Wysoki,mlody i przystojny mezczyzna podszedl, ku zdziwieniu blondynki, sam.Bez zadnej obstawy,kolegow czy jakis goryli.Lea stala w lekkim rozkroku metr od barierki.Rece miala zalozone na zebrach a wlosy powiewaly na wietrze.
-Witam cie.-gosciu wita sie z usmiechem stajac jakies dwa-trzy matry przed dziewczyna.
-Kim do cholery jestes?-dziewczyna zmrozyla oczy.Calkowicie nie miala ochoty na jakiekolwiek uprzejmosci czy pogaduchy.W jej glowie nadal krazyla mysl o wyjasnieniu pilkarzowi paru spraw.
-Nie pamietasz mnie..-pokrecil lekko zawiedziony glowa.-Jestem tylko jednym z twoich bylych klientow.-wzruszyl ramionami.W glowie dziewczyny zaczely przwijac sie klatki tak jakby w filmie.Twarze wszystkich jej klientow...
-Ah tak!-cmoka ustami.-Byles z taka dziewczyna...Blondynka.-marszczy nos.-Chyba.
-Emily.
-Chuj mnie to obchodzi.-syknela biorac gleboki wdech.-Mow lepiej o co ci kurwa chodzi,co odpierdolil Ryan i czego ode mnie chcesz...
-Kontretna jestes...-powiedzial na polsmiechu podchodzac do barierki.Wymijajac dziewczyne patrzal ciagle na tetniace zyciem miasto.Oparl rece o ciemny pret i odwrocil lekko glowe w strone Gonzales.-Butler w przeszlosci kumplwal sie ze mna.-wzuszyl ramionami.-Mielismy wspanialy kontakt.-usmiechnal sie kpiaco i wrocil wzrokiem do kolorowych swiatelek przed soba.-Nie myslalem tylko ze koleguje sie ze mna dla informacji.Moj brat byl typem muzgowca. Wspanialy informatyk.-wywrocil oczami.Lea nie zmieniala pozycji i wsluchiwala sie w opowiesc chlopaka.-Niestety wplatal sie w gang...Nie zalowal tego.Swietnie sie w tym czul.Lamiac kody i tak dalej.Kasa tez byla dobra.-wzruszyl ramionami.-Zabito go.Narazil sie jakiemus maklerowi i niestety ten mu nie odpuscil.Twoj nowy przyjaciel gdy dowiedzial sie o smierci mojego brata automatycznie mnie olal.Przyznaje nigdy nie bylem lubiany.Kujon w okularkach.-pokrecil glowa.-Ryan chcial po prostu dotrzec do mojego brata.
-Wez przejdz do senda sprawy bo mi sie nudzi.-syknela wkurwiona.
-Spokojnie zlotko.-zasmial sie kpiaco.-Cierpliwosci...-porkecil rozbawiony glowa.-Na czym to ja...Ah,tak.Gdy wiesc o smierci Conor'a rozeszla sie po gangach Ryan zaczal sie ze mnie wysmiewac i przesladowac.Nie wiedzial tylko ze jestem tak samo zdolny jak moj brat.-westchnal.-Potrzebny byl mu dysk na ktorym byly kody do zlamiania pewnego szyfru.
-Jakiego szyfru?-syknela.Odwrocil sie w jej storne najwidoczniej zaskoczony ciekawoscia z jaka zadala pytanie.
-Szyfru skazancow.-powiedzial tajemniczo.-Wiesz co to jest?
-Oczywiscie.-zasmiala sie.
-Do prawdy?-brunet usniosl brwi.-W takim razie co to jest?
-Kod pozwalajacy odnalezc stary pakt skazancow.
-Dokladniej.-szepnal.
-Sam sobie powiedz dokladniej.Skad moge miec pewnosc ze ty nie probujesz mnie wykorzystac?-odwrocila sie w jego strone.
-Madra jestes.-pokiwal palcem oblizujac warge.-Pakt skazancow zostal napisany przez dwa pierwsze gangi.To poczatek.
-Historia i doklade reguły na ktorych opieraja sie terazniesze gangi.-dodala.-Kontynuuj swoja jakze wzruszajaca historyjke...-szepnela wywracajac oczami.
-Wyszedlem na prosta...Kod zniszczylem i odcialem sie od tego bagna...Mialem sie zenic...
-Emily?
-Tak...-usmiechnal sie patrzac na swoje buty.-Twoj kurewski przyjaciel uprowadzil ja pare dni przed ceremonia...To miala byc zemsta za usuniecie dysku...Zgwalcil ja a potem zabil cialo zostawiajac w moim mieszkaniu.-mowl to glosem wypranym z uczuc.
-Justin...-Pattie widzac swojego syna siedzacego przy blacie w kuchni i gapiacego sie w nicosc. Lekko sie przejela.-Synku.-podeszla blizej ciagle szepczac by go nie przestraszyc.Polozyla mu reke na ramieniu.
-Oh...-tak jakby sie wybudzil.
-Co tu robisz?-zapytala usmiechajac sie czule.-I gdzie jest Lea?-dodala z lekkim zaniepokojeniem.
-Musiala wyjsc cos zalatwic.-szepnal szybko i zaczal patrzec na swoje splecione dlonie.
-O Boze...-Pattie,jak zwykle przejeta.Zlota kobieta.-Odzywala sie?
-Jeszcze nie...
-O ktorej wyszla?
-Dwie godziny temu.-porekcil bezradnie glowa i schowal twarz w dlonie podpierajac je na lokciach o brzeg wysepki.-Mamo ja sie o nia tak cholernie martwie...-szepnal.
-Wiem kochanie.-przytulila swojego syna za szyje.-Wiem...-pocalowala go w policzek.-Da sobie rade.Wiesz jaka ona jest.
-To nie zmienia faktu ze nie wybaczylbym gdyby cos jej sie stalo.
-Justin?-pani Mallette nie pewnie zapytala po dluzszej chwili ciszy.-Czujesz cos do niej,prawda?
-Mamoooo...-zmarszczym brwi patrzac na nia lekko zdziwony jej pytaniem.
-Tak albo nie...To nie trudne.-zachichotala starajac sie rozluznic lekko atmosfere panujaca w pomieszczeniu.
-Tak.Mamo...Cholera tak.-pokrecil smutno glowa na co usmiech Pattie sie powiekrzyl. 'Wiedzialam...'.Pomyslala.
-Kiedy to bylo?-zapytala tak samo bez uczuc.
-Dwa i pol roku temu.-glos mezczyzny zadrzal.-Szukalem go do tej pory.-zasmial sie gorzko.-Dobrze sie ukrywal skurwysyn.To musze przyznac.-odwrocil sie w strone miasta.-Myslac ze dolaczajac sie do was bedzie bezpieczny.
-On jest bezpieczny.
-Nie na dlugo.-pokrecil glowa.-Nie ma u nich ciebie.-wyrzucil dlon w powietrze.
-I co z tego?
-Fakt...The Fastes jest najlepszym gangiem wszech czasow...Tylko jesli ty jestes z nimi.Chlopacy sa swietni i w ogole znaja sie na rzeczy jednak nie potrafia sie miedzy soba dogadac.Potrzebuja hmmm dyrygenta.-zwrocil sie w jej strone pokazujac jej cialo.-I oto jestes.Piekna w kazdym datalu.
-Nie przeginaj.-zmrozyla oczy.
-Potrzebuje twojej pomocy.
-Hahaha...-wybuchnela nie pohamowanym smiechem.-Prosisz mnie o pomoc zeby zaszkodzic jednym z moich chlopakow?-zrobila kpiaca mine.-Pojebalo cie koles...-pokrecila glowa patrzac w niebo.
-Jesli mi pomozesz zostawie go w spokoju.-powiedzial nie przejety kpieniem sobie z niago.Jego glos byl powazny i dalo sie odczuc wage sytuacji.
-Coz...-cmoknela.-To zmienia postac rzeczy.
-Tak myslalem ze jednak mi pomozesz.-usmiechnal sie.
-Ja nie powiedzialam ze pomoge.Moge wysluchac twojej prosby.-zmierzyla go pogardliwym wzrokiem.-Wiec?-ku zdziwieniu byla dzis nawet mila.Zalezy jak kto patrzy.'Przez Bieber'a...'.Usmiechnela sie na sama mysl o przyjacielu.
-Chce poznac kogos w kim sie mógłbym zakochac.-powiedzial niesmialo.Gonzales juz nie wiedziala sama jaki on jest.Raz wladczy,powazny a za chwile slodki i niesmialy.-Tak w sumie to jest juz taki ktos...
-Ja pierdole...Ja na swatkę wyglada?
-Znasz ta dziewczyne.-sposcil wzrok.-Chyba...
-Chyba...Chyba?!-krzyknela rzucajac rece w powietrze.-Mow lepiej kto to a nie pierdolisz jakies glodne kawalki...-opanowala swoja frustracje przypominajac sobie o sytuacji Butler'a.
-Selena Gomez.-szepnal a wszystkie miesnie Lea sie napiely.
Powolutku przekrecila klucze w zamku drzwi frontowych myslac ze wszyscy juz dawno spiac.Odwrocila sie tylem do korytarza aby dlonia delikatnie dopchnac drzwi.Poczula jak czujes rece oplataja jej brzuch.Automatycznie znieruchomiała i wstrzymala oddech.
-Lea...-szepnal jej tajemniczy osobnik do ucha.Automatycznie sie odworcila w jego objeciach i stajac na palcach objela mocno rekoma jego kart.Mimo wszystko musial sie troszke schylic aby mogla go wygodnie przytulic.
-Jus...-szepnela zaciskajac oczy i schowala twarz w jego szyi.
-Balem sie...Jak cholera sie balem.-zlapal ja za uda i owinal jej nogi w okol swoich bioder.-Ja pierdole...Nie balem sie jeszcze tak bardzo.-wchodzil z nia na rekach po schodach do ich wspolnej sypialni.Wszedzie panowaly egipskie ciemnosci.Gdy wszedl do pokoju od razu zamnkal za nimi drzwi i zapalil lapke nadajac pomieszczeniu lekkiego mroku.Gonzales nadal kurczowo trzymala sie jego szyi napawajac sie jego zapachem.JB zsunal sie na podloge przed luzkiem opierajac o nie plecy.
-Jest dobrze...-szepnela.-Jest dobrze...-powtórzyła tak jakby przekonujac do tego siebie.
-Nikt nic ci nie zrobil? Nie skrzydzil? Nie dotknal?-zadawal pytania machinalnie.
-Nie..Jus,nic mi nie jest.-usmiechnela sie calujac go w szyje.
-Lea blagam cie zuc to wszystko.-jeknal blagalnie.
-Nie moge...-pokrecila glowa odsuwajac sie od niego lekko.-To jest czescia mnie.I tak juz zostanie...-wzruszyla bezradnie ramionami.Patrzyla w oczy Justina a w jej glowie panowal chaos.'Powiem mu...Powiem'.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Buahahahaha myslalam zeby juz dzisiaj bylo cos wiecej miedzy Lea a Jusem ale ostatecznie to jeszcze nie ten dzien xD Hahahaha <3
Mam nadzieje ze sie spodobalo :P Licze na duzo komow.
Ogolnie jestem w szoku bo dalam rade napisac po rozdziale na OBU blogach!! :O Szok! xD
Kocham was wiec siedze i pisze <3
-Patrys
Jejuuuuuuuuu no ! A ja myślałam, że oni ekhem.. ten tego xd :D
OdpowiedzUsuńNie no boskie! ^^
Nie kumam tego gostka... raz tak, raz tak... niech się zdecyduje w końcu ;)
Przypomnisz mi o co chodzi z Seleną? ;o
że chodzi o Justina? nie?
Dobra, napisz mi, bo nie jestem do końca przekonana ;)
Rozdział boski! NA dodatek tu i na EAF dodałaś po rozdziale!
No jestem w niebie :3
Huehuehue <3 My Ciebie też słońce! :*
wajshdfaslkdfhsopihaod hjk <3 Kocham to jak cholera!
To takie słodkie *.* Chciałabym mieć takiego chłopaka przy sobie jak Justin <3
Pewnie jak każda z nas xd
Czekam na następny rooooooozdział <3
Pozdrawiam, powodzenia i weeeeeennnyyyy !!! <3 ;**** :) :3 ^^
Boże, ONI SA TAK ZAJEBIŚCIE SŁODCY! <3 A JAK GO PRZYTULILA TO AJDORBDKOEBDKIEBEJEI!!! MUSZĄ BYĆ RAZEM! ON SIĘ TAK O NIĄ TROSZCZY I W OGÓLE ❤ KOCHANI SĄ A TWOJ BLOG JEST GENIALNY! SORY, BLOGI :D
OdpowiedzUsuńSupcio rozdział:)
OdpowiedzUsuńEyyy !!! To jest zajbistee !! Braknie mi słów ! KOCHAM TO! kocham jak piszesz bożeeee myślałam że międzi nimi do czegoś dojdzie .. ;D Dalej ciekawi mnie co ona chce mu powiedzieć . Jezuuu nie urywaj w takich momentach błagam Cię ! <3333333333
OdpowiedzUsuńDodaj szzybko następny bo nie wytrzymam .. Cudooo <3 Pozdrawiam i życzę weny .
u mnie jest nowy ale nie wiem czy fajny mi jakoś tak nie podszedł ... ;c kocham twojego blogai to jak piszesz <333 Do następnego ;D
~ Weronika Bieber ;D