czwartek, 27 marca 2014

#55

Trzy miesiace pozniej...

Jace spotkal swoja byla narzeczona...Chociaz spotkal to za duzo powiedziane. Po prostu pojechal do miasta by ja zobaczyc. W pierwszym momencie wkurzyl sie niemilosiernie na Lea ze wpieprzyla sie w jego sprawy prywatne ale pozniej zrozumial ze chciala dla niego dobrze i podziekowal jej z lekkim usmiechem. Obserwowal ukochana w parku, gdy biegala z swoim psem. Nie widzial czy jest szczesliwa i w tamtej chwili zapragnal obecnosci swojej blad ''siostry'' by mogla wyczytac z jej mysli co czuje.Nie odwazyl sie przywitac, nie wiedzial co powiedziec. Kobieta jego zycia mieszka w Waszyngtonie a on w Straftord.

Justin odeszedl z klubu po tym jak trener nie dopuscil go do najwazniejszego meczu ktory molgby zadecydowac o calej karierze pilkarza, wyraz zemsty. Mlody sportowiec wsciekl sie rowniez gdy doszly do niego sluchy, ze jako jedyny zostal oszukany w sprawie wynagrodzenia. Po dwoch tygodniach dlugich procesow w sadzie, wygral. Dostal odszkodowanie i wynagrodzenie ktore mu sie nalezalo. Nie zalowal odejscia, wrecz przeciwne mimo ze pilka to jego milosc nie mial zmiaru dalej tam grac, tak samo jak nie mial zakonczyc football'u.

Caleb wypuscil Kasire po tygodniu meczarni. Kobieta grozila mu ze sie zemsci a on z chora ochota nie mogl sie doczekac. Taaak...Przekonal sie ze jej slowa byly prawdziwe gdy podczas jednej z nocy do jego domu wpadlo 8 mezczyzn wraz z lowelasem czerwono wlosej. Nie byl na to przygotowany. Wogole sie tego nie spodziewal mimo ze reszta The Fastest go ostrzegala. Mial wyjebane, jak to on. Jednak z niego szczesciarz... Lea tego wieczoru postanowila zostac z Justin'em na noc u brata dlatego gdy tylko doszlo do napadu pomogla bratu bez chwili namyslu.

Lea...Z jednej strony byla mega szczesliwa. Nie wrocila do mieszkania z swoim chlopakiem, zostala u Jace'a, jednak codziennie spedzala dluuuugie godziny z bylym pilkarzem Barcelony. Wspierala go podczas procwsow, w kazdej chwili przy nim byla. Opracowala rowniez z swoim ''bratem od darow'' pewna teorie polegajaca na tym iz nie moze miedzy nia a nim dojsc do stykniecia sie skory. Znaki ktore pojawialy sie na ich dloniach mogly spowodowac smierc. Oczywiscie ona chciala podjac sie ryzyku tak samo jak blondyn jednak Bieber stanowczo wybil jej ten pomysl z glowy. W tym calym szczasciu bala sie jednak...Powdujac smierc osmiorga mezczyzn bala sie konsekwencji. Nie chciala ich zabic,jak na tamta chiwle, po prostu od kiedy pracowala nad tym z Jace'em jej moce staly sie o wiele silniejsze i ciezko je bylo opanowac. Wpadala w chore momenty checi zabijania.Oczywiscie cale The Fastest zapewnialo ja ze jak zwykle uda im sie ominac psy.

-Lea?-Justin zajrzal do pokoju ktory nalezal do niej w domu Gonzales. Usmiechnal sie widzac ja stojaca przed lustrem w obcislej koszulce i stringach.Podszedl od tylu obejmujac jej brzuch.-Jestes piekna,skarbie.-szepnal czule slowka do jej ucha jakby to byl sekret. Jedna reke polozyla na jego dloniach a droga poglaskala jego policzek. Odwazyla sie tylko na pokazanie swoich nog w bliznach. Brzuch widziala tylko ona. -Kocham cie...Chce zebys byla bezpieczna, czula sie kochana, spokojna...-patrzyl w jej oczy, w odbiciu lustra.
-Jestes dla mnie za dobry.-oposcila swoje rece odwracajac sie w jego objeciach. Zarzucila swoje dlonie na jego kark bawiac sie krotkimi wloskami. Dalo sie poznac ze byl ostatnio u fryzjera. -A ja jestem za duza egoistka zeby cie komus oddac.-wpila sie na chwile w jego usta. W tym pocalunku bylo wszystko! Milosc, pasja, pozadanie, cierpienie, rozpacz, bol, obawa... Oderwala sie od niego.- Chce ci cos pokazac...-zrobila trzy kroki do tylu tak ze jego rece nie mogly dosiegnac jej ciala. Spojrzal na nia zdezorientowany na co ta poslala mu niesmialy usmiech. Siegnela za konce swojej koszulki podciagajac ja lekko do gory. Zrobil krok do przdu zatrzymujac jej dlonie.
-Nie musisz..Wiem jakie to dla ciebie trudne.-przelknal glosno sline.
-Ale chce. Ufam ci.-pokiwala glowa rzucajac przy tym jego rece. Westchnal gleboko. Powoli, jakby w obawie ze sie odwroci, testowala jego wytrzymalosc. Sciagnela wreszcie czarna bokserke rzucajac ja na podloge.- Wiec tak wygladam... Nie jestem taka piekna jak przed chwila mowiles.- spojrzala na niego smutno. Jej oczy leciutko sie zaszklily jednak nie mrugnela zeby je usunac. Chlopak stal przed nia calkowicie zaszokowany.
°Nie myslalem ze az tak...°
-A jednak.-pociagnela nosem schylajac sie po bluzke. Zatrzymal ja w jednym momencie lapiac jej biodra. Stanela zawstydzona spogladajac w jego oczy. Zlapala jego ramiona patrzac niepewnie.
-Jestes idealna.-wzial ja na race kladac na lozku.- Kocham cie, taka jaka jestes.- zaczal calowac kazda jej, smutna i bolaca, blizne. Wsunela swoje dlonie w jego wlosy rozkoszujac sie ta chwila.- Perfekcyjna...-calowal dalej.- Jedyna...-podniosl sie spogladajac na jej twarz.
-Chce sie z toba kochac.-wsparla sie na lokciach. Na jego ustach uformowal sie lobuzerski usmieszek i zucil sie na nia lekko wpijajac sie w jej usta.

Po dosc dlugiej i rozkosznej grze wstepnej Lea czula ze juz nie wytrzyma.Ich jeki oraz westchnienia wypelnialy caly pokoj. Wila sie pod nim jak waz. Lezala naga przed swoim chlopakiem ktory calowal jej szyje wciaz bedac w bokserkach. Byl to ich czas. Nalezal tylko do nich i nikt im nie mogl teraz tego zabrac. Mieli siebie, to bylo najwazniejsze.
-Chce ciebie...-szepnela muskajac palcami jego barki i kark.-Teraz.-odepchnela go przewracajac ich pozycje tak zeby teraz to ona gorowala. Zlapal mocno za jej biodra przesowajac blizej jego przyjaciela.
-Nie chce cie skrzywidzc.
-Prosze cie...Nie psuj tego.-pocalowala jego usta zjezdzajac na szczeke, szyje a potem klate. Miala cholerna ochote uprawiac z nim sex. Czula sie bezpiecznie. Chlopak przekrecil delikatnie swoja ukochana na plecy zawisajac nad nia z blogim usmiechem. Szybko sciagnal bokserki i siegnal po prezerwatywe. Blondynka byla naprawde podekscytowana calym wydarzeniem mimo ze to nie byl jej pierwszy raz. Jednak to pierwszy raz gdy bedzie miala sex z osoba ktora kocha.
-Wiesz ze cie kocham?-spojrzal w jej oczy proszac o pozwolenie.
-Tak, ja ciebie tez.-zachichotala czujac pocalunki w okolicach pepka. To zabawne ze w takim momencie chcialo jej sie smiac. Napiecie roslo kiedy Justin otarl sie swoim przyrodzeniem o jej miejsce intymne. Jeknela wplatajac dlonie w jego wlosy i pociagnela go do gory by zlaczyc ich usta. Polozyl sie po miedzy jej nogami nakierowujac swojego czlonka prosto w nia. Jej jedna noge zlapal tak by objela go w pasie.Ich pocalunek byl coraz to bedziej namietny, pozadanie wzielo gore. Wszedl w nia delikatnie jednak stanowczo. Oderwala swoje usta od jego by jeknac z rozkoszy. Swoimi ustami zjechal na jej szyje przygryzajac ja lekko i skladajac mokre pocalunki. Jego ruchy byly mocne i wrecz agrsywne, nie miala z tym problemu. Odwrucila ich tak by teraz to ona na nim siedziala. Nie wyszedl z niej. Krecila swoimi biodrami podskakujac lekko a on zlapal w dlonie jej piersi. Jeknela gdy czula ze jest juz blisko. Rekoma glaskala jego klate, odrzucila glowe do tylu jeczac coraz glosniej. Justin rowniez to czul. Wychodzil na przeciw jej biodra kiedy byla na gorze. Nie mogl tego jednak tak skonczyc. Znow nad nia gorowal. Zwolnil, chcial sie podroczyc. Wyszedl z niej na co ta spojrzala obuzona.
-Spokojnie skarbie.-wpil sie w jej spuchniete od pocalunkow usta. Zlapal jej biodra w dlonie i naprowadzil na swojego gotowego przyjaciela. Odsunal sie od niej wchodzac tym razem mocno i bezczelnie. Krzyknela.- Tak, krzycz moje imie. Pokaz jak ci dobrze.-przygryzl warge czujac jak sam rowniez nie daje juz rady. Drapala swoimi paznokciami po jego plecach co dawalo tylko wiekszej satysfakcji.
-Mo...Mocniej.-warknela sexownie.
-Co tylko sobie zyczysz..-wyszeptal do jej ucha czujac ze nie moze podniesc glosu. Ruszal sie w niej z zdwojona szybkoscia jeczac jej pare niegrzecznych tekstow do ucha.
-Justin!-pisnela w momencie blogosci. Chlopak ostatnim mocnym ruchem doszedl opadajac lekko na jej cialo. Przytulila go od razu obejmujac mocniej swoje nogi w okol jego pasa.-Oh...-jeknela jeszcze raz gdy z niej wychodzil. Nie zmienil pozycji. Wciaz przytulal sie do nagiego ciala swojej ukochanej. Ich oddechy wciaz nie byly rowne ale nie obchodzilo ich to...Mieli ochote na wiecej.

-O kurwa...-jeknal przyciagajac cialo blondynki do siebie.-To bylo...
-Nieopisane...-zachichotala ukladajac glowe na jego piersi.
-Coz, skarbie... Jestesmy zajebisci.
-I nieopisani...Jak i nie wyzyci...-zachichotala szczesliwie.
-Tak, to tez.-zlapal w swoje palce jej podbrodek calujac ja w usta. Bylo do slodkie i delikatne musniecie po tym co wyprawialo sie w tym lozku... Gdyby ktos myslal ze po jednym sie skonczylo to byl w bledzie! Justin z szelmowskim usmiechem wsunal jedna reke pod swoj kark a droga rysowal jakies wzorki na biodrze dziewczyny. Bylo im tak ze soba dobrze, czuli sie wspaniale. Nie mowiac tylko o sexie,po prostu w swoim towrzystwie byli spokojni. Czuli sie tak blogo.
-Aha... Jace idzie.-zasmiala sie wywracajacz oczami. Wtulila sie bardziej w swojego chlopaka naciagajac cienka koldre na jej odkryta piers.
-Ugh... Trzeba koniecznie opracowac jakas blokade.Jak ja cierpie czytajac twoje mysli.-jeknal blondyn bez pukania wchodzac do pokoju.
-Stul pysk.-syknela rozbawiona. Nie za bardzo podobalo sie to Bieber'owi. Nikomu chyba nie podoba sie fakt iz przyjaciel jego dziewczyny zna cala ich lozkowa hisotrie.
-Nie martwcie sie, zachowam to dla siebie.
-Oczywiscie ze to zrobisz...Urwalabym ci jaja jakby tak nie bylo.-przymknela spokojnie oczy czujac sennosc naplywajaca do jej ciala.
-Tak w ogole to co cie tu sprowadza?-zapytal ciekawie Justin patrzac na kolege. Chlopacy dobrze sie dogadywali. Jace razem z Lea starali sie zachowywac normalnie. Tak jakby nie czytali w myslach, rzadko sie poslugiwali tymi zdolnosciami w rozmowach ze soba.-Nie ze cie wyganiamy ale jednak...-wzruszyl delikatnie ramionami czujac spokojny oddech blondynki. Zasnela.
-Potrzebuje pogadac z toba. Na serio.-spojrzal na niego powaznie.
-Ze pna?-bylo to zaskoczeniem dla chlopaka.
-Tak z toba.-warknal rozbawiony.-Za 15 minut widze cie na dole. Chyba ze jestes jak baba i potrzebujesz wiecej czasu.-zamknal za soba drzwi z lekkim chichotem pod nosem. JB wywrocil oczami rowniez podsmiewujac sie z zartu chlopaka. Spojrzal na spokojny wyraz twarzy ukochanej i pocalowal ja w czolo. Wysunal sie delikatnie z pod jej ciala, kiedy poczul reke na ramieniu.
-Nie odchodz...-szepnela smutno.
-Zaraz wroce kochanie.-musnal jej nos zakladajac szybko bokserki i biorac do reki dresy. Pokiwala zaspana glowa i przytulila sie do jego poduszki. W biegu naciagnal spodnie i zszedl na dol.-Co jest kurwa tak wazne ze wywrywasz mnie z lozka po tak dobrym sexie?-zasmial sie wchodzac do salonu jednak kiedy zobaczyl powazne twarze wszystkich z The Fastest, on rowniez spowaznial.-Co tu sie dzieje?
-Chodzi o to ze musisz wybrac...-odezwal sie po chwili ciszy, spokojnym glosem, Caleb.- Albo Lea i my albo twoje zycie i normalnosc.- Justin nie wiedzial co powiedziec. Doskonale zdawal sobie sprawe ze kiedys nadejdzie ten moment ale nie sadzil ze to bedzie dzis. Jego humor automatycznie sie popsul... Co on ma zrobic? Wybrac milosc i niebezpieczenstwo? Czy spokoj i rodzine? Przeciez on nie potrafil.
-Dajcie mi dwa tygodnie.
-Masz 9 dni...-warknal Toby. Nie podobal mu sie fakt iz jego przyjaciolka jest szczesliwa z Biebs'em. Nie ze byl zazdrosny... A moze?

-Nie.-pokrecila glowa smutno patrzac w rece. Po obudzeniu sie rankiem nastepnego dnia doskonale wiedziala co jest grane. Przeciez przed nia nic sie nie ukryje.- Nie!-spojrzala na Justin'a siedzace w fotelu na przeciwko. Wciaz miala na sobie tylko kolderke a on byl juz ubrany.- Nie mozesz!-w jej oczach zebraly sie lzy.-Slyszysz?! Nie powole ci zostac!!-wrzasnela zrezygnowana. Chlopak jeszcze nie podjal decyzji jednak kazda jego mysl byla wychwycona przez umysl dziewczyny. Jak na razie byl to chaos. Nic nie trzymalo sie jednosci. Siedzial tak jak posag z kamienna twarza.-Nie wybierzesz mnie... Nie zostawisz rodziny! Wrocisz tam, bedziesz szczeliwy. Beze mnie.
-I jak ty to sobie,kurwa wyobrazasz, co?-nie poruszyl sie.-Jak ja mam cie zostawic?!- podniosl sie gwaltownie. Mimo ze znala jego mysli nie moge spodziewac sie ruchow, szczegolnie w nerwach.-Myslisz ze tak po prostu zpomne? Odejde? -usiadl obok niej.- Przeciez ja cie kurwa kocham!-pociagnal za koncowki wlosow.Objela go w pasie wspowajac sie pod jego ramie.-Kocham...
-Nie podejmuj jeszcze decyzji.-pokrecila glowa.-Masz pare dni. Zastanow sie dobrze.
-Czy ty wlasnie pozwalasz mi jednak wybierac?-usmiechnal sie smutno patrzac na nia z ukosa. Wzroszyla ramionami.
-To powinna byc twoja decyzja. Znasz reguly, jestes swiadomy wszystkiego, wiec to ty wybierasz.-szepnela.-Jestem z byt wielka, egoistyczna, suka zeby wywalic cie z mojego zycia.-po jej policzku poleciala lza ktora on stral pocalunkiem.
-Kocham cie nawet jako ta wielka egoistyczna suke.-zasmial sie kiedy oberwal od niej w ramie.
-Dzieki.-pokrecila glowa.

-Zajeliscie sie cialami?-zapytal Caleb swoich chlopakow siedzac za pokaznym biurkiem.
-Juz dawno,stary.-zasmial sie Luke. Wspomnial wlasnie gdy wszystkie 8 cial zostalo zmasakrowane na jednym z obskurnych, strasznych wysypisk smieci.
-To dobrze...Nie chce zeby cos wyszlo.-warknal przegladajac jakies papiery.Zasmial sie pod nosem wspominajac scene morderstwa.
Lea zbiegla pewnie z bronia w dloniach. Czula sie wspaniale znow mogac bawic sie tego typu zabawkami. Mimo iz to nie byl jej ulubiony pistolet to i tak miala ogromna satysfakcje. Gdy znalazla sie w korytarzu przezyla szok. Caleb kleczacy na kolanach przed tym chujem z burdelu ktorego tak na prawde nazwiska nie trzeba pamietac. Toby z reszta lezeli na ziemi cali we krwi jeczac z bolu a pistolety przyjacieli skurwiela byly wycelowane w ich klatki piersiowe.Prosto w serca. Zasmiala sie gorzko okrecajac pistolet na palcu. Oczy czarne, a miesnie nog i rak ''gosci'' zaczely niemilosiernie bolec. Od razu padli na podloge. Chlopcy podczolgali sie w bardziej bezpieczne miejsce kiedy sexowna blondyneczka pierdzielila swoja przemowe. Jak zawsze dramatycznie. Calej siodemce pomocnikow rozwalila lby strzelajac z bliska w skronie. Natomiast ich szefa zostawila na koniec najbardziej torturujac cale jego cialo. Podeszla do niego, lezacego i konajacego, usiadla na przeciw jego glowy po turecku i zasmiala sie niczym mala dziewczynka. Miala wielka satysfakcje bawiac sie ludzkim zyciem. Chora przyjemnosc, tak na pewno. Kopnieciem nogi wywrocila jego cialo na plecy. Wyjela z szafki przy drzwiach sztylet rozrywajac bluzke cierpiacego.
-Mala nie musisz sie tak spieszyc.-co za tupet! Nawet w momentach smierci on ma czelnosc pierdolic glodne kawalki o sexie.
-Za wysokie progi na twoje nogi.-stanela sexownie specjalnie go kuszac. Nachylila sie przyciskajac ostrze do jego klatki piersiowej. Powoli i coraz glebiej wbijajac je w cialo zrobila ciecie az do pepka.-Ups.-zachichotala podkskujac radosnie. Ta dziewczyna miala na prawde nie po kolei w glowie. Na koniec tortury powstal piekny inicjal ''TFL'' na jego klacie. Nie byl to zwykly inicjal. Byla to pieknie zlozona spojnosc trzech literek. The Fastest Lea. Taki zwyczaj.-Papa.-wycelowala bron w jego piers pipijajac przy okazji wino z budelki stojajacej na stole.-Mh, dobre. Wrecz idealne na ta okazje.-stwierdzila naciaskajac spost. W jego ciele byly trzy dziury. W jednej oraz drogiej skroni i sercu. Kolejny zwyczaj mlodej kobietki.
-Stary ona jest naprawde psychiczna.-zasmial sie Sam.
-Oooooh jest. Dlatego jest moja wspaniala siostra.-zamsial sie Gonzales. -Gdzie jest bron ktora uzyla?-zapytal powaznie kojarzac wszystkie fakty.
-Nie wiem.-Luke wzruszyl ramionami.-Chlopacy z Young Fastest zabrali ja na wysypisko kiedy wywalali ciala.

Miala na sobie szare, dresowe spodnie i wielka koszulke swojego ukochanego. Siedziala wtulona w jego bok a ten obejmowal jej cialo szczelnym usciskiem. Skakal po kanalach szukajac czegos ciekawszego. Blondynce bylo wszystko jedno, ciagle skupiala sie na myslach Justin'a. Chciala wiedziec pierwsza co zdecyduje. Wroci? Zostanie? Chciala wiedziec co o tym mysli i czego sie boi. Przytulila go bardziej slyszac wzmianke o opuszczeniu swojej ukochanej mamy i rodzenstwa. W jednym momencie rozleglo sie glosne pukanie do drzwi.
-Ja otworze.-dziewczyna zamisla sie pogodnie, myslac iz to Ryan ktory niedawno opuscil dom.'' Pewnie czegos zapomnial''. Westchnelae w myslach. Jednak jej usmiech zbledl automatycznie gdy w drzwiach zobaczyla 4 policjantow uzbrojonych po uszy celujacych w jej cialo.
-Lea?-Justin zmarszczyl brwi wchodzac do korytarza.-O kurwa...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wierze ze to napisalam. xD No to jest scena sexu... Ehm nie jestem za dobra jesli chodzi o pisanie na ten temat w opowiadaniu xD
Przepraszam ze tak dlugo... Troche musialam sie wysilic by napisac ten rozdzial xD HAhahahahaha poczatek coz troche goracy a koncowka dziwna... Jak myslicie cos sie stanie? A moze to kolejne bezsensowne przesluchanie Gonzales? Hm...
Ja naprawde zastanawiam sie czy komentowanie moich postow jest takie trudne? Prosze was... Postawcie chodziaz ta pieprzona kropke! Co wam szkodzi?!
-Patrys.

poniedziałek, 10 marca 2014

#54

-Chodz tu do mnie. -pociagnal za jej zgiete lokcie zamykajac drobne cialo w swoich ramionach.Nawet go nie obiela, dalej zakrywala twarz swoimi dlonmi kiedy on delikatnie glaskal jej plecy.-Kocham cie.-wzial jej dlonie calujac wszystkie knykcie.-To powinno wszystko ci wyjasnic.-usmiechanl sie delikatnie i pocieszajaco kiedy spojrzala w jego oczy.-Kocham cie jak wariat,Lea. Do cholery skradlas mi serce!-wyrzucil rece w powietrze co ja lekko rozbawilo.Chlopak niespodziewanie wpil sie w jej usta niepozostawiajac nawet momentu na wziecie oddechu. Pocalunek byl wszystkim. Miloscia, tesknota, bolem, zalem, radoscia, wspomnieniami, nostaligia, pozadaniem...Po prostu wszystko. Jace wstal usmiechajac sie pod nosem i pobiegl na gore do swojego pokoju. Wolal zostawic zakochanych golabkow dla siebie.Z jednej strony dlatego iz bolal go ten widok a z drogiej bo po prostu chcial dac im ta chwile prywatnosci.''Moze Lea ma racje? Moze powinienem jej poszukac.''.Pomyslal siedzac na swoim wygodnym lozku.Wpatrywal sie w swoje dlonie a na jego usta wkradl sie usmieszek.
-Jasne ze mam racje!-krzyknela z dolu.Pokrecil glowa rozbawiony jej zachowaniem i spojrzal w strone drzwi.Wstal energicznie i znow zbiegl na dol.
-Masz moze ochote na maly meczyk?-skinal glowa na konsole.
-Zawsze.-zasmial sie Bieber.Gonzales wywrocila oczami schodzac z kolan swojego chlopaka i siegnela do szafy po trzy wielke poduchy wypelnione tymi kuleczkami steropianowymi.Ulozyla je przed telewizorem, w normalnej odleglosci, i sama sie rzucila na jedna.Justin przesunal swoje siedzenia za blondynke i siadajac na nim przyciagnal cialo dziewczyny do swojego torsu, kladac joystick na jej brzuchu.To bylo zabawne popoludnie, pelne smiechu i zabawy.Mimo to mysli Lea wciaz krazyly w okol nazeczonej Jace'a.
°Przestan.°
Poslal jej srogie spojrzenie ktore zauwazyl tez Justin.Nawet jesli ten drogi nie czytal w myslach doskonale wiedzial o co im chodzi.
-Daj spokoj skarbie...-szepnal jej do ucha.-Niech sam nad tym pomysli.-pocalowal jej szyje i wrocil do gry.

Kasira wciaz siedziala przwiazana do tego worka treningowego a Caleb przynosil jej tylko wode i cos do jedzenia.To chore,zdawal sobie z tego doskonale sprawe. Ryan chcac wziac swoja rekawice baseballowa natknal sie na dziewczyne.Zasmial sie krecac glowa.
-Czyli moj kolega postanowil zastosowac staromodne metody.-zasmial sie siegajac po kij i pilke.-Szczerze to ci powiem ze myslalem iz strzeli ci kulke i zakopie gdzies w lesie.-pokrecil glowa patrzac z gory na dziewczyne.
-Prosze...Wypusc mnie.-szepnela blagalnie a w jej oczach stanely lzy.
-Zartujesz sobie.-zasmial sie ponownie zakladajac kaptur na glowe.-Ja bym zafundowal ci o wiele wieksze cierpienie.-zlapal w reke jej twarz sciskajac mocniej policzki.Jeknela z bolu.-Sluchaj zastanawia mnie jedno...Po chuja znow poszlas do tego burdelu?-patrzyl na nia wyczekujaco.Ta sposcila wzrok krecac prawie niedostrzegalnie glowa.-Jestes zalosna.Moglas miec wszystko czego bys chciala przy Gonzales'ie.A ty jak ta prawdziwa dziwka wrocilas do tego lowelasa.-westchnal z rozbawieniem.-Doskonale wiem ze od dawna pracujesz dla Monrow.Znam jego i te jego kurwy.-zmusil ja zeby spojrzala w jego oczy.-W tym momencie wystawilas sie na morderstwo w pierwszej linii a ten twoj kutas doskonale o tym wie.-syknal na odchodne odrzucajac jej glowe ktora ciagle trzymal.Po jego wyjsciu dziewczyna wybuchla placzem.Jej szloch byl tak donosny ze slychac go bylo w prawie calym domu. Samantha razem z Alison doskonale wiedzialy co to jednak nie zeszly na dol.Po prostu wolaly sie nie mieszac. Siedzialy w jednym pokoju uczac sie do egzaminu.
-Myslisz ze Lea wroci?-zapytala Sam bawiac sie swoim dlugopisem.
-Wiem ze Max strasznie cierpi...Rozumiem go bo mi tez jej brakuje jednak chyba nigdy nasz kontakt nie bedzie taki jak wczesniej.
-Masz racje...-wstchnela lekko zawiedziona.Miala nadzieje ze Ali pocieszy ja zapewniajac powrot blondynki.

Lea ubrala swoj ciemny zakiet a do reki wziela kluczyki do samochodu.Jace nie bylo w domu poniewaz postanowil przyjac zaproszenie Justina na ogladanie kolejnego treningu Barcelony.Bylo to na reke dziewczynie poniewaz jej przyjaciel nie mogl odczytac jej zamiarow.Byla swiadomo jednak faktu ze gdy wroci on odkryje wszystkie jej plany. Miala dlatego zamiar tej nocy spac w hotelu.
-Lea!-wykrzyknal wysoki mezczyzna z usmiechem na ustach.-Jak dawno cie nie widzialem.-przwyital sie specyficznym usciskiem kiedy dziewczyna podeszla blizej.
-W ogole sie nie zmieniles Marcus.-zasmiala sie klepiac go po ramieniu i bez zadnego skrepowania weszla do biura.
-Ty wrecz przeciwnie.-zmierzyl ja wzrokiem kiedy usiadla na jego wielkim wygodnym fotelu.Marcus Sandiego,prwyatny detektyw,prawnik i czlowiek Young Fastest.Lea miala z nim kontakt najczesciej w Austrii kiedy pracowali razem nas sprawa Monestiego. -Jednak...Olsniewajaca jak zawsze.
-Wydoroslalam.-wzruszyla ramionami.
-A coz spowodowalo ta zmiane?-usiadl wygodnie na sofie stojacej po prawej stronie drzwi.
-Chlopak.-dodala ciagle patrzac wladczym i pewnym siebie wzrokiem. Nie usmiechnela sie na wspomnienie swojego ukochanego mimo ze w jej brzuchu obudzily sie te pieprzone motylki.
-Nasza Lea sie zakochala.-unisol zdziwiony brwi.-Wspolczuje temu biedakowi.-zasmial sie widzac ze wkurzy tym swoja ulubienice.
-Nie przeginaj.-zwrozyla oczy a na jej usta wkradl sie ten lobuzerski usmieszek.-Mniejsza o to...-machnela reka lapiac za zaglowek.-Nie przyszlam tu na pogaduchy.
-Jasne...-westchnal brunet.-Przeciez ty nigdy nie przyjdziesz bezinteresownie.-marknal siadajac przy biurku na krzesle dla goscia.
-Potrzebuje zebys namierzyl niejaka Clary Flay.-oparla lokcie o drewniane biurko.
-Wiecej informacji,prosze.-siegnal po swoj pokaznie gruby notes i otworzyl na czystej stronie.
-Jest to byla nazeczona mojego kolegi...Jace Wayland. Nic za bardzo o niej nie wiem...Kiedys miaszkala w Waszyngtonie.
-Bedzie ciezko.-spojrzal na nia powaznie.
-Proszeeeee cieeeee Marcus.-jeknela niczym mala dziewczynka.-Zrob to dla mnie.-poslala mu slodkie spojrzenie na ktore zawsze wymiekal.
-Zobacze co da sie zrobic.-westchnal.-W zamian za to chce widywac cie czesciej.-pogrozil jej palcem kiedy juz sie zegnali.
-Masz to jak w banku.-podskoczyla podekscytowana calujac go w policzek.-Do zobaczenia jutro!-krzyknela znikajac w korytarzu prowadzacym do windy.

Siedziala na parapecie popijajac, zimna juz ,herbate. Rozmyaslala ze moze popelnila blad wpierdzielajac sie w zycie Jace'a.Z drogiej jednak strony bedzie mial gotowe namiary na swoja ukochana a decyzje podejmie juz sam.Usmiechnela sie pod nosem biorac kolejny wolny lyk.Jej telefon zaczal wibrowac na lozku wiec spojrzala w tamta strone. Nie odebralaby gdyby nie wyswietlilo sie na ekranie zdjecie Justin'a.
-Tak,kochanie?-na jej ustach ciagle wymalowana byla ta satysfakcja.
-Skarbie gdzie jestes?-zapytal zaniepokojny nawet sie nie witajac.-Siedzimy z Jace'm w salonie a ciebie nie ma.
-Powiedz mu ze dzis nie wroce na noc.Jutro moze tez nie...-polozyla sie na plecy owijajac na palec swoje wlosy.
-Nie masz zamiaru znow zniknac,prawda?-zapytal zdenerwowany co lekko rozbawilo Lea.
-Nieee...-pokrecila glowa mimo ze wiedziala iz tego jej rozmowca nie widzi .-Chcesz to zawsze mozesz do mnie zajerzec.-jej usmiech zmienil sie w ten bardziej sexowny ktoremu Justin nie moglby sie oprzec.-Nie mow mu ze wiesz gdzie jestem.Hotel to ten obok starej fabryki czekolady.Masz 15 minut jesli cie tu nie zobacze za ten czas to sie obraze.-zachichotala rozlaczajac rozmowe.Wyrzucila rece nad glowe usmiechajac sie blogo.Doslownie po 10 minutach uslyszla pukanie do drzwi wiec wstala poprawiajac swoja koszulke.Otworzyla drzwi opirajac ponetnie swoje biodro o framuge.
-Przepraszam ale w recepcji czeka na pania niejaki Justin Bieber ktory upiera sie ze pania zna.-mowi lokaj a ja mam ochote wywrocic oczami.
-Nie mogl przyjac od razu z toba?-prychnela popychajac lokaja i zatrzasnela za soba drzwi.Lypnela wrogo na mlodego mezczyzne i powedrowala korytarzem w strone windy.-Co za bezczelnosc!-krzyknela wyrzucajac rece w powietrze.-Witaj kochanie.-wpila sie w usta Justin'a usmiechajac sie pewnie.Wszyscy byli zszokowani jej zachowaniem.-Nie place za to by tak traktowac mojego chlopaka.-prychnela w strone recepcjonistow ktorzy pokiwali energicznie glowa.
-Wiecej sie to nie powtorzy.-powiedzial starszy mezczyzna w bialym garniturze.
-Moja bad girl.-Justin objal ja za biodra prowadzac do windy.

-A co jesli zajrzalybysmy przynajmniej na chwile do Kasiry?-zapytala Ali.Samantha spojrzala na nia niepewnie i z lekkim niedowierzaniem.-No co? To w koncu tez dziewczyna.Na pewno Caleb nie zapewnil jej nawet wody!-wyrzucila rece w powierze.
-Nie krzycz.-Sam przystawila palec do ust blondynki i rozejrzala sie po salonie.-Dobra,pojdziemy do niej ale ani mi sie waz jej uwalniac.-warknela sfrustrowana.Alison jeczala o tej dziwce juz od dobrych dwoch gdzin przez co Samantha nie mogla sie w ogole skupic nawet na najprostrzych rzeczach.
-Aaa!!-pisnela podekscytowana.
-Alison!-Sam wywrocila oczami i zostala pociagnieta w strone drzwi frontowych.Rozgladajac sie na wszystkie strony w ewentualnym upewnieniu sie ze nikt ich nie widzi, zakradly sie do garazu kiedy Kasira najmniej sie tego spodziewala.Spojrzala na nie zszokowana usmiechajac sie nie pewnie.-Nie licz na duzo...-warknela brunetka zakladajac rece na piersach.Spojrzala na prostytutke z wyzszoscia i zniesmaczeniem.
-Jak sie czujesz?-droga z przyjaciolek ukucnela przy Ksirze usmiechajac sie spokojnie.Zignorowala kompletnie dasy kolezanki wywracajac jedynie na nia oczami.
-Fatalnie...Wszystko mnie boli,jestem cala zdretwiala i pic mi sie chce.-sprobowala sie poprawic jednak kajdanki uniemozliwialy jakikolwiek ruch.
-Sam podaj wode...
-Wez spieprzaj...-prychnela odchylajac glowe do tylu.-Wystarczy ze tu przyszlam a reszta sama sie zajmij.-dodala podirytowana.Nie mogla zrozumiec co kierowalo blondynka ze nagle stala sie taka dobroduszna.Dziewczyna kucajaca przed Kasira poslala jej przepraszajace spojrzenie na co ta tylko pokrecila glowa.
-To przeciez nie twoja wina.-szepnela a samotna lza splynela jej po policzku.Ali od razu wstala by podac jej cos do picia.Samantha przygladala sie tej sytuacji z lekkim obrzydzeniem chociaz sama nie wiedziala dlaczego.
-Wiesz co...Lea miala racje.-fuknela zmierzajac do drzwi.-Lepiej zastanow sie po czyjej stronie jestes.-dodala zatrzaskujac za soba drzwi.

-Ciesze sie ze tu jestes...-Gonzales szepnela bawiac sie palcami splecionymi z tymi swojego chlopaka.Lezeli wlasnie na lozku w wynajetym pokoju cieszac sie swoja obecnoscia. Chlopak trzymal jedna reke pod swoim karkiem a na drogiej lezala glowa dziewczyny.
°Tak cholernie za toba tesknilem...°
-Ja za toba tez.-odwrocila sie wygodniej tak ze teraz jej glowa spoczywala na jego ramieniu.
°Powiesz mi czemu nie chcesz nocowac u Jace'a?°
Spojrzal na nia z gory a ta zamknela na chwile oczy, nie mogac zniesc intensywnego spojrzenia swojego ukochanego.Po prostu nie moglaby nic powiedziec.
-Widze ze nie chcesz sie przemeczac otwierajac buzie.-zachichotala.
°Przyznaje ze to strasznie wygodne.°
Wyszczerzyl sie do niej tak mocno ze az jego powieki prawie sie zamknely. Ta tylko wywrocila oczami.
-Sprawiasz ze czuje sie jak kosmitka.
-Przepraszam...-szepnal do jej ucha obejmujac mocno.
-Bylam prosic kolege o przysluge.-wzruszyla ramionami.-Chce pomoc mojemu nowemu przyjacielowi odnlezc swoja nazeczona.-szepnela lekko zawstydzona.
-Nie sadzisz ze to lekkie wpieprzanie sie w jego zycie?-zasugerowal powanznie.Blondynka,ociezale, podniosla sie do pozycji siedzacej.Zgiela jedna noge w kolanie opierajac na niej lokiec i wplotla dlon w swoje dlugie wlosy.
-Ja chce tylko zeby on nie cierpial.-spojrzala smutno w czekoladowe teczowki.-Wiesz jak to boli czuc ta jego tesknote,nostalgie, wrogosc do samego siebie...On o jej odejscie wini siebie a nie mojego zjebanego wujka.-ostatnie zdanie warknela z jadem przypominajac sobie zwariowanego naukowca.
-Trzeba zabrac go na impreze i znalezc jakas inna laske.-stwierdzil entuzjastycznie na co ona prychnela smiechem.
-A ty go w ogole sluchales?-schylila sie nad nim przegarniajac wlosy na jedna strone.-My zakochujemy sie tylko raz.-szepnela wpijajac sie w jego usta.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Niedlugo wydazy sie cos co moze zmienic calkowicie cala sytuacje...Mam nadzieje ze sie na mnie nie zezloscicie.
-Patrys

niedziela, 2 marca 2014

#53

-Gdzie byles?-Caleb zapytal od razu gdy zobaczyl jak Bieber wchodzi do jego domu z lekkim usmiechem na ustach.-Odpowiesz mi gdzie kurwa zniknales?!
-Na...Na spotkaniu.-ten wzruszyl bezradnie ramionami jakby to nie bylo nic waznego.Zdjal swoja kurtke rzucajac ja na szafke i usiadl na sofie w salonie.
-Na spotkaniuuuu,taak?-Gonzales przeciagnal z usmiechem stajac z zalozonymi rekoma nad pilkarzem.-Ciekawe ciekawe...
-Odpierdol sie stary...-Justin zasmial sie wywracajac oczami.
-Wiec co u mojej siostrzyczki?-rzucil sie obok szatyna na wygone siedzenie i oparl nogi o stolik.
-Dobrze...Wydaje sie jednak troche rozdarta.-zmarszczyl brwi pocierajac twarz dlonmi.Domyslil sie ze jego dziewczyna nie chce aby ktokolwiek inny wiedzial o jej problemach.
-Rozumiem ze nie powiesz o co chodzi.
-Ja nie wiem o co chodzi.-spojrzal na niego sceptycznie wstajac z sofy.-Mam ochote na mecz....Moze powinienem wreszcie pojawic sie na treningu.-pobiegl do pokoju ,szybko wyciagnal swoja torbe i wrocil do drzwi wyjsciowych.-Siema!-na jego ustach bez przerwy tkwil ten lobuzerski usmieszek. Mimo iz wiedzial ze trener bedzie w furii ze nie pojawil sie na boisku od dluzszego czasu to mial to gdzies.Parkujac swoja zabawke na wynajetym miejscu zalozyl ciemne okulary i zablokowal kluczykiem drzwi.
-No ja chyba nie wierze!-krzyknal mezczyzna w dresie z gwizdkiem na szyi.-Bieber raczyl sie pojawic!!-udal uklon na co chlopak wywrocil oczami.Rzucil sportowa torbe na lawke i usadl na wolnym miejscu patrzac zawistnie na kazdego z graczy.-Mozna przynajmniej wiedziec dlaczego kurwa nie bylo cie przez prawie miesiac?!-trener stanal na przeciwko niego zakladajac rece na klacie.
-Mialem problemy...-Justin spojrzal w bok pocierajac dlonie.
-Jak kazdy...Jednak zaden z nas nie pierdoli sie jak panienka i nie znika bez powiadomienia.-syknal zly.
-Moge nie grac jak panu cos przeszkadza.-Biebs byl naprawde pewny siebie.Stanal zaciskajac piesci oraz szczeke.
-Za duzo za ciebie dali zebym teraz pozwolil ci odejsc.

Zastanawialo ja jedno...Czemu Justin sie tak zmienil przez ten czas? Przybylo mu tatuazy, zmienil fryzure, przypakowal jeszcze bardziej. Nie zeby wczesniej nie mial miesni...Siedziala tak na sofie niby ogladajac telewizje z Jace'm kiedy jednak jej mysli byly gdzie indziej.Chlopak doskonale wiedzial co chodzi jej po glowie ale mimo to udawal ze wszystko jest normalnie.Tak jak go prosila.
°Ma zamiar jechac na trening...°
Pomyslala patrzac w oczy blondyna.
°To tez jedz...Na pewno bedzie to dla niego dobre w momencie kiedy jego druzyna bedzie wsciekla za jego nieobecnosc.°
°Ktora jest z mojej winy...°
Jeknela zakrywajac twarz dlonmi.Mialam ochote cos rozwalic.Czula jak poziom zlosci wzrastal diametralnie jednak nie otworzyla zaciskajacych sie oczu.
°Heejjj...°
Przytulil ja do siebie opiekunczo glaszczac jej plecy.Czul sie jak jej starszy brat mimo ze znal ja tak krotko.
°Chcesz to pojade z toba.°
Zaproponowal ochoczo.Kochal pilke nozna jednak sam nie mogl grac.
°Jesli bys mogl to dla mnie zrobic.°
Wzruszyla ramionami usmiechajac sie nie pewnie.
°Jasne ze moglbym.°
Oboje pobiegli aby sie przebrac.Po okolo 40 minutach dojechali na miejsce czerwonym Ferrari Jace'a.Bosh! Ile ten chlopak mial samochodow...Blodnynka byla nie pewna co do tego pomyslu.
-Wrocmy do domu...-jeknela lapiac sie przedramienia przyjaciela.-Ja nie dam rady.
-Nie odbirzesz mi przyjamnosci ogladania treningu samej Barcelony.-wyrzucil rece w powietrze patrzac na nia lekko zirytowany. To tak jakby odbierano malemu dziecku smoczek.-Pomysl o nim.Jak sie ucieszy.
-Jasne...-zalozyla jeden kosmyk swoich dlugich wlosow za ucho sposzczajac wzrok na swoje szpilki.
-No a moze nie?-zapytal retorycznie.-Widzialem twoje wspomnienia.-dodal jakby ofensywnie.
-Daruj sobie...-syknela w jego strone mrozac oczy.Poszla przed siebie skrecajac na schody prowadzace do trybun. Usiadla na swoim standardowym miejscu patrzac na grupe rozgrzewajacych sie chlopakow. Justin stal do niej tylem wiec nie mogl jej zauwazyc.Po chwili obok niej usiadl blondyn wyciagajac nogi tak jak ona, na oparciu siedzenia przed soba.

Ogladali caly mecz bez zadnego slowa Jace byl wrecz zachwycony a w glowie Lea byl chaos.
-Przestan myslec bo mnie rozpraszasz.-zasmial sie lekko czego ona nie odwzajemnila.
-Ta...-wywrocila oczami znow powracajac wzrokiem na swojego chlopaka ktory nie byl swiadomy jego obecnosci.Gdy Justin strzelal ostatniego gola przebiegl przez polowe boiska rzucajac sie na kolana.Wygladalo to zabawnie a na ustach jego dziewczyny pojawil sie usmiech.''Jak dziecko...''.Pokrecila rozbawiona glowa wstajac.Zlapala swoje zgiete lokcie i patrzyla jak skacza na siebie z innymi chlopakami z druzyny. W jednym momencie jego wzrok spotkal jej blogie spojrzenie i momentalnie zatrzymal sie w miejscu.
°Kochanie...°
Pomyslal co ona doskonale slyszala.Jednak jego wzrok wyladowal po chwili na siedzacym blondynie obok swojej dziewczyny.Zaniepokoilo go to lekko a ona wywrocila oczami.
-Mezczyzni...
-To nie nasza wina ze gdy sie zakochujemy jestescie dla nas najwazniejsze.-jej przyjaciel powiedzial na polsmiechu, kiedy ona przechodzila miedzy siedzeniami w strone boiska. Czula na sobie intensywne spojrzenie Bieber'a ale i nie tylko.Cala druzyna wlepiala w nia swoje galy.W momencie kiedy miala stawiac juz swoja noge na murawie zostala zlapana nieoczekiwanie w pasie przez duze dlonie Justina.Zachichotala skaczac mu na race w sposob ze jej nogi oplataly jego pas.Wpila sie w jego usta przechylajac glowe w lewo by pozycja byla wygodniejsza. Za plecami pilkarza slychac bilo gwizdy i wycie chlopakow na co usmiechnal sie przez pocalunek.
-Nie moge uwierzyc ze bylas tu przez caly czas a ja jak ten dupek cie nie zauwazylem.-szepnal jej do ucha przygryzajac potem jego platek.
-Tesknilam...-szepnela calujac jego szczeke.
-Bieber! Na boisko! Juz i tak dosc czasu stracilem przez ciebie!-wydarl sie trener podchodzac do niego blizej.Miesnie dziewczyny spiely sie lekko posylajac wkurzone spojrzenie w strone mezczyzny.
-Spokojnie,dam rade.-postawil ja na ziemi calujac ostatni raz ja w czolo.
-Kocham cie.-szepnela gdy juz odchodzil myslac ze tego nie uslyszy.
-Ja ciebie tez, mala.-odwrocil sie z lobuzerskim usmiechem nie przerywajac swojego marszu.Poscil jej oczko a potem pobiegl do chlopakow.

-Justin to Jace, moj przyjaciel. Jace to Justin, moj chlopak.-przedstawila sobie chlopakow kiedy stali juz na parkingu.Bieber obejmowal ramieniem w talii swoja ukochana a na przeciwko stal wysoki blondyn.Uscisneli sobie dlonie patrzac pogodnie.
-Ty musisz byc tym wspanialym ,idealnym ciachem.-zasmial sie patrzac na swoja nowa przyjaciolke ktora poslala mu zszokowane spojrzenie.
°Jak mogles dupku!!°
Wytrzeszczyla na niego oczy a potem przeniosla je na JB ktory patrzyl na nia lobuzersko.Schowala zawstydzona twarz w zaglebieniu jego obojczukow zakrywajac twarz wlosami.Lea sie rumieni?! Czekajcie,czekajcie to trzeba zapisac w kalendarzu.
-Ehm...-Justin zasmial sie razem z Jace'm.-Moze wpadniesz do nas?-zapytal ten drugi.
-Do nas?-miesnie pilkarza spiely sie w jednym momencie.Byl przekonany ze Lea uciekla gdzies SAMA!
-Kochanie ja ci musze wytlumaczyc pare spraw.-czytala jego mysli w kazdej sekundzie.Widziala jego zlosc,zazdorsc i niepewnosc.-Ale w bardziej spokojniejszym miejscu.-rozejrzala sie widzac maaase ludzi.-Jace,jade z Justin'em.-zerknela na chlopaka grzebiacego cos w swoim Iphone.
-Jasne...Jedzcie za mna.-usmiechnal sie nawet nie odrywajac oczu od ekranu.Odwrocil sie napiecie wskakujac do auta.
-Nie zlosc sie.-pocalowala jego szczeke.-Wszystko ci wyjasnie.-usmiechnela sie patrzac na jego twarz.Zerknal na nia i przyjaciagnal lekko do siebie.
-Ja po prostu...
-Zdziwil cie fakt kiedy zobaczyles mnie z chlopakiem ktorego nie znasz...Wiem,wiem.-pociagnela go za dlon w strone jego samochodu.
-Nic was nie laczy prawda?-zatrzymal sie w polowie drogi zatrzymujac rowniez jej cialo.Zechichotala pod nosem odwrcajac sie do niego.
-Zwariowales?-pokrecila glowa.
-Tak.-przysunal sie blizej.-Na twoim punkcie.-zlozyl na jej ustach delikatny i czuly pocalunek.

Po tym jak dwojka przyjaciol wytlumaczyla szatynowi ostatnie zmiany ten z niedowierzaniem siedzial bez ruchu na sofie.Patrzyl na swoja dziewczyne ktora siedziala na stoliku przed nim wpatrujac sie w niego niepewnie.Bala sie jego reakcji.Jednak doskonale czytala jego mysli z czym Justin czul sie lekko skrepowany.
-Kochanie...-przyciagnal ja do siebie sadzajac sobie jej cialo na swoich kolanach.-Musi byc ci ciezko...-wtulil ja w siebie glaszczac po plecach.Takiej reakcji nie przewidzieli.Ani Lea ani Jace.
-Nie jestes zly?-zapytala niesmialo.
-Ja cie kocham mimo wszystko...-szepnal jej do ucha, na co blondyn usmiechnal sie pod nosem.Wspominal chwile z swoja nazeczona kiedy jeszcze byli razem i zdal sobie sprawe ze to byl inny rodzaj zwiazku niz ten Lea i Jusa. Ich byl bardziej brutalny i odwazny.
-Naprawde nie chce czytac twoich przygod lozkowych,Jace.-warknela w strone chlopaka z lekkim rozbawieniem.Ten uniosl lekko rece w gescie obronnym usmiechajac sie slodko.
-To akurat nie moja wina ze czytasz moje mysli.-zasmial sie a ona razem z nim wywracajac przy okazji oczami.
-Czytli tak...Ty.-wskazal na chlopaka.-Czytasz tylko w myslach Lea?-zapytal jednak brzmialo to bardziej jak stwierdzenie.-A ty.-przeniosl wzrok na swoja dziewczyne.-W myslach wszystkich?
-No tak jakby.-patrzyla na wszystko byle nie w oczy szatyna.Bala sie jego spojrzenia, tego ze moze ja osadzac lub tego ze odejdzie przez jej odmiennosc.
°Spokojnie na pewno tego nie zrobi.On cie do cholery kocha!°
Jace probowal ja pocieszyc nie chcac narazac sie Justin'owi.
-Czyli w moich tez czytasz?-pilkarz zapytl szeptem lekko speszony.Skinela kilka razy glowa usmiechajac sie niesmialo.-A skoro ty czytasz w moich a on w twoich to...-nie musial konczyc bo doskonale wiedzieli co mial na mysli.
-Justin prosze cie.-zmarszczyla brwi robiac z ust grymas.-To nic nie zmieni, bedziemy udawac ze niczego nie wiemy.-mowila spanikowana.
-Dlatego zniknelas?-posadzil ja obok siebie wstajac,reka przeczesal wlosy i ciagle chodzil w ta i z powrotem.-Balas sie ze cie zostawie?!-to zabrzmialo jak wyrzut.-Zwadpilas...-spojrzal w jej zalzwaione oczy z niedowierzaniem.Byl pewny ze jest swiadoma jego uczuc.-Naprawde uwazasz ze jestem takim chujem?
-A co mialam pomyslec?!-wyrzucila rece w powietrze stajac przed nim.-Skad mialam wiedziec ze dla ciebie to nie ma znaczenia czym jestem?! Wiesz jak mi bylo ciezko z tym...Z tym cholerstwem juz wczesniej!-po jej policzkach zaczely splywac lzy.-Bylam pewna ze nie chcesz wiecej dziewczyny potwora! Maszyny do zabijania! Justin ty masz przed soba kariere, masz rodzine, mozesz byc szczesliwy!!-czula jak jej emocje siegaja zenitu.Miala ochote znow zamknac sie w sobie.Nie wyobrazala sobie zeby go stracic.Nie mogl jej zostawic.-Mozesz miec kazda! Popatrz na siebie. Idealny mlody pilkarz o sercu jak ze zlota. A ja? Chora psychicznie gangsterka z The Fastest. Myslisz ze moge byc spokojna o swoja przyszlosc?-patrzyla na niego z bolem.
-Zakochujemy sie tylko raz.-wlaczyl sie Jace.-Nie zmieniamy uczuc nawet po smierci danej osoby.W momencie kiedy nasze uczucia znajda wlasciwa osobe nie ma odwrotu.-szepnal smutno jednak na tyle glosno zeby moc go uslyszec.-U nas nie ma zauroczen, jakis dennych historyjek. U nas jest milosc.
-Ja...-Justin patrzyl oszokomiony na cialo blondynki przed soba nie wiedzac co zrobic.Ona poczula kolejna slona porcje lez naplywajaca do jej oczu.Przymknela lekko powieki daja im tym upust.Ta chwila byla jak wiecznosc...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ojejjjjj cieszycie sie ze oni sie pogodzili?? Jednak ta koncowka taka smutna :c
Jak myslicie co powie Justin? Zostawi ja? A moze jednak beda nierozlaczni? A co z Jace'm i jego nazeczona? Co z Kasira?
Mam nadzieje ze rozdzial sie podobal :D
-Patrys

środa, 19 lutego 2014

#52

-A ty kiedy masz te swoje lekcje?-zapytal Jace wychodzac z lazienki w samych spodenkach i wyciarajac mokre wlosy.
-Jutro.-jeknela niezadowolona bawiac sie swoimi wlosami i czytajac cos w podreczniku od historii.W glowie blondyna natychmiast pojawily sie pytania.-Nie, nie zaprosilam jej tu. Nie, nie pojde ani do Justina ani do Caleba. Nie wiem... Myslalam o parku.-wzruszyla ramionami nadal zawziecie czytajac.
°Jasne...Boski pomysl.Akurat ten twoj chlopak bedzie przechodzil i kurwa na ciebie wpadnie.Madrze to wymyslilas.°
Wywrocil oczami wracajac do lazienki.Lea westchnela ciezko kladac sie na plecy z rekoma szeroko rozlozonymi.
°Masz moze ochote na przejzdzke motoerem?°
Uslyszala pytanie w swojej glowie na co lekko sie usmiechnela. Chciala uciec na chwile od wszystkich swoich problemow. Miala ochote na chwile beztronski...Najlepiej z Justinem.
°Wiem ze ci go nie zastapie i nawet nie probuje ale jednak moze uda mi sie na chwile porwac twoje mysli w inne miejscje,co?°
Zgasil za soba swiatlo i stanal w nogach lozka.Spojrzala na niego podpierajac sie na lokciach.
°Dzieki ze sie starasz.°
Poslala mu wdzieczne spojrzenie.Usmiechnal sie do niej patrzac pustym wzrokiem.Gdy na nia patrzyl przypominaly mu sie chwile z swoja nazeczona. Strasznie za nia tesknil jednak chcial zeby byla szczesliwa dlatego dal jej spokoj skoro wiedzial ze on jej go nie moze zapewnic.
°Poszukaj jej...°
°No i co? I co dalej?°
Prychnal zamykajac na chwile oczy i skierowal sie w strone wyjscia z sypialni.
°Przeciez nie musisz sie z nia spotykac. Mozesz zobaczyc czy wszystko u niej ok...Czy zyje i czy faktycznie jest bez ciebie szczeliwa.°
Maszerowala za nim w swoich dlugich, cieplych zakolanowkach i starej bluzie chlopaka.Odwrocil sie na chwile posylajac jej wymowne spojrzenie.
-No co?-stanela zakladajac rece na biodra.-Moze nie mam racji ze rozwialoby to czesc twoich zmartwien?
-Tak...-odwrocil sie do lodowiki.-I spowodowalo mase nowych.

-Masz ochote na meczyk?-zapytal Ryan swojego przyjaciela ktory wlasnie popijal pomaranczowy sok.Justin nawet nie zorientowal sie z obcecnosci chlopaka.-Eeeej?-pomachal mu przed oczami reka biorac do drogiej szklanke z woda.
-Oh sory nie zauwazylem.-pokrecil glowa jakby chcial wyrzucic swoje mysli.
-Zauwazylem...-usiadl na przeciwko obracajac szklanke w dloniach.-Jestes nieobecny.
-Nie pierdol bez sensu.-schowal twarz w dloniach przecierajac ja kilka razy.-Jestem zmaczony, cholernie za nia tesknie a ona pewnie gdzies sie zajebiscie bawi bezemnie. Moze juz znalazla sobie innego.
-Przeginasz.-Toby warknal. Stal w drzwiach kuchni i przysluchiwal sie rozmowie.-Jestes zwyklym idota.-prychnal podciagajac swoje koszykarskie spodnie.Wszedl glebiej do kuchni i z lodowki wyciagnal napoj energatyzujacy. Z kieszeni wyciagnal skreta i przewrocil go w palcach.-Ona cie kocha.-stwierdzil otwierajac puszke i odstawil ja na blat zeby moc zapalic sobie jointa.-Zakochuje sie tylko raz a ty myslisz ze cie zdradza.- zaciagnal dym.-Jestes zwyklym chujem zeby sugerowac ze moglaby to zrobic.-popil napojem i ponownie wlozyl swoje ulubione cudenko w kacik ust tak zeby jednak mogl mowic.-W ogole to co ty o niej myslisz,co? Ze jest laleczka do wydymania?-wywrocil oczami.
-Stul pysk....-Justin nie podnisl wzroku jednak jego dlonie zacisnely sie w piesci.-Wiem ze sie w niej zabujales i wkurwia cie fakt ze ona jest moja. Myslisz ze jestem przyjebany?-spojrzal wrogo na blondyna.Zarowno Toby jak i Ryan byli zszokowani ze pilkarz odwazyl sie warknac. Zazwyczaj nie chcial wchodzic w parade zadnemu z The Fastest.-Pogodz sie z faktem ze Lea mnie kocha a ja ja.-wstal gwaltownie mierzac z obrzydzeniem swojego ''rywala'' i wyszedl z pomieszczenia.
-Ma racje..-Ryan westchnal cicho.
-Ty to lepiej kurwa zamknij ta morde bo nie bede mial skropulow.-syknal patrzac na drzwi za ktorymi zniknal Bieber. ''Chuj pierdolony...''. Pomyslal zagryzajac szczeke.

-Kasira! Do mnie kurwa dziwko pierdolona!-krzyknal jakis facet w czarnym garniturze od Gucciego i z ciemnym cygaro w reku. Dziewczyna momentalnie znalazla sie obok niego.
-T..Tak?-zapytala nie pewnie.-Panie Monrow ja wiem ze ostatnio mnie w ogole nie bylo ale nadrobie ten czas.
-Wiem ze go nadrobisz.-zlapal ja za gardlo.-Pamietaj ze jestaes tutaj moja dziwka, nie mysl ze mozesz uciec.-syknal w jej ucho. wlozyl cygaro w usta a potem zlapal za posladek dziewczyny.-Slyszalem ze bylas u Gonzales'a.-powiedzial zjezdzajac droga reka w strone jej piersi.Kasira jednak nie czula obrzydzenia. Wrecz przeciwnie.Podniecalo ja wszystko co bylo zwiazane z sex'em. Ona pracowala w burdelu dla przyjanosci, nie dla pieniedzy.
-Bylam...Mam zamiar tam wrocic.
-I czego dowiedzialas sie o jego siostrze?-skinal na nia palcem i skierowal sie do swojego gabinetu. Pobiegla od razu za nim lapiac go za predramie. Byla, mozna tak powiedziec, pupilkiem Monrow.-Wiesz ze chcialbym miec ja u siebie.
-Nie mieszka z nim. Ale widzialam jakie ma zdolnosci.-mowila z przekonaniem kiedy mezczyzna usiadl na swoim, wielkim, skorzanym fotelu. Od razu podeszla do niego i usadowila sie na jego kolanach.-Potrafila torturowac Caleb'a nawet na niego nie patrzac.
-Fascynujace...-oj chyba gosciu nie byl tak przejety jak jego kurwa. Wsunal dlon do jej obcislych spodenek sciskajac mocniej jej posladek.
-Mozeee ma pan ochote na maly numerek.-zlapala za jego krawat przyciagajac go blizej.
-Oddaje sie w twoje rece...-jeknal rozkladajac sie wygodniej na siedzeniu.-A raczej powinienem powiedziec usta.-Na ustach czerwono wlosej pojawil sie lobuzerski usmieszek.Poruszyla sie niespokojnie na jego kolanach czujac duze wyburzenie.Zsunela sie na podloge klekajac przed nim. Odpiela pokazny pasek i rozpiela rozporek. Doskonale wiedziala co robi i nie przeszkadzalo jej to. Chciala sexu, kasy i blogosci. Byla jak maszyna.

-Jaceeeee...-Lea jeknela wchodzac do pomieszczenia, a raczej laboratorium, gdzie chlopak wlasnie cos eksperymentowal.
-Tak, mala?
-Nudzi mi sie...-szepnela smutno opierajac glowe o sciane.-Co robisz?-podeszla do niego patrzac na wszystkie kolorowe plyny,fiolki,strzykawki i kartki z jakimis zapisami.
-No zgadnij.-zmieszal dwie substancje ze soba i po chwili nie bylo reakcji.-Kurde...-podrapal sie po glowie kiedy fiolka w momencie wybuchla.Oczy dziewczyny powiekszyly sie naprawde bardzo i przestraszona spojrzala na blondyna.
-Na mnie tego nie wyprubujesz.-pokrecila glowa pokazujac swoim dlugim, chudym placem na resztki szkla. Chlopak zasmial sie patrzac na nia z wspolczuciem.
-Jasne wiesz...Odnalazlem swoja '' siostre '' i chce ja puscic z dymem, naprawde.-mowiac slowo ''siostra'' pokazal w powietrzu cudzyslow a konczac zdanie wywrocil oczami.-Jestes niepowazna.
°Bo ja wiem co ty chcesz zrobic.°
Pokrecila glowa zakladajac rece na zebra. Wyszla z pomieszczenia odgarniajac swoje wlosy na jedna strone.
°Co bedziesz robic?°
Pyta niby zainteresowany dlaej probujac dodac do siebie dwie fiolki.
°Nie wiem mam ochote skoczyc z tego twojego balkonu krzyczac ze jestem lesbijka.°
Stwierdzila powaznie siadajac na sofie w salonie.
°Aha, fajnie.°
Odpowiedzial nie przejety a ta wywrocila ponownie oczami.
-Zajebiscie ze mnie sluchasz!!-kryknela sfrustrowana. ''Justin slucha zawsze...''. Siegnela po swoja kurtke i zlapala za kluczyki do auta Jace'a.-Nie wiem kiedy wroce!-wyszla trzaskajac za soba drzwiami i zjezdzajac winda napisala esemesa do swojego chlopaka. ''Za 20 minut nad klifem za stara fabryka czekolady.''. Wyslala i wrzucila komorke do kieszeni. Wsiadla do wypasionego Lamborghini swojego nowego kolegi i docisnela pedal gazu wyjezdzajac na pusta autostrade.

-Gdzie ty bylas?!-Caleb wrzasnal slyszac pukanie szpilek w korytarzu.Wyskoczyl zza sciany przyciskajac cialo dziewczyny tak ze zamknal ja w klatce z swoich rak.Spojrzala w jego oczy niewinnie i wpila sie w jego usta.-Spierdzisz burdelem,jakimis fagasami i dragami. Nie dotykaj sie do mnie...-warknal jej na ucho odsowajac sie na bezpieczna odleglosc.Patrzyla na niego zdezorientowana i lekko przestraszona.-Co?-zasmial sie bezczelnie.-Myslalas ze jestem idiota? Ze tak po prostu mnie wykorzystasz? Zalosna jestes...-pokrecil glowa oblizujac wargi.Przysunal sie do niej znowu patrzac w jej oczy.-Chcialas wiedziec czy to prawda o mnie i The Fastest. Myslalas ze jestem takim debilem ze za sex wyspiewam ci wszystko?-zakpil z niej.-Wiem ze jestes dziwka, wiem gdzie pracowalas...A moze powinienem powiedziec pracujesz co?
-Caleb ja naprawde cie kocham.
-Jasne a ja to supermodelka z Victoria's secret.-zasmial sie spokojnie jednak w srodku buzowalo w nim. Mial ochote wyrzucic ja na zbity pysk.
-Prosze cie kochanie...-poglaskala go po policzku.Zlapal jej nadgarski jedna reka i przycisnal mocno nad jej glowa.
-Teraz powiesz mi grzecznie kto i co ci kazal ze mnie wyciagnac a jak nie to nie bede taki mily.-poscil jej oczko ciagnac w strone salonu. Rzucil ja na sofe i usiadl na przeciwko.Nic nie mowila patrzyla na niego bezczelnie i krecila glowa.
-Zapomnij.-prychnela.
-Jak sobie chcesz...-wstal wyjmujac swoja spluwe i przylozyl je do jej skroni.-Wstawaj kurwo.-powiedzial to tak jakby mowil zeby ktos podal mu pilot. Lekko wstrzastnal nia fakt ze on jej grozi. Byla pewna ze owinela sobie go w okol palca.Wyszli na zewnatrz wchodzac do garazu. Bylo w nim naprawde duzo miejsca a Caleb wybral swoj jeden z workow treningowych.Kazal stanac jej za nim i chowajac bron do kieszeni siegnal po kajdanki z szuflady.-Mam nadzieje ze lubisz tego typu zabawy.-zasmial sie bezczelnie sciskajac mocno jej nadgarski w metalowych obraczkach przytwierdzonych to stojaka.-Milego meczenia sie, kochanie.-pocalowal ja w szyje i po chwili wyszedl zamykajac za soba drzwi od garazu. Zostawil ja, polnaga,w zimnym i cemnym pomieszczeniu bez zadnych warunkow do zycia.

Siedziala tak na opierajac pupe o maske auta i patrzyla w rozciagajace sie przed nia miasto. Przeklinala sie w myslach ze dzialajac pod wplywem tesknoty napisala do Justin'a. Jednak teraz nie mogla sie odworic. Co ona chciala zrobic? Co nia kierowalo? Po chwili uslyszala parkujacy samochod a kierowca usiadl obok niej.
-Zniknelas...-stwierdzil szeptem.
-Justin ja...Ja po prostu potrzebuje czasu.-jeknela czytajac kazda jego mysl.Nie chciala mu tego jeszcze mowic. Bala sie jego reakcji. Czula jego tesknote, jego kazde zwadpienie w ich milosc, bol i cierpienie. Widziala klotnie z chlopakami, kontakt z Ryan'em. Widzial wszystko.
-Nie ma sprawy...-usmiechnal sie do niej pokrzepiajaco.
-Justin, ja potrzebuje odpoczac...-syknela dobitnie.
-Ah...-spojrzal na nia smutnie.-To znaczy zee...
-Nie, to nie nasz koniec.-objela go w pasie.-Jestem zbyt samolubna i egoistyczna zeby oddac cie innej. Jednak musisz zrozumiec ze ostatnio zdazylo sie troche w moim zyciu, pare nowosci i zmian. Musze je sobie poukladac.-przytulil ja do siebie.
-To zrobmy tak...Spotykajmy sie, wychodzmy na randki, do kina, na spacer.-posadzil ja sobie na kolanach.-Tak jak na poczatku.-gladzil jej talie.
-Kocham cie Justin...-szepnela niesmialo delikatnie dotykajac jego policzka.-Kocham cie na zawsze...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kocham was!
To jeszcze nie koniec problemow xD :P Bylabym zbyt dobra gdybym pozwolila wam tak po prostu czytac jakas sielanke miedzy Lea a Jusem xD
UWAGA: Rozdzial nie jest sprawdzony! Za wszystkie bledy i niedogodnienia przepraszam! <3
-Patrys

niedziela, 9 lutego 2014

#51

-Czemu akurat to miejsce?-zapytala siadajac na laczce gdzie pierwszy raz spotkala blondyna. Doskonale wiedziala ze rownie dobrze mogla by zadac pytanie w myslach jednak nie chciala przywykac do mysli ze do reszty zwariowala. Chciala po prostu zachowywac pozory normalnosci. Usiadl obok niej usmiechajac sie pod nosem.
°Tak tu spokojnie...°
Westchnal gleboko zamykajac oczy i kladac sie na zimnej trawie.
-Skad te...To nowe cos?
°Mowisz o czytaniu w myslach?°
Na jego ustach pojawil sie delikatny usmiech.
°A niby o czym innym...°
Zironizowala w myslach przewracajac oczami. Usiadla plecami do boku chlopaka i polozyla glowe na jego torsie. Zaskoczylo go lekko jej zachowanie i odczytujac wszystko z jego mysli zachichotala pod nosem.
°Moja teoria jest taka... Sadze ze z racji tego iz nasze cialo zetknelo sie z soba spowodowalo odrodzenie komorek tego czego wsadzil nam do DNA twoj wujek...No bo zobacz...Teraz lezysz na mnie jednek nasze czasteczki skory dzieli moja kurtka.°
Otworzyl oczy konczac wyklad.Wpatrywal sie w niebo probujac odczytac mysli i emocje Lea jednak bez skutku. Tak jakby byla pusta.
-Czemu jestes taka?-zapytal ''czytajac'' jej przeszlosc.Odwrocila sie na brzuch i kladac rece na jego brzuchu splotla swoje dwie dlonie kladac na nich brode.
-Po co sie pytasz skoro doskonale wiesz?-zachichotala patrzac na jego twarz. Widziala w nim cos czego nie widziala w Justinie. Bylo to strasznie dziwne jednak nie bala sie. Wiedziala ze kocha tylko Bieber'a. Jednak...Moze powinna sie bac?

Justin siedzial u Ryan'a w pokoju patrzac pusto w ekran telewizora. Ogladal wlasnie z swoim kolega jakis mecz koszykowki.
-Ja zwariuje...-jeknal przeczesujac palcami wlosy i ciagnac mocno za koncowki.
-Wroci...Jak mowi Caleb ona musi sie poukladac.-poklepal go przyjacielsko po plecach usmiechajac sie lekko.
-Nowy chodz ze mna.-Toby otworzyl szeroko drzwi skinajac w strone Butler'a.Podniosl sie ociezale kierujac sie w strone drzwi. Rece trzymal w kieszeniach a wzrokiem mordowal blondyna.Oboje zbiegli na dol do samej piwnicy.-Sluchaj Lea tu byla...-chlopak oparl sie na rekach o brzeg wielkiego stolu.Stal naprzeciwko przyjaciela pilkarza.
-Co ty pierdolisz?
-W momencie kiedy mielam niemila wymiane slow z Bieberkiem byla w mojej garderobie.-syknal zly.-Nie mozesz mu niczego powiedziec. Jednak...-westchnal gleboko.-Wytlumacz mu ze z nia wszystko ok.Jest cala i...-w jego glowie pojawila sie znow ta sytuacja kiedy powiedziala ze czyta jego mysli. Po jego ciele przeszedl dreszcz.- I zdrowa.-podniosl na niego znow swoj wzrok posylajac dosc bezczelne spojrzenie.
-Jestes chujem,Toby...Wiesz doskonale ze on cierpi i ona tak samo ale i tak wolales zataic ja dla siebie. Kurwa zadowolony z siebie jestes?! To ze sie w niej zabujales nie oznacza ze jest twoja!! Ona kocha mojego kumpla! Daj jej byc szczesliwej! Jestes zwyklym skurwysynem.-syknal ostatnie slowo pewny siebie i chcial sie odwrocic kiedy furia Toby'iego nie wytrzymala.Zlapal mlodego za ramie i zaciskajac mocno szczeke zaciskajac rowniez dlon.
-Morda w kubel albo ci odpierdole ten leb.-warknal przez zacisniete zeby.W glowie mial juz scenke jak kulka przestrzela czaszke Butler'a.
-Pierdol sie...-wyszarpal swoje ramie z uscisku i poszedl do swojego kolegi.

-Zimno...-jeknela niezadowolona.
-Nic dziwnego...-zasmial sie.-Jest trzecia nad ranem.-podniosl sie lekko wiec takze blodnynka wciaz lezaca na jego torsie byla zmuszona do przyjecia innej pozycji.
°Checesz to nocuj u mnie.°
Spojrzal na nia podnoszac tylko swoj wzrok z swoich butow na jej twarz.Zaskoczylo ja lekko to pytanie.
°Nie sadze zeby to byl dobry pomsyl.°
Zmarszczyla lekko nos robiac grymas z ust.Wlozyla dlonie w swoje kieszenie patrzac lekko przepraszajacym wzrokiem w jego oczy.Widzac jego smutek zrobilo sie jej go szkoda.
°Chociaz...Czemu nie.°
Poslala mu slodki i niesmialy usmiech a jego twarz od razu rozprominiala.
-Powaznie?
-Jasne.-wyszczerzyla sie.-Musze poprzegladac troche te twoje notatki...Moze cos razem wymyslimy.-poslala mu oczko a on pokrecil rozbawiony glowa.Wsiadl na swoj motor i wyciagnal do niej reke.-Moze lepiej jak nie bedziemy sie dotykac...-pokrecila glowa.-Nie wiadomo co z tego mogloby wyjsc.-przelknela glosno sline. Skinal tylko glowa lapiac kierownice. Usiadla za nim objemujac go.
°Nie jestes z tych co duzo mowia.°
Stwierdzila patrzac na jego twarz.Usmiechnal sie tylko wzruszajac delikatnie ramionami.Zachichotala pod nosem kladac policzek na jego lopatce.

-A co jesli ona juz nie wroci? A co jesli ktos cos jej zrobil? Ryan a moze ona ma klopoty.-nawijal jak jakas katarynka.Bez przerwy powtarzal to samo co lekko doprowadzalo do szalu Butler'a.
-Przymknij sie wreszcie. Nic jej kurwa nie jest!! Zrozum wreszcie ze to LEA GONZALES! Nie jakas 5 latka!-zlapal za jego ramiona i lekko nim potrzasnal.-Uspokoj sie.
-Ej a wy przeciez mozecie ja namierzyc.-spojrzal w jego oczy z mega ogramnym usmiechem.Tak jakby slowa nowego w ogole nie docieraly do pilkarza.
-Ja pierdole!-Ryan wyrzucil rece w powietrze zmeczony ciaglym pieprzeniem przyjaciela. Rzucil sie na lozko i przetarl twarz dlonmi.-Caleeeeeb!!-krzyknal na cale gardlo.
-Zaraz! -ten mu odkrzyknal lekko wkurzony.-Co tak drzesz te morde...-wywrocil oczami wchodzac do pokoju.
-Wytlumacz temu oto tutaj.-wstakazl na Justina.- Ze kurwa Lea wroci i ze kurwa nie mozemy jej namierzyc i zeby kurwa poszedl wreszcie spac!-zakryl glowe poduszka probujac zasnac.
-Bieber chodz ze mna.-Gonzales zasmial sie patrzac jeszcze na nowgo.
-Ale mowie powaznie moglibyscie ja namierzyc,prawda?-patrzyl w podloge wciaz marszczac brwi.
-Nie, Lea  nie mozna namierzyc...Kazde jej urzadzenie ma wszczepiony chip zagluszajacy fale.To tak jakby nie istniala.-rzucil sie na kanape w salonie wzdychajac gleboko.-Ja tez sie o nia martwie.Nie to ze nie. Jednak dosknonale ja znam i wiem ze wroci. A ty stary nie mozesz zaniedbywac roboty.-spojrzal srogo na 19'latka a ten poslal mu zawstydzone spojrzenie.-Dzownil twoj trener.
-Do ciebie?-zdziwil sie od razu.
-Nie.-Caleb zasmial sie z bezmyslnosci chlopaka.-Do twojej matki debilu...A ona do Ryan'a.
-Aaaaaaaa...

Weszla do duzej kuchni przeczesujac palcami swoje dlugie wlosy. Miala na sobie koszulke chlopaka i jego koszykarskie spodenki.Siedzial juz przy stoliku popijajac jakis napuj.
-Dzien doberek.-usiadla na przeciw niego usmiechajac sie jeszcze zaspana. Miala rozmazany make up z racji tego iz nie mogla go zmyc bo nie miala czym.
-Czesc.-mruknal smutny.
-A tobie co?-spojrzala zaniepokojona.
-Kark mnie boli.-potarl bolace miejsce i jeknal lekko. Lea od razu w glowie miala pomysl aby zrobic mu masaz.
°Byloby milo...°
Spojrzal na nia z lobuzerkim usmiechem.Wstala szybko i swoimi raczkami zaczela rozmasowywac jego kark.
-Strasznie spiety jestes...-stwiedzila zamyslona.
-Dziwisz sie?
-Troche.-skinela glowa.
-Patrz.-w jego myslach automatycznie pojawily sie sceny z przeszlosci. Jak przez to ze byl inny mial problemy w szkole.Jak w momencie kiedy mowil swojej narzeczonej czym jest ona odeszla. Jak zostal poddany probie przetwania na ulicy tylko dlatego ze byl zamkniety w sobie. Przesladowanie. Wyzwiska. Bicie.
-Tak mi przykro.-przytulila sie do jego plecow szepczac cichutko.-Nie wiedzialam...Nie zauwazylam.
-Nie martw sie.-poglaskal jej dlon.-Przywyklem.
-To dlatego wyprowadziles sie na Alaske,prawda?-zadala dosc bezsensowne pytanie.Znala przeciez odpowiedz.
°Mialem dosc...Musialem zostac sam.°
Przytulila sie do niego mocniej.W temtej chwili pomyslala o Justinie. Przypomnialy sie jej wszystkie wspolne chwile.Po jej policzku splynela lza.
-Skoro za nim teskinisz...To czemu nie wrocisz?-zapytal widzac jej rozkojarzenie.
-Bo chce go chronic.-odeszla ocierajac lzy wierzchami dloni.Oparla sie o blat i zalozyla rece na zebrach.-Jest dla mnie wszystkim.-spojrzala przez okno.-Wiesz ze jak sie zakochujemy to jest juz to na zawsze?
°Wiem.°
Skinal glowa wzdychajac ciezko.Spojrzal w jej oczy przedstawiajac kolejna scenke. Moment w ktorym zobaczyl swoja byla nazeczona.Bylo to w sklepie muzyncznym kiedy akurat wpadla na niego i przez przypadek upadly jej wszystkie trzymane przez nia plyty.Oboje schylili sie by je podniesc a kiedy ich wzrok sie spotkal oboje sie usmiechneli.
-Historia rodem z jakiegos romantycznego filmu.-wywrocila oczami.
-Bo tak bylo.-zasmial sie pod nosem.-Romantycznie...

Kasira ubrala na siebie obcisla czarna sukineke i do tego mega wysokie czerwone szpilki.Do reki wziela torebke a na ramie zalozyla czarna skorzana kurtke.Kocim krokiem zeszla na dol patrzac pod nogi.
-Gdzie idziesz?-Toby stanal przed nia z zalozonymi rekoma.Cos mu nie gralo w tej dziewczynie.Byla zbyt podejrzana.Spojrzala na niego lekko przestraszona.
-Nie twoj interes.-prychnela wywracajac oczami.Wymijajac go odgarnela czarne wlosy z ramienia.Chciala isc dalej jednak blondyn zlapal ja za przedramie.
-Sluchaj suko...To ze jestes z Caleb'em nie oznacza ze wszyscy musimy cie lubic.-warknal jej do ucha.-Lepiej bedzie jak bedziesz ostrozna.-dodal puszczajac jej reke i po prostu odszedl. Ona stala tam jeszcze chwile patrzac oblakanym wzrokiem na wszystkie strony.Wziela gleboki wdech i wyszla z domu trzaskajac za soba drzwiami. Doskonale znala miejsce do ktorego sie chciala dostac.Gdy stanela przed wielkim,oskurnym i starym budynkiem na jej ustach pojawil sie lobuzerski usmiech.Bez zastanowienia weszla do srodka a do jej nozdrzy dostla sie znajoma won.
-Kasira!!-krzyknal jakis mlody chlopak.-Jakis czas cie juz nie bylo.-objal dziewczyne w pasie klepiac po tylku.
-Wiesz...-szepnela mu do ucha.-Stesknilam sie za moim burdelem.-jej reka zjechala na przyrodzenie chlopaka.Oblizal usta i ciagnac ja za dlon skierowal sie w strone pokoi.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam was za przerwe... Naprawde was przepraszam ale mialam mase testow,stres odnosnie polrocznych ocen,zapisy do liceum i wgl i wgl. Nie mialam nawet czasu wchodzic na komputer w celach rozrywkowych.
PRZEPRASZAM.
Rozdzial spierdolilam,wiem <3
-Patrys

wtorek, 28 stycznia 2014

#50

Siedziala na sofie w apartamencie blondyna i popijajac cole patrzyla sie w szklany stolik przed nia.Nie odzywala sie od tamtego momentu ani slowem. Byla jak posag a jej oczy nieobecne.Blondyn stal opierajac sie o komode i z zalozonymi rekoma ciagle sie jej przygladal.
-Jak masz na imie?-zapytala po chwili przenoszac na niego wciaz puste spojrzenie.
-Jace...-sposcil glowe.
-Jaceee...-prychnela lekko przedluzajac.-Jak poznales mojego wujka?-patrzyla w sufit.
-Znalazl mnie kiedys jak krecilem sie po ulicach Bronx...-syknal bez uczuc jednak Lea wyczula wstret do tych wspomnien.-Powiedzial ze mi pomoze...Powiedzial ze jesli pojde z nim bede szczesliwy.Mialem wtedy pare lat...Kazdy dzieciak poszedlby nawet za glupiego cukierka...Jednak ja bylem inny... Nie poszedlbym z nic innego jak obietnica szczescia...-spojrzal na nia jednak mial wrazenie ze odplynela.Ze w ogole go nie sluchala.Nie kontynuowal swojej opowiesci.
-No dalej. Slucham.
-Ja mam ci opowiadac historie swojego zycia a ty nawet nie zdradzisz mi jak mam ci mowic?-zapytal lekko rozbawiony.Spojrzala na niego zdezorientowana.
-Ty nie wiesz kim ja jestem?-otworzyla szeroko oczy ze zdziwienia.Samoocena tej dziewczyny chyba nie zna granic.
-A powinienem?-zmieszal sie lekko.
-Lea Gonzales.Mowi ci to cos?-usmiechnela sie triumfalnie.Jace parzyl na nia bez wyrazu i po chwili pokrecil przeczaco glowa a jej mina zrzedla.- The Fastest?- kolejne zaprzeczenie.-Rodzenstwo Gonzales?-nic.Dziewczyna desperacko probowala mu jakos dac do zrozumienia kim jest.
-Przykro mi.-wzruszyl ramionami.-Przez ostatnie pare lat mieszkalem na Alasce... Nie bylem...Jak to powiedziec?...-zastanawial sie chwileczke drapiac sie po karku.-Nie bylem zbyt cywilizowany.-usmiechnal sie niewinnie.
-Nie wazne...-westchnela powracajac do swojej posagowej postaci.

-Justin? Co ty tu robisz?-nad ranem Ryan schodzac do salonu zobaczyl spiacego na kanapie kumpla a na podlodze swojego ''szefa''.
-Y...Ja...Matko moja glowa.-zlapal sie za czolo siadajac wygodniej.
-Nie tak glosno kurwa...Leb mnie boli.-jeknal Caleb ciagle przytulajac do siebie poduszki.
-Kochanie! Skarbie!-uslyszeli ten typowy pisk dziewczyny. Byl coraz blizej a Bieber razem z Butlerem zrobili zbolale miny.-Zostawiles mnie wczoraj sama!-zrobila naburmuszona mine stajac tuz nad glowa swojego chlopaka. Na nogach miala 15 centymetrowe obcasy a na sobie mega krotka i obcisla sukienke. 'Bleh!'. Pomyslal pilkarz odwracajac wzrok.
-Wiem, przepraszam slonko ale kumpel potrzebowal pomocy.-skinal w strone szatyna a ten na slowo ''kumpel'' spojrzal zdziwiony na Ryana. W odpowiedzi dostal wzruszenie ramionami.
-Chodz.-wyciagnela do niego reke.- Chce dokonczyc to co zaczelismy wczoraj.-usmiechnela sie zadziornie a Goznales po chwili wrecz ciagnal ja do pokoju. Butler rzucil sie na kanape obok kolegi i siegnal po pilot.
-Ja ja kojarze...-stwierdzil zamyslony.
-Co?-mlody spojrzal na niego zdezorientowany.
-No dziewczyne Caleba... Czekaj...-zmarszyl na chwile brwi.-Wiem!
-Odkryles mozg?-zapytal rozbawiony jednak gdy zobaczyl mine JB od razu spowarznial.-Sory..-unisol rece w gescie obronnym.
-Ona jest dziwka, prawda? Moj kumpel powiedzmy ze sobie ja kupil kiedys na tydzien wakacji.-wzruszyl ramionami kladac nogi na stolik przed soba.
-Pierdolisz...
-Nie...-zasmial sie z jego reakcji.-Zachwuje sie jak suka w stosunku do mnie bo doskonale mnie kojarzy.

Siedziala do poznego wieczoru w mieszkaniu Jace i po prostu sie w niego wpatrywala. Zastanawialo ja to czym kierowal sie jej wujek wybierajac komu wstrzyknie druga czesc tego eksperymentu. Niestety nie odkryla odpowiedzi co ja lekko frustowalo. Okolo 22.00 wyszla zegnajac sie jedynie przelotnym usmiechem. Zalozyla na glowe kaptur i szla tak przez jeszcze tetniace zyciem miasto. Gdy wyszla z ciemnej uliczki nagle zatrzymala sie zszokowana. W jej glowie byl szum, jakby tysiace glosow mowilo w tym samym czasie. Zlapala sie za uszy i zacisnela mocno oczy. Nie mogla tego zniesc, nie miala pojecia co sie dzieje. To tak jakby wlozyla glowe to ula. Masa szumu i niezrozumiale slowa. Miala ochote upasc na kolana jednak wiedziala ze nie moze sciagnac na siebie zbytniej uwagi. Otworzyla oczy czujac jak czarnieja i zaczela biec przed siebie. Kierowala sie do swojego brata. Rumory nie ustawaly, byla jak sploszone dzikie zwierze. Patrzyla sie na kazde strony jednak przez duzy kaptur nikt nie mogl zobaczyc jej oczu. Byla oblakana. Biegla tak przez pol miasta az wpadla na odpowiednia ulice. Wszystko lekko ucichlo. Stanela lapiac oddech i wpatrywala sie w pokazny dom. Slyszala gdzies w swojej chorej glowie ten znajomy glos. Gdy sie na nim skupila potrafila nawet zrozumiec kazde slowo.
°Gdzie ty jestes skarbie? Kurde... Moglbym jej szukac tak w nieskonczonosc...Przeciez ona musi gdzies tutaj byc. Nie mogla za bardzo uciec. A moze Caleb ma racje? Moze faktycznie wroci?°
Nabrala przerazona powietrze. Czy ona wlasnie czytala w jego myslach? W myslach Justina?! ''O matko''. Zlapala sie za usta a w jej oczach pojawily sie lzy. ''Co teraz?''. Podeszla do bramki na ogrod i wdrapala sie po drzewie wchodzac przez okno do jakiegos pokoju. Widac bylo ze byl goscinny dlatego lekko jej ulzylo. Powolutku i chichutku wyszla na korytarz rozgladajac sie uwaznie. Z pokoju na koncu korytarza slyszala jeki i piski na co mimowolnie wywrocila oczami. Zrobila krok do przodu a drzwi na przeciwko szeroko sie otowrzyly. Momentalnie zamarla kiedy blondyn podniosl na nia wzrok. Wytrzeszczyl oczy jakby zobaczyl ducha.
° Lea?! Co ona kurwa tu robi?!°
-Nic nie mow...-szepnela blagalnie.-Musisz mi pomoc.-dodala zdesperowana i po jej policzkach pociekly lzy.Zlapal jej dlon i przyciagnal do siebie tak ze weszli do jego pokoju a on szybko zamknal za nia drzwi. Przytulil ja do siebie mocno obejmujac za szyje.Rozplakala sie cichutko. Ciagle slyszla jego mysli. Slyszala jak powtarzal ze mu jej szkoda, ze teskni za nia.-Tez tesknie.-usmiechnela sie przez lzy.Odsunal ja na wyciagniecie rak trzymajac za ramiona.Patrzyl zdezorientowany i lekko przerazony.
-Ska...Skad ty...
-Czytam w myslach...-usmiechnela sie smutno.-Chyba.-zmarszyla brwi.
°CO?!°
Wytrzeszczyl bardziej swoje oczy.Przelknal glosno sline i wzdrygnal sie lekko. Zachichotala odsuwajac sie od niego tak ze zjechala plecami po drzwiach.Patrzyla na niego smutno z dolu i krecila glowa. Czula jak sie bal a jego mysli byly tego potwierdzeniem. Zalowala ze mu powiedziala. Mogla zostawic to tylko dla siebie. Mogla nie robic z siebie wiekszego dziwadla. Niestety bylo juz za pozno...
-Nie boj sie...-pokrecila glowa.-Nic ci nie zrobie.
-Ale...Jak? Od kiedy?-usiadl przed nia.Zaczesal grzywke do tylu jednak wlosy znow opadly na jego czolo.
-Od dzisiaj...Tak mi sie bynajmniej wydaje.-zmarszczyla brwi.
°Jasne...°
Pomyslal ironicznie na co ona mu poslala karcace spojrzenie. Od razu zrobilo mu sie glupio.
°Sorry°
-Jasne... Teraz sie pilnuj.-syknela lekko zla. Nie na niego. Na siebie ze znow ma cos nienormalnego i nadnaturalnego w sobie.- Jak to sie stalo to nie mam pojecia...-pokrecila glowa.-Spotkalam takiego chlopaka...Okazalo sie ze to jemu moj wujek wstrzyknal to samo co mi....W momencie gdy zlapalismy sie za dlonie wyszly na nich jakies dziwne krwiste tatuaze... Siedzialam u niego troche i gdy wyszlam zaczelam wariowac.-wyrzuciala rece w powietrze w desperackim gescie.Patrzyl na nia zdezorientowany.
°Nie mozliwe...Co ona brala?°
-Dzieki, Toby... Na serio fajnie pomagasz.-wywrocila oczami.

Justin siedzial caly czas z chlopakami i wtajeminczyl cala 5 w swoja sytuacje. Blondyn ciagle uwazal ze nie wie co sie dzieje z jego dziewczyna tak jak go prosila.Siedziala u niego w pokoju i rozmyslala nad wszystkim. Prawie ciagle medytowala probujac zamknac swoj umysl. Tak jakby znalezc pilot ktory to wylaczy. Niestety bez skutku. Ciagle slyszala mysli chlopakow i tych trzech dziewczyn mieszkajacych w willi. Miala ochote uciec gdzies na bezludna wyspe. Od zmeczenia bolala ja glowa jednak gdy probowala zasnac nie udawalo jej sie.
-Ile jeszcze chcesz tu zostac?- Toby byl dosc bezczelny w stosunku do Biebera.Szatyn spojrzal na niego lekko zdezorientowany. Poczul sie tak jakby chlopak wlasnie go wyrzucal.
-Yyy...
-Justin zostanie do kiedy Lea sie odnajdzie.-warknal Caleb spogladajac w strone pytajacego. -Chyba ze masz z tym jakis problem?
-Zaden...-warknal ,biorac telefon z stolu wstal energicznie i skierowal sie w strone pokoju. Wyciagnal klucz z kieszeni i przekrecil w zamku.
-Nic nie mow...-szepnela Lea.Podskoczyla na lozku i wskoczyla szybko do garderoby zamykajac za soba drzwi.
°Musze z nim pogadac... Nie chce sie klucic bo nie mam na to sily.°
Slyszala mysli pilkarza a do uszu Toby'ego doszly tez kroki na schodach. Szybko zlapal za torbke i buty dziewczyny wrzucajac wrzucajac je do garderoby. Poslal Lea pokrzepiajacy usmiech kiedy brala od niego rzeczy.
-Moge?-uslyszal za soba znajomy glos.
-Ta...-jeknal rzucajac sie na lozko.
-Sluchaj...
-Nie chcesz sie klucic?-zakpil lekko biorac pilke do kosza i podrzucajac ja sobie w rekach.
°Spokojnie malenka...Wszystko bedzie dobrze°
Powtarzal sobie w myslach doskonale wiedzac ze Lea czyta jego mysli.
-Jesli masz cos do mnie to powiedz w prost.-warknal Bieber zaciskujac rece w piesci. Lezacy chlopak odwrocil w jego strone glowe z lobuzerskim usmiechem. Podniosl sie do pozycji siedzacej i spojrzal wrogo na szatyna.
-Nie podoba mi sie fakt ze zabrales mi przyjaciolke. Zadnemu z nas sie to nie podoba tyle ze chlopacy nie maja jaj zeby ci to powiedziec. Kim ty wierzysz ze jestes? W porownaniu do kazdego z nas jestes zwyklym gownem...-warknal stajac przed nim.Zmierzyl go wzrokiem i pokrecil glowa.-Skrzywdziles Lea a teraz dziwisz sie ze nie chce wrocic.-wywrocil oczami.
-Nic nie zrobilem...
-Jasne... Znam ksiezniczke bardzo dobrze i nie ucieka tak bez powodu.-warknal wyciagajc skreta z szafki.
-To po powrocie od was sie odsunela.-Justin zrzucil wine na The Fastest co dotknelo blondyna.
-A moze ma powod?-zasmial sie zlowrogo.Po miedzy nimi trwala cisza przy ktorej Justin analizowal jego slowa.
°A moze faktycznie wina tkwi we mnie? Moze on ma racje ze odeszla bo cos zle zrobilem...A moze po prostu mnie nie kocha?°
Te mysli na sercu blondynki wyryly straszne rany. ''Jak on moze tak myslec?!''. Miala ochote wybiec z tej jabenej garderoby i rzucic mu sie na szyje. Zapewnic ze wszystko bedzie dobrze i powiedziec ze kocha tylko jego. Niestety nie mogla sobie na to pozwolic...Bynajmniej nie teraz.

Jace po wyjsciu nowej kolezanki postanowil pojezdzic po miescie. Siegnal po kurtke i kluczyki a nastepnie zbiegl do garazu po swoj motor. Musial zrelaksowac sie dzisiejsza sytuacja. W tej dziewczynie bylo cos co go jeszcze zastanawialo. Nie byla w jego typie jednak cos go do niej ciagnelo. ''Nie mozliwe zebym sie zakochal..''. Zasmial sie w myslach wyjezdzajac na glowna droge.Jakas nieznana moc jedanak chciala by sie zatrzymal w miejscu gdzie wczesniej stala Lea. Nie panowal nad swoim cialem. Pokrecil energicznie glowa i gdy uslyszal za soba trabienie, poprawka gdy do niego to dotarlo zeby jechal, zasmial sie pod nosem i nacisnal gas. Wystrzlil niczym proca a rece tak jakby sama wyznaczala droge. '' Moze juz ze mna faktycznie jest zle?''. Zasmial sie ponownie. ''Do chuja z tym...''. Pzyspieszyl jeszcze bardziej, doskonale wymijajac kazdy pojazd. Gnal z zawrotna predkoscia w strone jakiegos punktu. W sumie sam nie widzial gdzie tak pedzi. Do poki po niespelna 3 minutach nie ustal przed willa z ktorej wychodzila wlasnie blondynka. Byla zaplakana i ewidentnie wychodzila ze strony ogrodu. Na jego ustach pojawil sie lobuzerski usmiech a gdy podniosla wzrok zatrzymala sie jak wryta.
°Chodz tu°
Uslyszala jego glos w swojej glowie jednak sie nie ruszyla.On znieruchomial kiedy w jego glowie pojawily sie wszystkie mysli dziewczyny. Cala sytuacja z jej domu, doslownie wszystko z jej perspektywy. ''Co to kurwa jest?!''.Przelknal glosno sline.
°Slyszysz?°
Zapytala bez slowa.Skinal glowa nie pewnie na nia patrzac.
°Ty slyszysz tylko moje...A ja slysze wszystkie.°
Jeknela desperacko nawet na chwile nie otwierajac buzi. Wszystko dzialo sie w myslach. Musial to z nia wyjasnic.Pokiwala twierdzaco glowa na co on znow sie wzdrygnal.Przeciez nie byl jeszcze na tyle przyzywczaiony zeby kontrolowac swoje mysli.
°Zabiore cie gdzies.°
Poslal jej pogodne spojrzenie takie.''Ufam mu...''.Pomyslala jednak dopiero po chwili gdy zauwazyla blyski w oczach Jace zdala sobie sprawe ze przeciez on zna jej kazda mysl.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to nasza kochana Lea ma nowe moce xd Ups?
Jak na razie moze byc to dosc pomieszane ale juz niedlugo wszystko bedzie sie powoli wyjasniac... Obiecuje. Jak na razie musi byc chaos zeby dac wam do zrozumienia jak czuje sie Lea z Jace'm.
Mam nadzieje ze sie podobal... Mi jak zwykle W OGOLE -.-""
Chcialam wam powiedziec ze ten rozdzial oddaje moje samopoczucie= kompletny chaos.
Love Ya!
-Patrys

piątek, 24 stycznia 2014

#49

-Nadal nic mi nie powiesz o tym jak bylo u chlopakow?-zapytal po raz kolejny tulac do siebie cialo swojej dziewczyny.Siedzieli w sali zabaw i przygladali sie jak Fredo gra z Jazzy i Jaxonem.Pokrecila przeczaco glowa wtulajac sie w niego mocniej.-Minely 3 tygodnie a ty sie w sobie zamknelas.Wiesz jak to mnie przeraza? W ogole nie moge do ciebie dotrzec.-jeknal rozpaczliwie a ona wpila sie w jego usta.
-Badz...Po prostu badz i daj mi sie ogarnac.Powiem ci w najblizszym czasie.-szepnela chowajac twarz w jego szyi.-Powiedz dla od miany kiedy masz mecze?
-Za dwa tygodnie bedziemy musieli jechac do Toronto na pierwszy.-usmiechnal sie lekko.-Pojedziesz ze mna oczywiscie,prawda?-zlapal za jej podbrodek kierujac tak by spojrzala w jego oczy.
-Jasne.-wymusila usmiech muskajac jego szczeke.Jej mysli byly wciaz rozwiane i na niczym nie mogla sie skupic.
-Masz ochote na spacer?-Justin dwoil sie i troil tylko po to by jakos ja rozerwac.
-Czemu nie?-wzruszyla ramionami schodzac z jego kolan a potem sie rozciagnela.Justin podnoszac sie za nia objal jej brzuch swoimi ramionami.Usmiechnela sie niesmialo opierajac glowe o jego bark.Czula sie jakas taka bez sily,zero energi i checi do zycia.Gdy wyswobodzila sie z uscisku chlopaka podeszla do dzieciakow.-Dacie mi po buziaku szkraby?-zachichotala nachylajac sie za nimi.W tym samym czasie ucalowali oba jej policzki.
-Gdzie idzieś?-zapytala Jazzy spogladajac na nia smutnym wzrokiem.Flores rowniez przeniosl na nia swoj ciekawy wzrok.
-Idziemy z twoim bratem na spacer.-poglaskala ja po polisczku.-Wrocimy pewnie gdy juz bedziecie spac.-teraz to blondynka zlozyla na glowkach obu dzieci calusy.
-My teeeez chciemy ź wami iść!!-krzyknal najmniejszy z rodzenstwa przytulajac sie do nogi Gonzales.Zasmiala sie pod nosem rozczachrujac jego wlosy.
-Zabierzemy was gdzies jutro bo teraz jest juz pozno.-powiedziala pol szeptem.
-Ooooobiećujeś?-zapytali chorkiem.
-Przysiegam.

Park o 20.00 jest czyms magicznym! Lea uwielbiala spedzac czas z swoim chlopakiem i jej zdaniem byl idealem. Wiedzac ze ma ciezki czas nie nalegal za bardzo jednak dawal do zrozumienia ze sie martwi.To bylo slodkie. Spacerowali trzymajac sie za rece, rozmawiajac o przyszlosci, co chwila sie calujac. Typowa zakochana para, pozornie nic wielkiego jednak oni juz wiedzieli ze to cos wiecej niz zwykly zwiazek. Przeciez, cholera! Oni nie za zwykli! Usiedli na lawce i dalej nie konczyly im sie tematy do rozmow.
-Powiesz mi jaka decyzje podjelas?-usmiech na jej twarzy automatycznie zniknal.Cale te starania Biebera na poprawienie jej humoru szlag trafil.-Lea?
-Justin..Ja...-spojrzala w jego oczy.-Przepraszam.-szepnela podnoszac sie energicznie do gory.Biegla przed siebie slyszac wolanie chlopaka za soba.Miala ochote wybuchnac placzem ale tylko niektorym z lez udalo sie wydostac. Justin jej nie znalazl, nic dziwnego.Bylo juz ciemno a ona schowala sie za drzewem.Probowal do niej dzownic ale szybko wylaczyla telefon. Przeklinal pod nosem i miala wrazenie ze glos mu sie zalamywal.
-Lea prosze wroc...Kocham cie....Przepraszam.-powtarzal w kolko wracajac w strone wyjscia z parku. Powoli wyszla na sciezke i patrzyla w jego cialo oswietlane przez lapmy. Szedl tak ze sposzczona glowa,rekoma w kieszeniach i co chwila kopal mocno jakis kamien. Lzy po jej policzkach splywaly niczym wodospad a sama miala ochote zucic sie z mostu.
-Nie powinnas chodzic tu noca sama.-uslyszala za soba znajomy glos i odwrocila sie lekko przestaszona.Tuz za jej plecami stal ten sam blondyn. -Czesc.-usmiechnal sie lekko.Patrzyla na niego bez uczuc i tak po prostu tam stala.Speszyl sie lekko a ona wytarla lzy i usiadla na srodku podkulajac kolana pod borde.Patrzyl na nia jak na idiotke a ona przechylila glowa w lewo. Ukucnal przed nia i stwali tak w ciszy. W glowie tajemniczego ciagle powtarzala sie scena z ostatniego razu jak na siebie wpadli. Tak, po sytuacji w parku spotkali sie jeszcze raz.

Szedl tak w deszczu usmiechajac sie pod nosem.Poprawil sobie kaptur naciagajac go bardziej do przodu i spojrzal na biegajacych ludzi.''Zachowuja sie tak jakby deszcz wypalal im dziury w ciele''.Pomyslal prychajac pod nosem. Pokrecil lekko glowa i szedl dalej. Uwielbial gdy pada,jedyna czesc pogody w ktorej czul sie wspaniale.Szedl tak przez te wszystkie ulice i nie myslal o niczym.Wsluchiwal sie w krople deszczu odbijajace sie od jego skórzanej kurtki.Gdy doszedl do parku gdzie chcial przemoknac do reszty podniosl lekko wzrok. Opustoszonie w deszczu trzymalo w sobie jakas tajemnice.Wszedl glebiej i na jednej z lawek zobaczyl JA. Blondynke z lasu. Siedziala tak w samej bluzie,jeansach i trampkach.Kolana miala zgiete a stopy oparte o koniec lawki. Oczy miala zamkniete i twarz skierowana w strone nieba.Byla calusienka mokra a jej wlosy przykleily sie do policzkow.Mimo wszystko wygladala slicznie. Podszedl blizej i gdy juz chcial sie przywitac podszedl do niej jakis chlopak w kapturze i z parasolem.
-Zwariowalas?-zasmial sie stajac nad nia i wyciagajac nad jej twarz parasol.
-Moze.-zasmiala sie spogladajac na niego jednym okiem.-Wez to.-skinela w strone trzymanego przez niego przedmiotu.
-Ale przeciez pada!-zasmial sie glosniej.
-No wlasnie...-odsunela jego reke od nowa napawajac sie. Dla wiekszosci, fatalna pogoda.-Rozkoszuj sie tym.-westchnela.Usiadl obok niej na lawce skladajac parasol.Zdjal kaptur i objal ja ramieniem.Oparla glowe o jego ramie i dalej pozwala deszczu moczyc jej cialo.Usmiechnela sie lekko szukajac na slepo dloni chlopaka ktora po chwili znalazla i splotla ich palce razem.Blondyn przygladal sie calej sytuacji z duzej odleglosci z niewyrazna mina. Dziewczyna po paru chwilach odwrocila lekko glowe w strone szatyna i uchylila leciutko oczy. Ten chlopak teraz tak samo jak ona mial twarz skierowana ku gorze. Zlapala jego policzek i skierwala jego glowe w jej strone.Usmiechnal sie i otworzyl swoje powieki.Zlaczyla ich usta i przez dluzszy czas sie od siebie nie odrywali.'' Przejsc? Musze...Innej drogi do domu nie mam. Przywitac sie czy olac? Przywitam sie.''.Pomyslal robiac krok do przodu a potem jednak sie wycofal.W ostatecznosci widzac ze zakochana para skoczyla swoje namietnosci ruszyl do przodu.Przechodzac spojrzal kontem oka na blondynke.
-Hej.-szepnal do niej prawie nieslyszalnie.
-Czesc.-odpowiedziala lekko oschle. Poszedl dalej i od tamtego razu wiecej jej nie widzial.

Justin skierowal sie bez namyslu w strone domu brata jego dziewczyny.Po przeszukaniu wszystkich miejsc w miescie w ktorych mogla sie znajodwac to bylo ostatnie.Wyskoczyl z auta jak pierun i energicznie zapukal do drzwi.Byl przejety tym wszystkim. Otworzyla mu jakas czerwonowlosa lala w samym staniku i stringach.'' Nastepna dziwka czy co? Aaaaaa...To ta laska Caleb'a...''.Zmierzyl ja od gory do dolu.
-Moglbys sie tak nie gapisc?-zalozyla rece na piersi.
-Nie gustuje w szkieletach wiec lepiej sie odsun.-powiedzial z niesmakiem a ta prychnela.-Caleb!-pisnela a Justin az zrobil zgorzkniala mine.'Lea miala racje...Strasznie piskliwy glos.'. Po chwili za schodach pokazal sie Gonzales.
-Bieber? Co ty tu kurwa robisz?-podszedl do swojej dziewczyny i pocalowal ja w glowe.-Zaraz wroce.Zaczekaj na gorze.-szepnal do niej usmiechajac sie lekko.Skinela glowa i zaspanym krokiem skierowala sie do pokoju.
-Jest u ciebie Lea?-zapytal przejety.
-To nie jest z toba?-wytrzeszczyl oczy a ta wiadomosc jakby wylala na niego wiadro lodowatej wody.
-A widzisz zeby tu byla?-zapytal retorycznie pikarz,wyrzucajac rece w pwietrze.
-Racje...-brat blondynki zmarszczyl brwi i gestem reki zaprosil chlopaka do srodka.
-Caleb blagam cie powiedz mi o co chodzi...Lea od 3 tygodni chodzi nie obecna a jak sie pytam jaka decyzje podjela mnie zbywa.-mowil jak najety kiedy siedzieli juz w salonie.
-Nie powiedziala ci?-zapytal ciagle zaszokowany.
-Kurwa jakby powiedziala to bym sie nie pytal.-syknal juz naprawde wkurwiony.-Szukalem wszedzie...Nie ma jej! Caleb rozumiesz! Nie ma!-zlapal za wlosy ciagnac mocno za ich koncowki.
-Wez najpierw powiedz co sie stalo.-zachecil go patrzac na niego ze spokojem w oczach. Caleb widzial ze pilkarz naprawde kocha jego siostre i zalowal tego co mu zrobili. Ale przeciez nie przyzna sie do tego. Wsluchiwal sie w cala opowiesc chlopaka i staral sie wylapac kazda zmiane nastroju siostry.Gdy Justin skonczyl nic nie powiedzial.Po prostu sie podniosl i na chwile wyszedl by wrocic z dwoma butelkami otwartego juz piwa.-Trzymaj.-podal chlopakowi siostry.
-Dzieki.-spojrzal najpierw na twarz Gonzalesa a pozniej na piwo ktore trzymal w rece.
-Ona wroci...Do ciebie na pewno jednak daj jej czas.Poszweda sie chwile i przyjdzie.
-Nie martwisz sie o nia?-Justin zmarszczy brwi lekko wkurzony olewawczym zachowaniem jego towarzysza.
-Pewnie ze jestem jednak znam Lea...Poradzi sobie. A teraz potrzebuje chwile samotnosci.
-Kocham ja Caleb.-spojrzal na swoje splecione dlonie a potem podniosl do gory tylko wzrok.
-Wiem,stary... Dlatego cie jeszcze nie zabilem.-zasmial sie rozkladajac wygodnie rece na oparciu.

Po chwili bez namyslu usiadl obok niej a potem sie polozyl rozkladajac rece na boki.Odwrocila sie w jego strone patrzac z lekkim rozbawieniem.
-Co?-zapytal zdezorientowany.
-Nic..-zasmiala sie kladac sie obok niego i takze rozkladajac szeroko swoje ramiona.Lezeli tak przez nastepne pare a moze nawet wiecej godzin. Na pewno dlugo bo slonce zaczelo wschodzic. Lezeli tak po prostu wpatrujac sie w niebo.Nic nie mowili.Nie ruszali sie.Nie bylo to w ogole potrzebne.Tak bylo dobrze...Dobrze na chwile.W koncu nastal ranek i dosc dziwnie wygladala dwojka prawie doroslych lezaca na srodku sciezki. Lea usmiechnela sie lekko pod nosem co nie umknelo uwadze jej towarzysza.Podniosl sie lekko i usiadl przedem do jej pokou krzyzucjac nogi.
-Zaraz ludzie zaczna sie schodzic.-rozejrzal sie to w prawo to w lewo kontrolujac czy czasem juz ktos nie idzie.
-Wlasnie o tym samym pomyslalam.-wzruszyla ramionami siadajac i przegarniajac wlozy na jedna strone.Zaczela wyjmowac z nich jakies liscie i kamienie.Patrzyl na nia z lekkim zafascynowaniem. Cos w niej bylo..Cos takiego do czego chcial dozyc. Byla jego wzorem. Chcial byc taki jak ona.Stanal przed nia wyciagajac reke.
-Chodz.-usmiechnal sie zachecajaco.-Zapraszam do mnie.
-Chcesz mnie wykorzystac i zabic?-zasmiala sie lekko patrzac nie pewnie na jego dlon.
-Jakbym chcial cie wykorzystac juz dawno bym to zrobil.-wywrocil z rozbawieniem oczami a ona nie pewnie wzunela swoja malutka dlon w jego.W tym momencie stalo sie cos czego sie nie spodziewali. Od czubka ich palcow zaczely sie uwidatniac jakby tatuaze.Krwisto czeronwgo koloru sunely coraz wyzej po przez lokcie.Powoli ujawnialy jakby jakies chinskie znaki.Zarowno prawa reka chlopaka jak i lewa Lea byly w dziwnych rysunkach,kreskach i literkach.Wpatrywali sie w wciaz rozrastajace sie zjawisko kiedy nagle Lea wyrwala swoja dlon i w mgnieniu oka wszystko zniklo.
-A ja pierdole...-szepnela lapiac swoja dlon w droga i przyciagajac je do serca. Chlopak stal tak obracajac to w jedna to w droga strone swoja reke i usmiechal sie pod nosem.
-Wiec to ty...-spojrzal na nia przechylajac lekko glowe w jedna strone.-Teraz to juz na pewno musisz isc ze mna.-poslal jej zadowolony usmiech. Ta patrzyla na niego jak na kosmite a w jej glowie wciaz byl haos. Myslala o Justinie,o Calebie, o The Fastest o sobie, o tajemniczym chlopaku i tej calej chorej sytuacji! Czego ona jeszcze moze spodziewac sie od tego popierdolonego zycia? Co jeszcze sie wydarzy? A kiedy wreszcie osiagnie spokoj i stabilizacje?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I'm sorry...
-Patrys