środa, 25 grudnia 2013

#44

-Kto to?-zapytal zaciewkawiony szatyn stajac za Lea. Nie mial pojecia kim jest osoba stojaca na jego schodach.
-Poznaj...Poznaj kogos kto zniszczyl moja stara przyjazn...-powiedziala bez uczuc patrzac wrogo na wysoka dziewczyne.-Oto Pixie Steewart. Byla mojego brata...-pokrecila glowa.
-Eh...Nie milo cie poznac.-wzruszyl ramionami brunet a Gonzales sie zasmiala.
-Sluchaj Lea...Rozumiem cie ze masz do mnie zal bo zabralam ci starego kumpla i zepsulam twojego brata ale jestem tutaj w innej sprawie.-syknela wytapetowana blondie.
-Yhymmm...Moglam sie domyslic. Przeciez ty zawsze przychodzisz jak czegos potrzebujesz.
-Chodzi o Mike...-Steewart najwidoczniej byla przejeta swoim bratem. W glowie mlodej gangsterki od razu pojawil sie obraz 14-latka o anielskim usmiechu.Dobry chlopak ktorego byla idealem. Kochala go jak mlodszego brata i czasami spotykali sie w parku zeby pogadac.
-Co z nim?-zalozyla rece na piersiach patrzac caly czas tym samym bezdusznym wzrokiem.
-Moze pozwolicie mi wejsc?-spojrzala to na nia to na Justina.
-Moze jednak nie?-szatyn widzac jak jego przyjaciolka spina sie na sama mysl o dziewczyne stojacej przed nimi nie chcial nawet dac szansy na poznanie jej.Gonzales wyszla na zewnatrza pokazujac tym ze nie ma nawet szacunku do Pixie.-Dobra...Jak chcesz...-uniosla glupio rece na wysokosci glowy.-Mike wpakowal sie w to samo bagno co ty.-syknela bez owijania opuszczajac swoje dlonie.Oczy Lea powiekszyly sie kilkakrotnie.
-Nie...Nie mozliwe.
-To nie koniec opowiesci.-pokrecila glowa z chytrym usmiechem.- Jakis idiota kazal mu w zamian odejscia zrobic jakis przekret...Udalo sie jednak Mike jest w ciezkim stanie,postrzelono go.
-Klamiesz....Zawsze klamialas...-nie mogla w to uwierzyc.Przeciez ten maly slodziak nigdy nie moglby zrobic sobie czegos takiego.
-Glupia jestes.
-Uwazaj na slowa.-warknal Bieber.
-Siedz cicho.-spojrzala na niego wrogo.
-Slukaj suko. Do niego...-pokazala kciukiem na swojego przyjaciela.-To ty nawet nie masz prawa sie odzywac. A co do Mike skontaktuje sie z David'em...-splunela jej pod nogi.-Wypierdalaj...-odworcila sie napiecie i weszla do domu zamykajac za soba drzwi z chukiem.
-Kto to byl...Kto to Mike i David?-Justin zaczal zadawac pytania marszczac brwi.
-Chodz...-zlapala go za reke i pociagnela do salonu.Usiadl nie pewnie a pozniej widzac jak dziewczyna chce usiasc obok przyciagnal ja na swoje kolana.Usmiechnela sie smutno.
-Mike to chlopak z ktorym czasami spotykalam sie na miescie. 14-latek ktory rozsmieszal mnie do lez.Byl dla mnie jak mlodszy brat i strasznie go uwielbialam. Wpakowal sie w moje bagno i zostal postrzelony. Z tego co mowi ta dziwka. Starszy brat to David, 20-latek z ktorym mialam taki sam kontakt. Poznalismy sie przez Piexie ktora umawiala sie akurat z moim bratem... Pozniej okazalo sie ze przystawiala sie do mojego najlepszego przyjaciela.Postawila mu ultimatum albo ona albo ja...Wybral ja.-wzruszyla ramionami.
-Jesli ktos mowi ze jest przyjacielem a pozniej odchodzi to oznacza ze nigdy nim nie byl...-powiedzial powaznie a pozniej zlozyl delikatny calus na jej ustach.

Kolejna godzina lekcji mijala a Lea byla strasznie znudzona.Mimo ze nauczycielka robila co w jej mocy zeby ja jakos zaciekawic ta myslala tylko o mlodym koledze.Justin staral sie jak najabrdziej skupic na treningu jednak nie do konca mu to wychodzilo.Gral dobrze ale wiedzial ze jakby byla na trybunach jego milosc wychodziloby mu lepiej.Flores ciagle zastanawial sie o co chodzi i tak samo jak blondynka nie mogl doczekac sie konca jej lekcji by tylko zapytac o co chodzi.
-Na dzisiaj to tyle.-tymi slowami nauczycielka zakonczyla lekcje.
-Naprawde?-blondynka momentalnie sie orzywila.
-Tak,widze ze w ogole nie jestes obecna dlatego dokonczymy nastepnym razem.-kobieta poslala jej szczery i cieply usmiech chowajac swoje papiery.
-Dziekuje,dziekuje.-podniosla sie energicznie i odrpowadzila ja do drzwi.
-Do zobaczenia po jutrze.-pozegnala sie z nia przy drzwaich.Gdy juz wyszla szybko je zamknela i zucila sie do telefonu od razu wybrala numer starego kolegi.Wachala sie czy zadzonic czy moze jednak nie. Ostatecznie odlozyla telefon i zsunela sie po scianie przy schodach.
-Mow wreszcie o co chodzi...-podniosla wzrok i zobaczyla stojacego nad nia Flores'a z zalozonymi na klacie rekoma.Westchnela tylko i znow oposcila glowe opierajac czolo na zgietych kolanach.Fredo usiadl na pierwszym schodku glaszczac ja po ramieniu.
-Moj mlody kumpel podobno zostal postrzelony... Podobno bo nie wierze jego sukowatej siostrze ktora aby mnie o tym powiadomic przyjechala az do Stratford.
-Zadzwon...
-Gdyby to bylo takie latwe...-w jej oczach blyszczely juz lzy.Pokrecila przeczaco glowa i wstala poprawiajac swoja bluzke.-Dam sobie rade...-pokiwala glowa bez zadnego przekonania i siegajac po swoja torbe lezaca na fotelu wybiegla z domu.

-Gdzie moja slicznotka?-zapytal uradowany Bieber,cieszac sie faktem ze wreszcie bedzie mogl przytulic caly swoj swiat.
-Stary ona wybiegla 4 godziny temu...-Alfredo byl naprawde przejety i nie wiedzial jak teraz moze zachowac sie jego przyjaciel.Ten scisnal dlonie w piesci i uderzyl jedna w blat i warknal naprawde sfrustrowany.
-Gdzie?
-Nie wiem...Ale sluchaj napewno wroci.Daj jej czas.
-Nie pierdol...Jak cos ide jej szukac.-siegnal po kluczyki i odwrocil sie napiecie.
-Jade stoba.
-Zostajesz w domu...Kazalem ci jej pilnowac...Wystarczajaco pomogles.-dodal zatrzaskujac za soba drzwi. Wskoczyl do swojego auta i z piskiem opon wyjechal z podjazdu. 'Gdzie ona moze byc? Gdzie ona moze isc?'.Powtarzal sobie ciagle w mysli rozgladajac sie na kazde strony.W jednym momencie przypomnial sobie gdzie moze ja znalezc. Momentalnie wykonal niebezpieczny manewr zawracajac na srodku ulicy. 'I kogo to obchodzi ze jutro wszyscy beda gadac ze nie potrafie prowadzic?'. Zasmial sie w myslach.Jechal tak lamiac kazdy przepis az wreszcie dojechal pod stara fabryke czekolady.Momentalnie zaparkowal i wyciagajac kluczyki, czym prendzej wyszedl z auta. Nie lubil tej czesci miasta.Wszystko bylo takie smutne. No tak...Lea idealnie tu pasowala. Podszedl do ogromnych drzwi i zauwazyl ze cos sie w srodku swieci.-Lea??
-Zostaw mnie...-szepnela rozpaczliwie.Siedziala na podlodze przy wielkim filarze bawiac sie co chwila zapalniczka.Patrzyla w nia bezuczuc i myslala nad wszystkim.-Kogo obchodzi moje zdanie? Kogo ja obchodze? Przeciez Mike i tak juz pewnie o mnie zapomnial...David na pewno by nie odebral...A ta suka znow wpieprzyla sie w moje zycie zeby mi je zniszczyc...Wszystko zaczyna sie od nowa. Znow ktos odejdzie przez nia. Moze nawet ty.-wzruszyla ramionami.
-Co ty pieprzysz?!-podniosl glos.
-Dokladnie to co slyszysz.-wstala wsciekla i patrzac mu wrogo w oczy, syknela.Nic nie powiedzial.Przyciagnal ja do siebie i wpil sie w jej usta. Pocalunek byl namietny i tak jakby obietnica ze zostanie z nia na zawsze.
-Kocham cie...-wyszeptal jej w usta.-Zrozum to wreszcie ze dla mnie jestes calym swiatem. Moge zrezygnowac z pilki jesli chcesz. Moge wyjechac z toba gdzie tylko bedziesz chciala. Moge poswiecic wszystko bo,kurwa,dziewczyno ja cie kocham!-uniosl oczy ku gorze.
-Ja ciebie tez kocham...-szepnela sposzczajac glowe niczym mala dziewczynka mowiaca rodzicom ze cos przeskrobala.Spojrzal na nia z niewiarygodnie wielkim usmiechem.
-Chodz juz stad...-zlapal jej dlon i pociagnal ku wyjsciu.

Siedzieli na lozku, na przeciwko siebie a pomiedzy lezal telefon dziewczyny. Byli juz gotowi do spania jednak blondynke ciagle meczyla mysl o 14-latku.
-No zadzon.-namawial ja przysowajac smartphone w jej strone.
-Ja nie dam rady.-odsunela go.I tak bylo w kolko od powrotu z starej fabryki.Alfredo siedzial u siebie w pokoju i wolal jak na razie nie narazac sie przyjacielowi.Nie mial mu za zle jego reakcji bo wiedzial ze pilkarz mial racje.
-Lea...Jestem przy tobie.-usiadl za nia przyciagajac jej cialo do swojego torsu. Wtulila sie w jego silne ramiona ktore teraz ja szczelnie obejmowaly.
-Boje sie...A co jesli David ma mi za zle ostatni czas? Tak samo jak Mike? A co jesli mlody faktycznie jest w stanie krytycznym? Ja nie chce wiedziec ze moze nie przezyc...-schowala twarz w dlonie i scisnela usta w cieniutka linijke.-To przeze mnie sie w to wpakowal.
-Oddychaj spokojnie.-czul jak blondynka wstrzymywala powietrze.-Oddychaj.-nakazal a ona wypuscila powietrze.-Zadzon,wyjasnicie sobie i jak bedziesz chciala to polecisz do nich.-te ostatnie slowa wypowiedzial wbrew sobie ale chcial jej szczecia.
-Moglabym?-szepnela nie pewnie.Opierajac glowe o obojczyk chlopaka.
-T...Tak.
-Wiem ze tego nie chcesz.-usmiechnela sie rozbawiona.
-No nie chce.-pocalowal jej ramie.-Bo nie chce cie wypuszczac. Nie chce cie juz zostawiac nawet na chwile. A jeslibys sie zdecyodwala ja i tak nie moglbym jechac...
-Czemu nie?-odwrocila sie od razu siadajac na zgietych nogach i polozyla mu dlonie na kark.Zlapal za jej biodra i cmoknal w usta.
-Bo mam treningi...-pokrecil glowa.
-To pojechalibysmy kiedy bys mial akurat chwile przerwy.-poklaskala go po policzku.
-Poczekalabys?-zdziwil sie tym co wlasnie powiedziala.Ale w sumie nie mozna sie mu dziwic. Przeciez to Lea Gonzales.Morderczyni i sex bomba bez uczuc. A teraz nagle taka zmiana. Blondynka ukleknela przed nim kiwajac glowa na tak.
-Nie chce cie zostawic.-pocalowala jego usta i gdy chlopak mial przedluzyc pocalunek rozdzwonil sie lezacy na lozku telefon.-Zignorujmy.-szepnela ponownie laczac ich usta.Bieber jednak nie dokonca mial dobre przeczucia.Siegnal reka po telefon jednak nie przesawal calowac sie z Lea. Otworzyl delikatnie oko zerkajac w bok i przeczytal kto dzwoni.
-David.-oderwal sie od niej patrzac nie pewnie w jej oczy.
-Kurwa...-syknela cicho pod nosem i zeskakujac z lozka zabrala telefon.-Halo?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to minal rowny rok od kiedy zaczelam ogolnie blogowac... Matko...Jestem w szoku bo przez ten czas napisalam dwa opowiadania z czego jedno usunelam...Jedno nadal jest... I teraz pisze jeszcze dwa.
Ja nie wierze... To wszystko sie dzieje tak szybko.
Dziekuje wam z calego serca ze mnie wspieracie! KOCHAM WAS!! <3
-Patrys

5 komentarzy:

  1. To było tak mega zarąbiście słodko i cudowni jak pni między sobą rozmawiali *o*
    <3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3<3


    David...
    O kurczaki...
    czyżby to z Mikiem..
    To prawda ..
    :c



    No nic..


    Ja też Cię Kocham <3<3<3<3<3


    Weny skarbie :*

    Anana

    OdpowiedzUsuń
  2. Meega, normalnie rewelacyjnyy ;) czekam na nowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial boski .!
    Kocham te opowiadania .!
    Czekam na następne rozdzialy .!
    Jesteś zaje**sta .! iiiii .....
    Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej dowiesz się tutaj ---> http://one-die-one-love-one-life.blogspot.com/2013/12/libster-award.html

    ~ Weronika Bieber Dębicka ..

    OdpowiedzUsuń
  4. Super !! Nie dawno zaczełam czytac twojego bloga ale musze Ci powiedziec ze jest świetnyy !!! Czekam na next . Mam nadzieje ze spotka sie z chłopakami i im wygarnie za zostawienie i olanie ! Uwielbiam jak używa mocy ! Życze dużo weny !!! I mam pyt. Co ile dodajesz rozdziały ? Żebym wiedziała kiedy sie spodziewać nastepnego <3 ~ Największa fanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juz dodalam nn <3
      A rozdzialy pojawiaja sie w zaleznosci od weny... Czasami co dwa czasami na nastepny dzien,czasami co tydzien... Naprawde nie wiem :P

      Usuń