie jej cialo na swoich kolanach.-Musi byc ci ciezko...-wtulil ja w siebie glaszczac po plecach.Takiej reakcji nie przewidzieli.Ani Lea ani Jace.
-Nie jestes zly?-zapytala niesmialo.
-Ja cie kocham mimo wszystko...-szepnal jej do ucha, na co blondyn usmiechnal sie pod nosem.Wspominal chwile z swoja nazeczona kiedy jeszcze byli razem i zdal sobie sprawe ze to byl inny rodzaj zwiazku niz ten Lea i Jusa. Ich byl bardziej brutalny i odwazny.
-Naprawde nie chce czytac twoich przygod lozkowych,Jace.-warknela w strone chlopaka z lekkim rozbawieniem.Ten uniosl lekko rece w gescie obronnym usmiechajac sie slodko.
-To akurat nie moja wina ze czytasz moje mysli.-zasmial sie a ona razem z nim wywracajac przy okazji oczami.
-Czytli tak...Ty.-wskazal na chlopaka.-Czytasz tylko w myslach Lea?-zapytal jednak brzmialo to bardziej jak stwierdzenie.-A ty.-przeniosl wzrok na swoja dziewczyne.-W myslach wszystkich?
-No tak jakby.-patrzyla na wszystko byle nie w oczy szatyna.Bala sie jego spojrzenia, tego ze moze ja osadzac lub tego ze odejdzie przez jej odmiennosc.
°Spokojnie na pewno tego nie zrobi.On cie do cholery kocha!°
Jace probowal ja pocieszyc nie chcac narazac sie Justin'owi.
-Czyli w moich tez czytasz?-pilkarz zapytl szeptem lekko speszony.Skinela kilka razy glowa usmiechajac sie niesmialo.-A skoro ty czytasz w moich a on w twoich to...-nie musial konczyc bo doskonale wiedzieli co mial na mysli.
-Justin prosze cie.-zmarszczyla brwi robiac z ust grymas.-To nic nie zmieni, bedziemy udawac ze niczego nie wiemy.-mowila spanikowana.
-Dlatego zniknelas?-posadzil ja obok siebie wstajac,reka przeczesal wlosy i ciagle chodzil w ta i z powrotem.-Balas sie ze cie zostawie?!-to zabrzmialo jak wyrzut.-Zwadpilas...-spojrzal w jej zalzwaione oczy z niedowierzaniem.Byl pewny ze jest swiadoma jego uczuc.-Naprawde uwazasz ze jestem takim chujem?
-A co mialam pomyslec?!-wyrzucila rece w powietrze stajac przed nim.-Skad mialam wiedziec ze dla ciebie to nie ma znaczenia czym jestem?! Wiesz jak mi bylo ciezko z tym...Z tym cholerstwem juz wczesniej!-po jej policzkach zaczely splywac lzy.-Bylam pewna ze nie chcesz wiecej dziewczyny potwora! Maszyny do zabijania! Justin ty masz przed soba kariere, masz rodzine, mozesz byc szczesliwy!!-czula jak jej emocje siegaja zenitu.Miala ochote znow zamknac sie w sobie.Nie wyobrazala sobie zeby go stracic.Nie mogl jej zostawic.-Mozesz miec kazda! Popatrz na siebie. Idealny mlody pilkarz o sercu jak ze zlota. A ja? Chora psychicznie gangsterka z The Fastest. Myslisz ze moge byc spokojna o swoja przyszlosc?-patrzyla na niego z bolem.
-Zakochujemy sie tylko raz.-wlaczyl sie Jace.-Nie zmieniamy uczuc nawet po smierci danej osoby.W momencie kiedy nasze uczucia znajda wlasciwa osobe nie ma odwrotu.-szepnal smutno jednak na tyle glosno zeby moc go uslyszec.-U nas nie ma zauroczen, jakis dennych historyjek. U nas jest milosc.
-Ja...-Justin patrzyl oszokomiony na cialo blondynki przed soba nie wiedzac co zrobic.Ona poczula kolejna slona porcje lez naplywajaca do jej oczu.Przymknela lekko powieki daja im tym upust.Ta chwila byla jak wiecznosc...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ojejjjjj cieszycie sie ze oni sie pogodzili?? Jednak ta koncowka taka smutna :c
Jak myslicie co powie Justin? Zostawi ja? A moze jednak beda nierozlaczni? A co z Jace'm i jego nazeczona? Co z Kasira?
Mam nadzieje ze rozdzial sie podobal :D
-Patrys
środa, 19 lutego 2014
#52
-A ty kiedy masz te swoje lekcje?-zapytal Jace wychodzac z lazienki w samych spodenkach i wyciarajac mokre wlosy.
-Jutro.-jeknela niezadowolona bawiac sie swoimi wlosami i czytajac cos w podreczniku od historii.W glowie blondyna natychmiast pojawily sie pytania.-Nie, nie zaprosilam jej tu. Nie, nie pojde ani do Justina ani do Caleba. Nie wiem... Myslalam o parku.-wzruszyla ramionami nadal zawziecie czytajac.
°Jasne...Boski pomysl.Akurat ten twoj chlopak bedzie przechodzil i kurwa na ciebie wpadnie.Madrze to wymyslilas.°
Wywrocil oczami wracajac do lazienki.Lea westchnela ciezko kladac sie na plecy z rekoma szeroko rozlozonymi.
°Masz moze ochote na przejzdzke motoerem?°
Uslyszala pytanie w swojej glowie na co lekko sie usmiechnela. Chciala uciec na chwile od wszystkich swoich problemow. Miala ochote na chwile beztronski...Najlepiej z Justinem.
°Wiem ze ci go nie zastapie i nawet nie probuje ale jednak moze uda mi sie na chwile porwac twoje mysli w inne miejscje,co?°
Zgasil za soba swiatlo i stanal w nogach lozka.Spojrzala na niego podpierajac sie na lokciach.
°Dzieki ze sie starasz.°
Poslala mu wdzieczne spojrzenie.Usmiechnal sie do niej patrzac pustym wzrokiem.Gdy na nia patrzyl przypominaly mu sie chwile z swoja nazeczona. Strasznie za nia tesknil jednak chcial zeby byla szczesliwa dlatego dal jej spokoj skoro wiedzial ze on jej go nie moze zapewnic.
°Poszukaj jej...°
°No i co? I co dalej?°
Prychnal zamykajac na chwile oczy i skierowal sie w strone wyjscia z sypialni.
°Przeciez nie musisz sie z nia spotykac. Mozesz zobaczyc czy wszystko u niej ok...Czy zyje i czy faktycznie jest bez ciebie szczeliwa.°
Maszerowala za nim w swoich dlugich, cieplych zakolanowkach i starej bluzie chlopaka.Odwrocil sie na chwile posylajac jej wymowne spojrzenie.
-No co?-stanela zakladajac rece na biodra.-Moze nie mam racji ze rozwialoby to czesc twoich zmartwien?
-Tak...-odwrocil sie do lodowiki.-I spowodowalo mase nowych.
-Masz ochote na meczyk?-zapytal Ryan swojego przyjaciela ktory wlasnie popijal pomaranczowy sok.Justin nawet nie zorientowal sie z obcecnosci chlopaka.-Eeeej?-pomachal mu przed oczami reka biorac do drogiej szklanke z woda.
-Oh sory nie zauwazylem.-pokrecil glowa jakby chcial wyrzucic swoje mysli.
-Zauwazylem...-usiadl na przeciwko obracajac szklanke w dloniach.-Jestes nieobecny.
-Nie pierdol bez sensu.-schowal twarz w dloniach przecierajac ja kilka razy.-Jestem zmaczony, cholernie za nia tesknie a ona pewnie gdzies sie zajebiscie bawi bezemnie. Moze juz znalazla sobie innego.
-Przeginasz.-Toby warknal. Stal w drzwiach kuchni i przysluchiwal sie rozmowie.-Jestes zwyklym idota.-prychnal podciagajac swoje koszykarskie spodnie.Wszedl glebiej do kuchni i z lodowki wyciagnal napoj energatyzujacy. Z kieszeni wyciagnal skreta i przewrocil go w palcach.-Ona cie kocha.-stwierdzil otwierajac puszke i odstawil ja na blat zeby moc zapalic sobie jointa.-Zakochuje sie tylko raz a ty myslisz ze cie zdradza.- zaciagnal dym.-Jestes zwyklym chujem zeby sugerowac ze moglaby to zrobic.-popil napojem i ponownie wlozyl swoje ulubione cudenko w kacik ust tak zeby jednak mogl mowic.-W ogole to co ty o niej myslisz,co? Ze jest laleczka do wydymania?-wywrocil oczami.
-Stul pysk....-Justin nie podnisl wzroku jednak jego dlonie zacisnely sie w piesci.-Wiem ze sie w niej zabujales i wkurwia cie fakt ze ona jest moja. Myslisz ze jestem przyjebany?-spojrzal wrogo na blondyna.Zarowno Toby jak i Ryan byli zszokowani ze pilkarz odwazyl sie warknac. Zazwyczaj nie chcial wchodzic w parade zadnemu z The Fastest.-Pogodz sie z faktem ze Lea mnie kocha a ja ja.-wstal gwaltownie mierzac z obrzydzeniem swojego ''rywala'' i wyszedl z pomieszczenia.
-Ma racje..-Ryan westchnal cicho.
-Ty to lepiej kurwa zamknij ta morde bo nie bede mial skropulow.-syknal patrzac na drzwi za ktorymi zniknal Bieber. ''Chuj pierdolony...''. Pomyslal zagryzajac szczeke.
-Kasira! Do mnie kurwa dziwko pierdolona!-krzyknal jakis facet w czarnym garniturze od Gucciego i z ciemnym cygaro w reku. Dziewczyna momentalnie znalazla sie obok niego.
-T..Tak?-zapytala nie pewnie.-Panie Monrow ja wiem ze ostatnio mnie w ogole nie bylo ale nadrobie ten czas.
-Wiem ze go nadrobisz.-zlapal ja za gardlo.-Pamietaj ze jestaes tutaj moja dziwka, nie mysl ze mozesz uciec.-syknal w jej ucho. wlozyl cygaro w usta a potem zlapal za posladek dziewczyny.-Slyszalem ze bylas u Gonzales'a.-powiedzial zjezdzajac droga reka w strone jej piersi.Kasira jednak nie czula obrzydzenia. Wrecz przeciwnie.Podniecalo ja wszystko co bylo zwiazane z sex'em. Ona pracowala w burdelu dla przyjanosci, nie dla pieniedzy.
-Bylam...Mam zamiar tam wrocic.
-I czego dowiedzialas sie o jego siostrze?-skinal na nia palcem i skierowal sie do swojego gabinetu. Pobiegla od razu za nim lapiac go za predramie. Byla, mozna tak powiedziec, pupilkiem Monrow.-Wiesz ze chcialbym miec ja u siebie.
-Nie mieszka z nim. Ale widzialam jakie ma zdolnosci.-mowila z przekonaniem kiedy mezczyzna usiadl na swoim, wielkim, skorzanym fotelu. Od razu podeszla do niego i usadowila sie na jego kolanach.-Potrafila torturowac Caleb'a nawet na niego nie patrzac.
-Fascynujace...-oj chyba gosciu nie byl tak przejety jak jego kurwa. Wsunal dlon do jej obcislych spodenek sciskajac mocniej jej posladek.
-Mozeee ma pan ochote na maly numerek.-zlapala za jego krawat przyciagajac go blizej.
-Oddaje sie w twoje rece...-jeknal rozkladajac sie wygodniej na siedzeniu.-A raczej powinienem powiedziec usta.-Na ustach czerwono wlosej pojawil sie lobuzerski usmieszek.Poruszyla sie niespokojnie na jego kolanach czujac duze wyburzenie.Zsunela sie na podloge klekajac przed nim. Odpiela pokazny pasek i rozpiela rozporek. Doskonale wiedziala co robi i nie przeszkadzalo jej to. Chciala sexu, kasy i blogosci. Byla jak maszyna.
-Jaceeeee...-Lea jeknela wchodzac do pomieszczenia, a raczej laboratorium, gdzie chlopak wlasnie cos eksperymentowal.
-Tak, mala?
-Nudzi mi sie...-szepnela smutno opierajac glowe o sciane.-Co robisz?-podeszla do niego patrzac na wszystkie kolorowe plyny,fiolki,strzykawki i kartki z jakimis zapisami.
-No zgadnij.-zmieszal dwie substancje ze soba i po chwili nie bylo reakcji.-Kurde...-podrapal sie po glowie kiedy fiolka w momencie wybuchla.Oczy dziewczyny powiekszyly sie naprawde bardzo i przestraszona spojrzala na blondyna.
-Na mnie tego nie wyprubujesz.-pokrecila glowa pokazujac swoim dlugim, chudym placem na resztki szkla. Chlopak zasmial sie patrzac na nia z wspolczuciem.
-Jasne wiesz...Odnalazlem swoja '' siostre '' i chce ja puscic z dymem, naprawde.-mowiac slowo ''siostra'' pokazal w powietrzu cudzyslow a konczac zdanie wywrocil oczami.-Jestes niepowazna.
°Bo ja wiem co ty chcesz zrobic.°
Pokrecila glowa zakladajac rece na zebra. Wyszla z pomieszczenia odgarniajac swoje wlosy na jedna strone.
°Co bedziesz robic?°
Pyta niby zainteresowany dlaej probujac dodac do siebie dwie fiolki.
°Nie wiem mam ochote skoczyc z tego twojego balkonu krzyczac ze jestem lesbijka.°
Stwierdzila powaznie siadajac na sofie w salonie.
°Aha, fajnie.°
Odpowiedzial nie przejety a ta wywrocila ponownie oczami.
-Zajebiscie ze mnie sluchasz!!-kryknela sfrustrowana. ''Justin slucha zawsze...''. Siegnela po swoja kurtke i zlapala za kluczyki do auta Jace'a.-Nie wiem kiedy wroce!-wyszla trzaskajac za soba drzwiami i zjezdzajac winda napisala esemesa do swojego chlopaka. ''Za 20 minut nad klifem za stara fabryka czekolady.''. Wyslala i wrzucila komorke do kieszeni. Wsiadla do wypasionego Lamborghini swojego nowego kolegi i docisnela pedal gazu wyjezdzajac na pusta autostrade.
-Gdzie ty bylas?!-Caleb wrzasnal slyszac pukanie szpilek w korytarzu.Wyskoczyl zza sciany przyciskajac cialo dziewczyny tak ze zamknal ja w klatce z swoich rak.Spojrzala w jego oczy niewinnie i wpila sie w jego usta.-Spierdzisz burdelem,jakimis fagasami i dragami. Nie dotykaj sie do mnie...-warknal jej na ucho odsowajac sie na bezpieczna odleglosc.Patrzyla na niego zdezorientowana i lekko przestraszona.-Co?-zasmial sie bezczelnie.-Myslalas ze jestem idiota? Ze tak po prostu mnie wykorzystasz? Zalosna jestes...-pokrecil glowa oblizujac wargi.Przysunal sie do niej znowu patrzac w jej oczy.-Chcialas wiedziec czy to prawda o mnie i The Fastest. Myslalas ze jestem takim debilem ze za sex wyspiewam ci wszystko?-zakpil z niej.-Wiem ze jestes dziwka, wiem gdzie pracowalas...A moze powinienem powiedziec pracujesz co?
-Caleb ja naprawde cie kocham.
-Jasne a ja to supermodelka z Victoria's secret.-zasmial sie spokojnie jednak w srodku buzowalo w nim. Mial ochote wyrzucic ja na zbity pysk.
-Prosze cie kochanie...-poglaskala go po policzku.Zlapal jej nadgarski jedna reka i przycisnal mocno nad jej glowa.
-Teraz powiesz mi grzecznie kto i co ci kazal ze mnie wyciagnac a jak nie to nie bede taki mily.-poscil jej oczko ciagnac w strone salonu. Rzucil ja na sofe i usiadl na przeciwko.Nic nie mowila patrzyla na niego bezczelnie i krecila glowa.
-Zapomnij.-prychnela.
-Jak sobie chcesz...-wstal wyjmujac swoja spluwe i przylozyl je do jej skroni.-Wstawaj kurwo.-powiedzial to tak jakby mowil zeby ktos podal mu pilot. Lekko wstrzastnal nia fakt ze on jej grozi. Byla pewna ze owinela sobie go w okol palca.Wyszli na zewnatrz wchodzac do garazu. Bylo w nim naprawde duzo miejsca a Caleb wybral swoj jeden z workow treningowych.Kazal stanac jej za nim i chowajac bron do kieszeni siegnal po kajdanki z szuflady.-Mam nadzieje ze lubisz tego typu zabawy.-zasmial sie bezczelnie sciskajac mocno jej nadgarski w metalowych obraczkach przytwierdzonych to stojaka.-Milego meczenia sie, kochanie.-pocalowal ja w szyje i po chwili wyszedl zamykajac za soba drzwi od garazu. Zostawil ja, polnaga,w zimnym i cemnym pomieszczeniu bez zadnych warunkow do zycia.
Siedziala tak na opierajac pupe o maske auta i patrzyla w rozciagajace sie przed nia miasto. Przeklinala sie w myslach ze dzialajac pod wplywem tesknoty napisala do Justin'a. Jednak teraz nie mogla sie odworic. Co ona chciala zrobic? Co nia kierowalo? Po chwili uslyszala parkujacy samochod a kierowca usiadl obok niej.
-Zniknelas...-stwierdzil szeptem.
-Justin ja...Ja po prostu potrzebuje czasu.-jeknela czytajac kazda jego mysl.Nie chciala mu tego jeszcze mowic. Bala sie jego reakcji. Czula jego tesknote, jego kazde zwadpienie w ich milosc, bol i cierpienie. Widziala klotnie z chlopakami, kontakt z Ryan'em. Widzial wszystko.
-Nie ma sprawy...-usmiechnal sie do niej pokrzepiajaco.
-Justin, ja potrzebuje odpoczac...-syknela dobitnie.
-Ah...-spojrzal na nia smutnie.-To znaczy zee...
-Nie, to nie nasz koniec.-objela go w pasie.-Jestem zbyt samolubna i egoistyczna zeby oddac cie innej. Jednak musisz zrozumiec ze ostatnio zdazylo sie troche w moim zyciu, pare nowosci i zmian. Musze je sobie poukladac.-przytulil ja do siebie.
-To zrobmy tak...Spotykajmy sie, wychodzmy na randki, do kina, na spacer.-posadzil ja sobie na kolanach.-Tak jak na poczatku.-gladzil jej talie.
-Kocham cie Justin...-szepnela niesmialo delikatnie dotykajac jego policzka.-Kocham cie na zawsze...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kocham was!
To jeszcze nie koniec problemow xD :P Bylabym zbyt dobra gdybym pozwolila wam tak po prostu czytac jakas sielanke miedzy Lea a Jusem xD
UWAGA: Rozdzial nie jest sprawdzony! Za wszystkie bledy i niedogodnienia przepraszam! <3
-Patrys
-Jutro.-jeknela niezadowolona bawiac sie swoimi wlosami i czytajac cos w podreczniku od historii.W glowie blondyna natychmiast pojawily sie pytania.-Nie, nie zaprosilam jej tu. Nie, nie pojde ani do Justina ani do Caleba. Nie wiem... Myslalam o parku.-wzruszyla ramionami nadal zawziecie czytajac.
°Jasne...Boski pomysl.Akurat ten twoj chlopak bedzie przechodzil i kurwa na ciebie wpadnie.Madrze to wymyslilas.°
Wywrocil oczami wracajac do lazienki.Lea westchnela ciezko kladac sie na plecy z rekoma szeroko rozlozonymi.
°Masz moze ochote na przejzdzke motoerem?°
Uslyszala pytanie w swojej glowie na co lekko sie usmiechnela. Chciala uciec na chwile od wszystkich swoich problemow. Miala ochote na chwile beztronski...Najlepiej z Justinem.
°Wiem ze ci go nie zastapie i nawet nie probuje ale jednak moze uda mi sie na chwile porwac twoje mysli w inne miejscje,co?°
Zgasil za soba swiatlo i stanal w nogach lozka.Spojrzala na niego podpierajac sie na lokciach.
°Dzieki ze sie starasz.°
Poslala mu wdzieczne spojrzenie.Usmiechnal sie do niej patrzac pustym wzrokiem.Gdy na nia patrzyl przypominaly mu sie chwile z swoja nazeczona. Strasznie za nia tesknil jednak chcial zeby byla szczesliwa dlatego dal jej spokoj skoro wiedzial ze on jej go nie moze zapewnic.
°Poszukaj jej...°
°No i co? I co dalej?°
Prychnal zamykajac na chwile oczy i skierowal sie w strone wyjscia z sypialni.
°Przeciez nie musisz sie z nia spotykac. Mozesz zobaczyc czy wszystko u niej ok...Czy zyje i czy faktycznie jest bez ciebie szczeliwa.°
Maszerowala za nim w swoich dlugich, cieplych zakolanowkach i starej bluzie chlopaka.Odwrocil sie na chwile posylajac jej wymowne spojrzenie.
-No co?-stanela zakladajac rece na biodra.-Moze nie mam racji ze rozwialoby to czesc twoich zmartwien?
-Tak...-odwrocil sie do lodowiki.-I spowodowalo mase nowych.
-Masz ochote na meczyk?-zapytal Ryan swojego przyjaciela ktory wlasnie popijal pomaranczowy sok.Justin nawet nie zorientowal sie z obcecnosci chlopaka.-Eeeej?-pomachal mu przed oczami reka biorac do drogiej szklanke z woda.
-Oh sory nie zauwazylem.-pokrecil glowa jakby chcial wyrzucic swoje mysli.
-Zauwazylem...-usiadl na przeciwko obracajac szklanke w dloniach.-Jestes nieobecny.
-Nie pierdol bez sensu.-schowal twarz w dloniach przecierajac ja kilka razy.-Jestem zmaczony, cholernie za nia tesknie a ona pewnie gdzies sie zajebiscie bawi bezemnie. Moze juz znalazla sobie innego.
-Przeginasz.-Toby warknal. Stal w drzwiach kuchni i przysluchiwal sie rozmowie.-Jestes zwyklym idota.-prychnal podciagajac swoje koszykarskie spodnie.Wszedl glebiej do kuchni i z lodowki wyciagnal napoj energatyzujacy. Z kieszeni wyciagnal skreta i przewrocil go w palcach.-Ona cie kocha.-stwierdzil otwierajac puszke i odstawil ja na blat zeby moc zapalic sobie jointa.-Zakochuje sie tylko raz a ty myslisz ze cie zdradza.- zaciagnal dym.-Jestes zwyklym chujem zeby sugerowac ze moglaby to zrobic.-popil napojem i ponownie wlozyl swoje ulubione cudenko w kacik ust tak zeby jednak mogl mowic.-W ogole to co ty o niej myslisz,co? Ze jest laleczka do wydymania?-wywrocil oczami.
-Stul pysk....-Justin nie podnisl wzroku jednak jego dlonie zacisnely sie w piesci.-Wiem ze sie w niej zabujales i wkurwia cie fakt ze ona jest moja. Myslisz ze jestem przyjebany?-spojrzal wrogo na blondyna.Zarowno Toby jak i Ryan byli zszokowani ze pilkarz odwazyl sie warknac. Zazwyczaj nie chcial wchodzic w parade zadnemu z The Fastest.-Pogodz sie z faktem ze Lea mnie kocha a ja ja.-wstal gwaltownie mierzac z obrzydzeniem swojego ''rywala'' i wyszedl z pomieszczenia.
-Ma racje..-Ryan westchnal cicho.
-Ty to lepiej kurwa zamknij ta morde bo nie bede mial skropulow.-syknal patrzac na drzwi za ktorymi zniknal Bieber. ''Chuj pierdolony...''. Pomyslal zagryzajac szczeke.
-Kasira! Do mnie kurwa dziwko pierdolona!-krzyknal jakis facet w czarnym garniturze od Gucciego i z ciemnym cygaro w reku. Dziewczyna momentalnie znalazla sie obok niego.
-T..Tak?-zapytala nie pewnie.-Panie Monrow ja wiem ze ostatnio mnie w ogole nie bylo ale nadrobie ten czas.
-Wiem ze go nadrobisz.-zlapal ja za gardlo.-Pamietaj ze jestaes tutaj moja dziwka, nie mysl ze mozesz uciec.-syknal w jej ucho. wlozyl cygaro w usta a potem zlapal za posladek dziewczyny.-Slyszalem ze bylas u Gonzales'a.-powiedzial zjezdzajac droga reka w strone jej piersi.Kasira jednak nie czula obrzydzenia. Wrecz przeciwnie.Podniecalo ja wszystko co bylo zwiazane z sex'em. Ona pracowala w burdelu dla przyjanosci, nie dla pieniedzy.
-Bylam...Mam zamiar tam wrocic.
-I czego dowiedzialas sie o jego siostrze?-skinal na nia palcem i skierowal sie do swojego gabinetu. Pobiegla od razu za nim lapiac go za predramie. Byla, mozna tak powiedziec, pupilkiem Monrow.-Wiesz ze chcialbym miec ja u siebie.
-Nie mieszka z nim. Ale widzialam jakie ma zdolnosci.-mowila z przekonaniem kiedy mezczyzna usiadl na swoim, wielkim, skorzanym fotelu. Od razu podeszla do niego i usadowila sie na jego kolanach.-Potrafila torturowac Caleb'a nawet na niego nie patrzac.
-Fascynujace...-oj chyba gosciu nie byl tak przejety jak jego kurwa. Wsunal dlon do jej obcislych spodenek sciskajac mocniej jej posladek.
-Mozeee ma pan ochote na maly numerek.-zlapala za jego krawat przyciagajac go blizej.
-Oddaje sie w twoje rece...-jeknal rozkladajac sie wygodniej na siedzeniu.-A raczej powinienem powiedziec usta.-Na ustach czerwono wlosej pojawil sie lobuzerski usmieszek.Poruszyla sie niespokojnie na jego kolanach czujac duze wyburzenie.Zsunela sie na podloge klekajac przed nim. Odpiela pokazny pasek i rozpiela rozporek. Doskonale wiedziala co robi i nie przeszkadzalo jej to. Chciala sexu, kasy i blogosci. Byla jak maszyna.
-Jaceeeee...-Lea jeknela wchodzac do pomieszczenia, a raczej laboratorium, gdzie chlopak wlasnie cos eksperymentowal.
-Tak, mala?
-Nudzi mi sie...-szepnela smutno opierajac glowe o sciane.-Co robisz?-podeszla do niego patrzac na wszystkie kolorowe plyny,fiolki,strzykawki i kartki z jakimis zapisami.
-No zgadnij.-zmieszal dwie substancje ze soba i po chwili nie bylo reakcji.-Kurde...-podrapal sie po glowie kiedy fiolka w momencie wybuchla.Oczy dziewczyny powiekszyly sie naprawde bardzo i przestraszona spojrzala na blondyna.
-Na mnie tego nie wyprubujesz.-pokrecila glowa pokazujac swoim dlugim, chudym placem na resztki szkla. Chlopak zasmial sie patrzac na nia z wspolczuciem.
-Jasne wiesz...Odnalazlem swoja '' siostre '' i chce ja puscic z dymem, naprawde.-mowiac slowo ''siostra'' pokazal w powietrzu cudzyslow a konczac zdanie wywrocil oczami.-Jestes niepowazna.
°Bo ja wiem co ty chcesz zrobic.°
Pokrecila glowa zakladajac rece na zebra. Wyszla z pomieszczenia odgarniajac swoje wlosy na jedna strone.
°Co bedziesz robic?°
Pyta niby zainteresowany dlaej probujac dodac do siebie dwie fiolki.
°Nie wiem mam ochote skoczyc z tego twojego balkonu krzyczac ze jestem lesbijka.°
Stwierdzila powaznie siadajac na sofie w salonie.
°Aha, fajnie.°
Odpowiedzial nie przejety a ta wywrocila ponownie oczami.
-Zajebiscie ze mnie sluchasz!!-kryknela sfrustrowana. ''Justin slucha zawsze...''. Siegnela po swoja kurtke i zlapala za kluczyki do auta Jace'a.-Nie wiem kiedy wroce!-wyszla trzaskajac za soba drzwiami i zjezdzajac winda napisala esemesa do swojego chlopaka. ''Za 20 minut nad klifem za stara fabryka czekolady.''. Wyslala i wrzucila komorke do kieszeni. Wsiadla do wypasionego Lamborghini swojego nowego kolegi i docisnela pedal gazu wyjezdzajac na pusta autostrade.
-Gdzie ty bylas?!-Caleb wrzasnal slyszac pukanie szpilek w korytarzu.Wyskoczyl zza sciany przyciskajac cialo dziewczyny tak ze zamknal ja w klatce z swoich rak.Spojrzala w jego oczy niewinnie i wpila sie w jego usta.-Spierdzisz burdelem,jakimis fagasami i dragami. Nie dotykaj sie do mnie...-warknal jej na ucho odsowajac sie na bezpieczna odleglosc.Patrzyla na niego zdezorientowana i lekko przestraszona.-Co?-zasmial sie bezczelnie.-Myslalas ze jestem idiota? Ze tak po prostu mnie wykorzystasz? Zalosna jestes...-pokrecil glowa oblizujac wargi.Przysunal sie do niej znowu patrzac w jej oczy.-Chcialas wiedziec czy to prawda o mnie i The Fastest. Myslalas ze jestem takim debilem ze za sex wyspiewam ci wszystko?-zakpil z niej.-Wiem ze jestes dziwka, wiem gdzie pracowalas...A moze powinienem powiedziec pracujesz co?
-Caleb ja naprawde cie kocham.
-Jasne a ja to supermodelka z Victoria's secret.-zasmial sie spokojnie jednak w srodku buzowalo w nim. Mial ochote wyrzucic ja na zbity pysk.
-Prosze cie kochanie...-poglaskala go po policzku.Zlapal jej nadgarski jedna reka i przycisnal mocno nad jej glowa.
-Teraz powiesz mi grzecznie kto i co ci kazal ze mnie wyciagnac a jak nie to nie bede taki mily.-poscil jej oczko ciagnac w strone salonu. Rzucil ja na sofe i usiadl na przeciwko.Nic nie mowila patrzyla na niego bezczelnie i krecila glowa.
-Zapomnij.-prychnela.
-Jak sobie chcesz...-wstal wyjmujac swoja spluwe i przylozyl je do jej skroni.-Wstawaj kurwo.-powiedzial to tak jakby mowil zeby ktos podal mu pilot. Lekko wstrzastnal nia fakt ze on jej grozi. Byla pewna ze owinela sobie go w okol palca.Wyszli na zewnatrz wchodzac do garazu. Bylo w nim naprawde duzo miejsca a Caleb wybral swoj jeden z workow treningowych.Kazal stanac jej za nim i chowajac bron do kieszeni siegnal po kajdanki z szuflady.-Mam nadzieje ze lubisz tego typu zabawy.-zasmial sie bezczelnie sciskajac mocno jej nadgarski w metalowych obraczkach przytwierdzonych to stojaka.-Milego meczenia sie, kochanie.-pocalowal ja w szyje i po chwili wyszedl zamykajac za soba drzwi od garazu. Zostawil ja, polnaga,w zimnym i cemnym pomieszczeniu bez zadnych warunkow do zycia.
Siedziala tak na opierajac pupe o maske auta i patrzyla w rozciagajace sie przed nia miasto. Przeklinala sie w myslach ze dzialajac pod wplywem tesknoty napisala do Justin'a. Jednak teraz nie mogla sie odworic. Co ona chciala zrobic? Co nia kierowalo? Po chwili uslyszala parkujacy samochod a kierowca usiadl obok niej.
-Zniknelas...-stwierdzil szeptem.
-Justin ja...Ja po prostu potrzebuje czasu.-jeknela czytajac kazda jego mysl.Nie chciala mu tego jeszcze mowic. Bala sie jego reakcji. Czula jego tesknote, jego kazde zwadpienie w ich milosc, bol i cierpienie. Widziala klotnie z chlopakami, kontakt z Ryan'em. Widzial wszystko.
-Nie ma sprawy...-usmiechnal sie do niej pokrzepiajaco.
-Justin, ja potrzebuje odpoczac...-syknela dobitnie.
-Ah...-spojrzal na nia smutnie.-To znaczy zee...
-Nie, to nie nasz koniec.-objela go w pasie.-Jestem zbyt samolubna i egoistyczna zeby oddac cie innej. Jednak musisz zrozumiec ze ostatnio zdazylo sie troche w moim zyciu, pare nowosci i zmian. Musze je sobie poukladac.-przytulil ja do siebie.
-To zrobmy tak...Spotykajmy sie, wychodzmy na randki, do kina, na spacer.-posadzil ja sobie na kolanach.-Tak jak na poczatku.-gladzil jej talie.
-Kocham cie Justin...-szepnela niesmialo delikatnie dotykajac jego policzka.-Kocham cie na zawsze...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kocham was!
To jeszcze nie koniec problemow xD :P Bylabym zbyt dobra gdybym pozwolila wam tak po prostu czytac jakas sielanke miedzy Lea a Jusem xD
UWAGA: Rozdzial nie jest sprawdzony! Za wszystkie bledy i niedogodnienia przepraszam! <3
-Patrys
Subskrybuj:
Posty (Atom)